Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

piątek, 13 stycznia 2017

Sól nasza powszednia, niestety!




Dzisiaj o soli trochę. Nie tej w zupie, ani nie soli ziemi, o której Wajda filmy tworzył. O takiej soli, co to na potęgę sypana jest na nasze chodniki, drogi, parkingi, podjazdy, ścieżki...
Ślisko przecież jest! - słyszę. No ślisko, w końcu to zima.
I tak sobie myślę, że może to i dobrze, że tak rzadko mamy tę zimę z prawdziwego zdarzenia, bo inaczej Wieliczka dawno stałaby pusta. I mam dylemat, bo z jednej strony porządna zima to zbawienie dla ogrodu, a z drugiej masakra dla natury, szczególnie w miastach, gdzie i tak nie ma łatwego zadania. Właśnie ze względu na sól.
Tony soli sypiemy wszędzie. A nie musi tak być.


Od kilku lat w Poznaniu trwa projekt "Mniej solę, dbam o Poznań". To pomysł Agnieszki Szulz z Zarządu Dróg Miejskich.
Mieszkańcy, ale i rady osiedli doszli do wniosku, że sól nie jest potrzebna, by zachować normy bezpieczeństwa (wystarczy piasek czy drobny żwirek, jak np. w Czechach nawet w partiach górkich). Chca mieć piękną zieleń i chodniki bez dziur.
Dlaczego ta sól jest taka straszna?
Abstrahując nawet od aspektów przyrodniczych (sól jest zabójcza dla wielu roślin, trawników, młodych drzew, krzewów), to jest ilka powodów czysto pragmatycznych, zeby nie stwierdzić - ekonomicznych:
- sól powoduje korozję samochodów, ale i lamp, latarni, barierek, koszy na śmieci
- niszczy obuwie (próbowaliście doprowadzić do porządku buty po zimowym spacerze w brei?), nawierchnię chodników, asfalt, a także infrastrukturę podziemną, czyli wszelkie rury, którymi płynie woda, gaz, ścieki
- zanieczyszcza wody gruntowe - w pasach przy jedni nie ma praktycznie życia
- podrażnia łapy psów

Tłumaczenie, że sól jest tańsza i nie ma w kasie miasta pieniędzy na nieco droższy piasek jest patrzeniem bardzo krótkowzrocznym. Bo niszczymy zieleń, za którą miasto też musiało zapłacić. Śnieżna breja z solą, która bryzga spod kół samochodów, wypala pąki drzew i krzewów. Ponadto sól wnika do gleby, i gdy ta jest za bardzo zasolona, roślina nie może pobierać wody i usycha. Ile takich uschniętych młodych drzewek jest w Zielonej Górze?

Nie jestem za kategorycznym zakazem używania soli, bo w przypadku gołoledzi jest potrzebna, by nikomu nie stała się krzywda. Ale jeśli spadnie trochę śniegu, warto złapać za łopatę i trochę posypać ścieżkę piaskiem, a nie od razu łapać za sól.
Tutaj dostępna jest nawet szczegółowa prezentacja na ten temat.

Ratunkiem dla drzew jest tez osłanianie ich przed szkodliwą breją. W Poznaniu większośc obsadzeń przydrożnych okryta jest matami czy gumowymi osłonami. To wcale nie jest drogie, a efekt już widać (można zobaczyc na zdjęciach).

To co? Nie solimy!

czwartek, 5 stycznia 2017

Przymroziło! Nadrabiam zaległości i to szybciutko!

Przyznaję, że staram się nie sadzić w ogrodzie swoim i klientów roślin, które są wrażliwe na mrozy. Powodów kilka, ale głównie to himeryczność naszej zimowej aury. Widziałam juz w listopadzie opatulone róże, hortensje czy inne wrażliwce. A przecież zdarzały się dni, kiedy słoneczko przygrzewało mocniej niż we wrześniu. A potem znów mały przymrozek i znów kilkanaście stopni na plusie. W takim okresie trzeba rosliny okrywać i odkrywać, okrywać i znów odkrywać, by w ciągu dnia się nie zgrzały, a przez to nie zwariowały i nie zaczęły się budzić, a na noc znów okrywać, by (chcąc nie chcąc) delikatne wychuchane roślinki nam nie zmarzły.
Dlatego wychodzę z założenia, że osłaniam tylko młode rosliny, posadzone w danym sezonie, a i tu nie wszystkie. Warto zadbać głównie o bryłę korzeniową, czyli obsypujemy co wrażliwsze byliny kompostem czy ziemią albo korą. Na nieduże krzewy czy krzewinki kładę stroisz z gałęzi iglaków (i znowu sie przydadzą. o ich innym zastosowaniu mozna przeczytać tutaj). Czasem wystarczą gałązki z podcięcia choinki zanim trafi do stojaka.
Na opatulenie biała agrowłókniną moga liczyć róże, hortensje ogrodowe, piwonie chińskie.
Oczywiście wszystko zmienia śnieg. Wtedy byliny mogą spać spokojnie pod biała kołderką, ale za to trzeba pilnować iglaków i innych roślin zimozielonych, by ciężkie czapy śniegu ich nie połamały czy nie powykrzywiały na wzór mioteł.
I jeszcze trzeba wspomnieć o donicach na tarasach czy balkonach. Tutaj też warto zadbać o rośliny. No chyba, że zakładamy coroczną ich wymianę. W ostatnim czasie jednak modne i bardzo korzystne jest obsadzanie donic bylinami, a te, przy odrobinie opieki, mogą przetrwać kilka sezonów.
Po pierwsze trzeba postawić donice na kawałku dewna czy styropianu, by odizolować donice od zimnego podłoża. Samą donicę warto opatulić workiem jutowym czy wsadzić w duży karton i wypchać gazetami.
A od góry można zabezpieczyć wspominanymi tu już gałązkami iglaków. No i nie zapominajmy o ich podlewaniu od czasu do czasu (gdy nie ma mrozu).
No i trzymamy kciuki. Ja za swoje trzymam!
 Hebe, ostnica, żurawka i piekna kalina zimozielona. Zależy mi głównie na niej, żęby przetrwała. Po przystrojeniu donica wygląda tak:
W kolejnej donicy po jesiennych kompozycjach ostał się przede wszystkim pieris. 

 Teraz donica wygląda tak:
Najmniej atrakcyjnie wyglądała donica przy tarasie. Fajnie by jednak było, gdyby zachowało się hebe, starzec i turzyca. 



Duża donica przy wejściu na taras też zyskała na wyglądzie dzięki kilku gałązkom rajskiej jabłonnki, laurowiśni i iglaków, a jakże.