Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

sobota, 2 lutego 2013

Wypatrywanie wiosny ze śniegiem w tle

Po kilku słonecznych dniach poczułam wielką chęć (chociaż chęć to na prawdę mało powiedziane) grzebania w ziemi, przycinania, sadzenia i takich tam zboczonych dla niektórych czynności. Napaliłam się zatem na weekend - więcej czasu, wiadomo. A tu po późnym śniadaniu, gdy niemrawo zaczęłyśmy z Martą zastanawiać się, jak ułożyć sobie dzień bez męskiej części rodziny, zaczął padać śnieg. Wprawdzie synoptycy wielcy i mądrzy zapowiadali opady, ale jakoś mimo uszu puszczałam te kasandrowe przepowiednie. No to szybkie ubieranko i mały spacer po ogrodzie. Chociaż tyle.
Oto małe sprawozdanie:
- podmieniłam słoninki dla ptaków, poprawiłam worki geowłókniny na lawendzie, bo ostatnie wiatry pozrywały je, potańczyłam z Martą wśród wirujących płatków śniegu z suchymi kwiatami hortensji drzewiastej, które pourywał wiatr, a co:)
- pod domem pąki piękne zielone już ma hortensja pnąca. W ub. r. jakoś słabo się prowadziła, podsychała, marniała. Już ją miałam wykopać, ale że nie zawadzała zbytnio, a i nie widać jej za bardzo (cały czas jest w formie przyziemnej, bo za mała na wspinaczki), to zostawiłam. No i chyba w tym roku mnie zaskoczy. Oby. Na kwiaty nie liczę oczywiście, ale na dobicie do muru pionowego domu - jak najbardziej.

- kalina bodnantska też już rozwija coraz szerzej swoje pąki kwiatowe. W lutym może zakwitnie. Oby nie zmarzły, bo podobno mają jeszcze przyjść mroźne dni.


- wychodzą już listki krokusów i tulipanów (te drugie jakoś dziwnie poobgryzane, hmmm).
W sumie już jesienią zaczęły wychodzić, więc zwątpiłam, czy dobrze je zasadziłam, czy nie. I tak się cieszę, że wyszły, bo to były cebulki z ubiegłorocznych pędzonych kupionych w hipermarkecie na przecenie. Taką radę zapamiętałam z licznych serwowanych przez "Miejskiego ogrodnika" swego czasu. I rzeczywiście, warto kupować wiosenne cebulkowe po przekwitnięciu, bo sklepy je wyprzedają za grosze. Podobnie jak późną jesienią niektóre byliny czy krzewy, które nie wyglądają już okazale, więc typowy klient nawet na nie oka nie zarzuci. A dla sklepów to za duży koszt, by przechowywać roślinę przez zimę.

- wiciokrzew pięknie zieleni się na domku ogrodniczym.
Wytrzymały, coraz bujniej się krzewi (to zasługa sukcesywnego przycinania), kwitnie cały sezon na żółto, pachnieć za bardzo nie pachnie jednak, ale i tak zastanawiam się poważnie, czy nie posadzić go przy tarasie, by było tu coś zielonego zimą. Szkopuł w tym, że wiciokrzewy są zimozielone, ale gdy jest mocny mróz i wiatr, gubi liście. Na tarasie jest wietrznie, a za domkiem cicho i ciepło. Ale chyba warto spróbować.

Większość roślin jednak jeszcze śpi. Więc chyba jeszcze na wiosnę za wcześnie. Trudno. Poradzę sobie jakoś inaczej - domowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz