PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

niedziela, 28 października 2012

Minęła niespełna doba od...

Jeszcze wczoraj było tak: 

Jesienne miasto skrzyło się złotymi liśćmi, w ogrodzie kusiły truskawki i maliny. 
Lawenda kwitła, jakby był środek lata.
Poziomki czarowały jak opętane.
Róża pomarszczona kusiła kwiatami i czerwonymi owocami, a feeria kolorów przebarwiających się liści urzekała do oniemienia. Zobaczcie sami.







I chociaż znałam prognozy zapowiadające śnieg, trudno mi było w to uwierzyć wygrzewając się w słońcu. W nocy jednak spadł. Zaskoczył, przyznaję.








I jeszcze dwa zdjęcia z serii przed i po:

 




piątek, 26 października 2012

Kogo interesuje zieleń

BYłam dzisiaj na spotkaniu w zielonogórskim BWA nt. zieleni w Parku Tysiąclecia. To jedno z cyklu spotkań w ramach konsultacji społecznych projektu społecznej rewitalizacji parku. Mimo uciążliwego kaszlu i antybiotyku do wzięcia, poszłam.
Po pierwsze zadziwiło mnie to, ze tak mało osób przychodzi na takie spotkania. Byłam juz na kilku na różne tematy dotyczące przestrzeni miejskiej i miasta, i zawsze to bolesne rozczarowanie. Nikt się w tym mieście nie interesuje

niedziela, 21 października 2012

Chwile

Taka cicha jesień dzisiaj, mgła najpierw opatuliła wszystko w zasięgu wzroku. Lekkie niedopowiedzenie rzeczywistości o poranku. Potem słońce gorące, kuszące, by ściągnąć ciepłe swetry, a przez to zdradliwe nieco. Złote miasto pełne liści i spacerujących ludzi. Herbata w miłym towarzystwie, radość, opowieści mimo kaszlu i kichania. I znowu mgła na pożegnanie ostatniego chyba dnia Złotej Polskiej Jesieni. Teraz wieczór, cisza, jesienny chłód i zapowiedź deszczu w powietrzu. Lubię takie chwile.

piątek, 19 października 2012

Rysunkowe inspiracje

Tak rysować chciałabym, bede cwiczyć, ale pewni i tak ręi sobie w ten sposób nie wyrobię. Pocieszam się jednak, ze wyrobię sobie w inny sposób:)
Ale nawet jesli ktoś nigdy nie bedzie miał nic wspólnego z rysunkiem architektonicznym, miło popatrzeć. perspektywa
drzewo
http://www.youtube.com/user/drazizi1955
http://www.youtube.com/watch?v=ONIpzoDOr6Y&feature=related
zasady architektury
Shahram Azizi

Trawami jesień mnie zdobywa

Trawy zachwycały mnie od dawna. Jednak to mój mąż jest pierwszym "trawiastym" w rodzinie i w centrach ogrodniczych wyszukuje kolejne gatunki. Przystaję na to chętnie, bo trawy w ogrodzie to same plusy. Pod względem estetyki dodają dynamiki, nadają rabatom lekkości, pięknie wyglądają przez cały sezon, a jesienią, gdy większość roślin już opada z sił, trawy górują nad nimi swą elegancją i filuternością.
Są też doskonałym elementem "grającym" w ogrodzie. Ich kojący szum na wietrze, delikatny hałas pocierających się o siebie liści i wiech z nasionami, piękny poświt jesiennego słońca w smukłych liściach i elegancja zmrożonych kwiatostanów zimą. Czegóż chcieć więcej.
Powyżej jedna z nich - miskant cukrowy (Miscanthus sacchariflorus). Rośnie bardzo silnie, ale nie osiąga 2 m jak inne odmiany. Ten ma ok. 1,5 m wysokości, ale za to ma efektowne malownicze kwiatostany, najpierw brązowe, a potem srebrzyste i puszyste. Jesienią liście przebarwiają się na złoto-brązowy kolor. Rośnie dobrze w każdej glebie, wszędzie sobie poradzi, warto więc go zasadzić, bo urok w sobie ma, oj ma.
Obok niego lekko wychyla się proso rózgowate (Panicum virgatum) - jedna z moich lubionych traw. Ładnie się rozrasta, wiosną szybko pojawiają się liście, a potem delikatne wiechy kwiatostanów wirujących zalotnie na wietrze. Najpierw intensywnie zielona, jesienią przebarwia się na złoto. Jest ozdobna przez całą zimę, a jej kwiatostany ścina się wczesną wiosną. Wtedy też można ją rozmnożyć przez podział. Wiosną taki zabieg czeka i moje trzy okazy, bo już pięknie się rozrosły. Może rosnąc w pełnym słońcu i półcieniu, ale woli ziemie wilgotne niż suche.
A teraz kolorystyczna bomba. Przynajmniej dla mnie.

