PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Cięcie traw - czas na sianokosy!

Już myślałam, że w tym roku sezon wybitnie szybko rusza z kopyta. Przecież jeszcze luty w pełni, a tu już wiosenne prace gonią jedna za drugą. Skąd to wiem? Wyszłam sobie na przechadzkę po moim ogródku w kawą w dłoni - tak lubię:) Chciałam zobaczyć, co mnie czeka, zaplanować rabaty, nacieszy się przy okazji słońcem. Gdy przechodziłam przy trawach, coś mnie tknęło. Zajrzałam w ich gąszcz, a tam już mnóstwo zielonych młodych liści! No to w połowie kawy ruszyłam pędem po sekator by ściąć trawy.




Podejrzewałam, że mozga to już na pewno wychodzi swymi różowo - białymi listkami spod żwiru, ale żeby rozplenica? Przecież to jedna z najpóźniej budzących się traw. Gdy zajrzałam w miskanty, wręcz się przeraziłam.
A że mam ich sporo (urok szeleszczących i szumiących łanów mnie rozbraja), czeka mnie kilka porządnych godzin cięcia. Dzisiaj rozprawiłam się z kilkoma kępami. Resztę zostawiłam na jutro. Nie będę miała wymówki:)
Wracając jednak do tego, że w tym roku znów wiosna szybko do nas zawitała, sprawdziłam wpis o podobnej tematyce sprzed roku (z dodatkowymi radami, więc polecam). Data? 11 lutego! NO dobra, chociaż rekordów nie bijemy, to i tak czas iść w trawy! Koniecznie!

wtorek, 17 lutego 2015

Pięknie i pożytecznie, czyli warzywa wśród kwiatów

Warzywniki są ostatnio w modzie. I bardzo dobrze. O zaletach uprawiania własnych warzyw chyba pisać za wiele nie trzeba. Wiadomo, że w małym ogrodzie nie wyhodujemy tylu ziemniaków, by starczyło na cały rok dla czteroosobowej rodziny, ani marchwi tyle (chyba, że ktoś mało jej je, ale to nie u nas). Ale na drobne warzywa (sałata, buraczki, fasolka, groszek, jarmuż, zioła wszelakie) miejsce znajdzie się wszędzie. Nawet w donicy.
Można oczywiście wyznaczyć w ogrodzie miejsce tylko na warzywnik. I coraz częściej takich miejsc powstaje (co baaaardzo mnie cieszy). Sprawdzają się oczywiście podwyższone rabaty. Ale wielu pewnie przeraża widok takich grządek na środku ogrodu (pamiętajmy, że warzywa potrzebują sporo słońca). Przyznam, że mi też szkoda trochę karczować część ogrodu pod warzywa (chociaż taka myśl ciągle mi się plącze po głowie).
Dzisiaj jednak propozycja inna, dyskretniejsza, eklektyczna: warzywa wśród kwiatów. Nie od dzisiaj wiadomo, że niektóre warzywa urodą nie ustępują roślinom ozdobnym. Dlaczego by tego nie wykorzystać?
Oto kilka propozycji mieszanek?














Dla mnie to po prostu szaleństwo! I, uwierzcie, można taka rabatę zrobić w skali mini i też będzie dobrze wyglądała. W ub. r. zrobiłam pierwsze przymiarki. W tym poszaleje bardziej:)



Kto szaleje ze mną?

czwartek, 12 lutego 2015

Budzimy się, budzimy! Mamy już przedwiośnie!

Nie, przebiśniegów w ogrodzie nie mam, ani śnieżyczek. Chociaż Marta pytała już w ubiegłym roku i obiecałam posadzić. Ale jakoś się nie złożyło. Nadrobię. Za to tulipany i narcyzy na potęgę wychodzą z ziemi, kalina bodnantska kwitnie. Ale to już w sumie było i z miesiąc temu o tym pisałam.
A dzisiaj? Dzisiaj przekroczyłam kolejny próg do wiosny - ruszyłam w ogród z sekatorem. A jakże! Bo jak mogłoby być inaczej, gdy słońce ogrzewało, ocieplało, wręcz... waliło po oczach z intensywnością godną majowego popołudnia? Na balkonowym termometrze 16 stopni na plusie. Toż to prawdziwa wiosna:)
I chociaż świadomam przecież, że to jeszcze nie to, że to zdradliwa pora, że nie należy się spieszyć, postanowiłam zrobić mały rekonesansik. No i nie wytrzymałam. Musiałam przyciąć.

