Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

środa, 12 lipca 2017

Seminarium Parkowe w Brodach w listopadzie!

Juz wiadomo, żę od 3 do 5 listopada 2017 r. odbędzie sie kolejne Seminarium Parkowe w Brodach. Wszyscy chętni proszeni o zarezerwowanie sobie tego terminu:)
Wiecej szczegółów na https://pfoerten.wordpress.com/

Letnie obrazki z ogrodu

Dzisiaj fotograficznie, bo padam po ogrodowych pracach. Ale satysfakcja z dobrze spędzonego czasu ogromna!(
W wielu miejscach rabaty wyglądają niezwykle urzekająco  (przynajmniej dla mnie:). Są pełne, bujne, kwiaty się przenikają i łączą we wspaniałe kompozycje. Cześc roślin posadziłam jesienią na tzw. przechowanie. Ale zostały, bo wiosna zbyt szybko mi minęła. I tak obok siebie rosną liliowce, kosmosy, funkie, rudbekie, dalie, jeżówki, tojeść bulwiasta, gaura, trawy ozdobne... Czego tam nie ma ;)












Jedno z moich ulubionych połączeń: trawa stilpa, gaura, złocienie i... ogórecznik.


W kilku miejscach po wiosennych szaleństwach kwietnych zrobiło sie pustawo i konieczna jest zmiana. Zaczęłam od ostrych redukcji.
 

Kalina koralowa nieco się rozrosła. Podczas przycinania niestety zmniejszyłam ilość korali, ale za to jest więcej miejsca i słońca dla innych roślin

 Podobny los spotkał tawułę japońską. Ostatecznie jednak wykopałam ją całkowicie. W jej miejsce posadziłam dalie, które kisiły się w donicach:)

Planowałam też zająć się rabatą róż pomarszczonych, która zarosła powojem. Ale gdy zobaczyłam, jak pieknie jej kwiaty wyglądają z białymi trąbkami straszliwego chwastu... odpuściłam.


Ale ostatecznie kwiatem dnia została jeżówka. No zakochałam się.



Mała głupotka, czyli jak każdy z nas pozjadał wszystkie ogrodnicze rozumy

Zadzwoniła do mnie znajoma. - Wiesz, ja tylko z taką małą głupotką do ciebie dzwonię. Kupiłam kwiatki i chciałam dopytać, jaką ziemię kupić do nich i jak je posadzić, by zwiększyć szanse ich przetrwania - zaczęła. Okazało się, że kupiła roślinę raczej domową (no ale na balkonie latem mrozów nie ma, więc może przetrwa), bo się spodobała... O doborze roślin na słoneczne balkony i tarasy oraz do donic pisałam tutaj. Skupię się jendak na innej kwestii - pojemnika.
Znajoma ma popularną ostatnio skrzynkę zawieszaną na balustradę (zwisa po jej obu bokach). Niby urokliwa, bez niepotrzebnych haków, obaw, że spadnie, porysuje balustradę itp. Szkopół w tym, że donica nie ma otworów odpływowych, którymi może wypływac nadmiar wody, a i jej pojemność pozostawia wiele do życzenia, szczególnie na słonecznych balkonach, gdzie wilgotność ulatnia się w tempie błyskawicy. Roślinie grozi zatem notoryczne podtapianie (przez nieświadomego niczego właściciela balkonu lub deszcz) na przemian z przesuszaniem i przegrzewaniem korzeni (przez słońce).
I jak w niej posadzić roślinę?
Technika jest zwykle taka sama - na spód drenaż, czyli keramzyt lub żwirek. Na to kawałek tektury czy gazety (nieco przytrzyma wilgoć w suszę, ale i zapobiegnie mieszaniu się ziemi z drenażem). No i ziemia. Najlpiej uniwersalna lub do roślin balkonowych. Ta druga najczęściej jest z nawozem, więc pozbędziemy się czasowo kłopotu z nawożeniem.
Potem już tylko regularnie podlewamy, od czasu do czasu z nawozem (najlepiej w płynie i organicznym - mniejsze prawdopodobieństwo "przedobrzenia").

I to tyle z szybkich porad dla mojej znajomej i innych balkonowców.
Ale gdy po wyczerpujących wyjaśnieniach: co, jak, po co i dlaczego, szeregu porad, jak posadzić, jak zadbać, naszła mnie smutna refleksja. Dotyczyła pierwszego zdania: "dzwonię z małą głupotką".
Bo przecież to nic wielkiego zasadzić kwiatka w doniczce. Każdy głupi potrafi. Skąd zatem szereg pytań o roślinę, o ziemię, o donicę, podlewanie, nawożenie. Przecież to tylko głupotki! Wstyd się przyznać, że tego nie wiemy.
Ogrodnicy w Polsce mają jeszcze kawał mentalnej drogi do pokonania, aż zaczną być doceniani, tak na prawdę doceniani i szanowani za swoją wiedzę, pracę. I tu nie chodzi o to, że chciałabym zagarnąć całe ogrodnictwo w teorii i praktyce tylko dla fachowców. Absolutnie nie! Doskonale wiem, że jest mnóstwo osób, niby amatorów, od których fachowcy mogliby sie uczyć. Ogrodnictwo to bowiem doskonała zabawa, ale żeby nią było, musi być poparte doświadczeniem i otwartością na naturę oraz jej potrzeby.
Bardzo się cieszę, że ogrodnictwo staje się ostatnio wręcz modne. Postaje mnóstwo ogrodów społecznych, balkony się zazieleniają, w ofertach różengo rodzaju warsztatów ogrodniczych można niemal przebierać jak w ulęgałkach, a w ilości książkowych nowości z ogrodem czy ogrodnictwem w tle można się pogubić.
Nie wszystko oczywiście warte jest uwagi, bo jakość wielu z tych propozycji jest względna. Ale świetnie, że ludzie zaczynają się bawić, próbować, sami metodą prób i błędów szukają najlepszych rozwiązań, szperają w książkach, gazetach, na forach. Ogród, nawet ten najmniejszy, doniczkowy, to najlepsze, co można sobie sprawić. Doceńmy jednak fachowców. Wszystkich, bez względu na to , czy to ogrodnik, murarz, cukiernik. Nie mówmy, że ich wiedza, doświadczenie i praca, to "tylko głupotki".
Nie mam pretensji najmniejszej do znajomej, bo kibicuję jej z całego serca i podziwiam za to, że po wieeeelu nieudanych próbach nadal chce próbować coś sadzić. Trzymam mocno kciuki. Jednak smuteczek został....