Pod sekator poszła krzewuszka i jabłonka ozdobna. Ta druga dlatego, że zrobiło się pod nią za ciasno, więc musiałam podkrzesać jej spódniczkę (czyt. obcięłam kilka spodnich gałązek zostawiając koronę bez cięcia). A ta pierwsza - bo jakaś taka nieforemna przez cały ub. rok mi się wydawała i mało kwitła. No to ją przycięłam dosyć mocno, by pobudzić jaśnie pannę do wydania mnóstwa kwiatów.
Bo taka to zasada. Dla niektórych bardzo trudna i zbyt rygorystyczna, ale większość roślin lubi cięcie i potrafi to okazać zdecydowanie większą ilością kwiatów. Tak z wdzięczności za odciążenie jej zbędnym balastem niewyrosłych witek, niepotrzebnie powyginanych i ocierających się (czyt. kaleczących się wzajemnie) pędów.
Miałam pomocniczkę, a jakżę:) 

No i pozbierałyśmy przy okazji trochę liści, posadziłyśmy szczypiorek do donicy, by w domu szybciej wyrósł. Pogapiłyśmy się na wyrastające tulipany i powsłuchiwałyśmy się w trele ptaków. Cudnie...
Ale przed nami wiele jeszcze pracy. Do przycięcia są derenie, krzewuszki, wierzby o pstrych liściach, hortensje. Z trawami jeszcze trochę poczekam, chociaż niektóre już wypuszczają zielone pędy, trzeba być więc uważnym, by nie przegapić dobrego momentu i by nie było za późno.
Ale powoli, powoli. Przede wszystkim nie należy wszystkiego robić szturmem. I radze to nie tylko ze względu na niespodzianki pogodowe, które mogą się zdarzyć, ale ze względu na Wasze zdrowie! Tak tak. Rozleniwione nieco ciała po zimie odzwyczaiły się pewnie nieco od ciągłego schylania, dźwigania, cięcia, grabienia. Odpowiednie mięśnie muszą na nowo sobie przypomnieć ten tryb pracy. Więc na spokojnie, wieczorkiem rozciągamy się, szczególnie dbając o kręgosłup. U mnie sprawdza się pilates i pływanie. Ale każde rozciąganie się i nieobciążający sport jest dobry.
Pochwalcie się, czy już ruszyliście do ogrodów?
Dla przypomnienie, tutaj kilka rad, co robimy w lutym.

wtorek, 10 lutego 2015

Wiosenne porządki w wersji XXXXL - Brody 2015

Były pytania, kiedy kolejne seminarium parkowe w Brodach. Ano już wiadomo - 13-15 marca. Warto ten termin zarezerwować już sobie w kalendarzach. Dlaczego? Bo to świetna inicjatywa, niesamowita atmosfera, ciekawi ludzie, międzynarodowe towarzystwo, pożytecznie spędzony czas, piękne miejsce z historią zapierająca dech. Jeszcze coś ominęłam? Na pewno. Bo każdy, kto tutaj chociaż raz przyjedzie, chce wracać.
Tych, którzy byli zatem namawiać nie muszę pewnie, a ci, którzy dotychczas nie mieli okazji, niech spróbują.
Ale może słów kilka, o co w tym wszystkim chodzi.
W marcu już po raz piąty odbędzie się w przygranicznych Brodach Międzynarodowe Polsko-Niemieckie Seminarium Parkowe. Niemal co roku zjeżdża tu ponad 200 wolontariuszy z Polski i Niemiec, by razem odnawiać zabytkowy park przypałacowy.

Ochotnicy to uczniowie szkół, studenci, emeryci, mieszkańcy pobliskich miejscowości, ale tez fachowcy (ogrodnicy, historycy, projektanci), którzy na trzy dni zawieszają wszystkie swoje zajęcia, by ze szpadlem, siekiera czy grabiami biegać po parku. A wieczorem wsłuchiwać się w koncerty muzyki klasycznej i opowieści o historii tego miejsca. 
Cała inicjatywa ruszyła w 2009 r. dzięki młodemu Niemcowi, Claudiusowi Wecke.
Pisał pracę dyplomową o parku w Brodach. - Przyjechałem w deszczowy dzień i  nie mogłem się nadziwić, jak takie miejsce mogło tak zniszczeć - opowiadał mi podczas ostatniego seminarium. Przyznaje, że trochę się przestraszył na początku, ale potem zaczął spacerować po parku. Dołączył do niego piesek, przybłęda. Nazwał go Kuba i tak razem przez kilka miesięcy chodzili, mierzyli, wytyczali, porównywali, planowali. Nawet zamieszkał w Brodach, by być bliżej. I mała anegdotka: Wprawdzie na początku szukał pokoju w Łęknicy blisko Parku Mużakowskiego, ale jakoś dziwnym trafem zawsze okazywał się to burdel.
W międzyczasie jako 25-latek został głównym ogrodnikiem w parku Branitz w Cottbus (ech, ta wymiana pokoleń na Zachodzie). projekt rewaloryzacji jednak dokończył. Nie tylko dokończył, ale i postanowił wprowadzić go w życie. I to nie za pieniądze unijne cudzymi rękoma, ale jako pospolite ruszenie ochotników, mieszkańców. Podobne inicjatywy widział w Dreźnie, Cottbus oraz wielu innych niemieckich miastach, gdzie to żadne novum.
Pierwsze seminarium odbyło się w październiku 2009 r. Spodziewano się 200 uczestników, a przyjechało 351. I do dziś poniżej 200 osób się nie zdarzyło.
 Jak wygląda seminarium od strony technicznej i organizacyjnej?
Wolontariusze są podzieleni na grupy robocze, w których pod okiem fachowców wykonują określone zadanie: karczują samosiejki, wytyczają na nowo ścieżki, porządkują zagajniki, przycinają krzewy i drzewa. Seminarium zaczyna się i kończy spacerem po całości, by zobaczyć, co trzeba zrobić i co udało się wykonać.

A efekty są na prawdę niesamowite.
Oczywiście do dawnej świetności, kiedy to Brody były własnością Henryka von Bruhla, jeszcze daleko i pewnie nigdy się tego stanu już nie osiągnie. Ale ducha hrabiego i dawnego premiera Saksonii czuje się w rozmachu, w jakim planowano posiadłość.

Tutaj bowiem zatrzymywali się w drodze między Warszawą a Dreznem ówcześni prominenci, a nawet król Polski i saski książę August III. Postała oranżeria, amfiteatr w kształcie liry, fontanny, park zdobiły setki figur i unikatowych roślin. W XIX w. park przerobiono na modłę krajobrazowych założeń zachowując jednak barokowy sznyt dawnej kompozycji. Pojawiły się jednak wyspy na pobliskim jeziorze, herbaciarnia z widokiem na cała posiadłość. 
Po II wojnie światowej całość popadła niemal w ruinę. Obecnie jest w rękach kilku właścicieli. W oficynach działa hotel, a pałac doczekał się nowego dachu z nadzieją na dalsze prace. A Park? No park czeka na wolontariuszy.

Aby włączyć się w tę inicjatywę, nie trzeba mieć wielkiej wiedzy ogrodniczej, znać się na ogrodnictwie czy rewaloryzacji zabytkowych założeń parkowych. Wystarczą chęci do pracy (czasami nie jest łatwo:)  i jakieś narzędzie ogrodnicze mile widziane, chociaż nawet to nie jest konieczne. Można przyjechać na trzy dni (organizatorzy zapewniają nocleg i wyżywienie), albo tylko na jeden dzień.  Już można się zgłaszać (szczegóły na stronie www.brody.pl)
A tak swoją drogą, ciekawa jestem, czy już kwitną tam przebiśniegi. Całe pole przebiśniegów. I to tych "bogatych".




A na zachętę wspomnienia z jesieni 2013 r.