To również proso rózgowate (Panicum virgatum), ale odm. 'Rotstrahlbusch'. Dostałam tę trawę od znajomej jako małą sadzonkę. Nieco zmarnowaną przywiozłam do swojego ogrodu i posadziłam. Rosła słabo. Przesadzałam ją kilka razy nie wiedząc, co to właściwie za trawa. Okazała się jednak cierpliwa, nawet bardzo. I wytrzymała. Gdy po którejś ulewie została totalnie zalana, to na szpadlu ją przeniosłam ociekającą z błota na inne miejsce. Ledwo ją zakopałam, bo już nie miałam sił po kolejnej walce z naturą. Ale po jakimś czasie wypuściła zielone liście, potem kwiatostany, przy okazji niektóre liście zaczęły się przebarwiać na czerwono. I już byłam w domu. Oto moje proso już w pełnej okazałości (chociaż niedawno znowu przesadzane:) Pięknie komponuje się z czerwonym berberysem i cyprysikiem.
Spartyna grzebieniasta (Spartina pectinata) 'Aureomargnata' na zdjęciu powyżej rośnie obok rozplenicy (o której nieco później). Przyznaję, nie wiedziałam, co biorę, gdy ją kupowałam. Dziś nazywam ją ogrodowym zwierzakiem, bo okazała się piękną, wytrzymałą, majestatyczną trawą, której podziemne rozłogi pokonają wszystko, nawet zbitą ziemię, podwójną warstwę geowłókniny i grubą warstwę żwiru. Na razie bardzo się z tego cieszę, bo w ciągu roku z niewielkiej sadzonki wyrosła na cudny okaz. Trochę się jednak boję o przyszłość tego skrawka ogrodu. Znajoma mnie pocieszyła, że chętnie mnie wtedy odwiedzi ze szpadelkiem:). W sumie się jej nie dziwię, bo trawa jest ozdobna przez cały rok. Nawet zimą jej liście są zielonkawe i zdobią ogród. Kwiatostany podobne do grzebyków (stąd pewnie jej nazwa), są inne od tradycyjnych trawiastych pióropuszy. Taki oryginał:)
Trzcinnik ostrokwiatowy 'Overdamm' (dwa okazy na pierwszym planie)- lubi słońce, tworzy gęste kępy. Liście ma ostre, ogólnie roślina z charakterem. Wiosną czeka je przesadzenie, bo jednak doszliśmy do wniosku, że powinny tu rosnąć trawy wyższe, które zasłonią podest. Na razie sobie rosną trzcinniki.
Powyższe zdjęcie zrobiłam kilka lat temu podczas wakacji we Francji. Od tych roślin zaczęła się miłość mojego męża do traw. Gdy w nie wlazł, to musiałam mu zrobić całą serię zdjęć na pamiątkę:) W swoim ogrodzie na razie jej nie mam. To rozplenica szczcinkowata (Pennisetum setaceum) 'Rubrum'. W naszym klimacie ma ten minus, że może nie wytrzymać mrozów, więc albo trzeba ją bardzo mocno opatulać, albo po prostu sadzić w pojemnikach i na zimę chować do jasnego, ale chłodnego pomieszczenia. Dorasta do 1,2 m w czasie kwitnienia. Ale nie rozmiar jest tu najbardziej istotny, a kolor. Liście ma ciemno bordowe mieniące się w słońcu. No i te kwiatostany - długie, bordowo-różowe, delikatne. Lubi słońce i przepuszczalną glebę. Ozdobi każdą rabatę.
W tym roku skusiliśmy się natomiast na kortaderię srebrzystą (Cortaderia selloana) - zdjęcie poniżej. Tak ładnie się nazywa w książkach fachowych trawa pampasowa o charakterystycznych ogromnych białych kwiatostanach królujących nad rabatami. Brakowało mi mocnego trawiastego akcentu na podwyższonej trawiastej rabacie. Padło na pampasówkę, choć nie do końca jestem do niej przekonana. Głównie z powodu jej ostrych liści (można się poranić) i wrażliwości na mróz. Już się zastanawiam, jak ja ją osłonię zimą na żwirze. Bo trzeba chronić ją nie tylko przed mrozem, ale przede wszystkim przed wilgocią. Liście trzeba związać jak namiot i owinąć matą. Ale tymczasem prezentuje się całkiem fajnie, choć jeszcze nie zakwitła i w tym roku już chyba szans na to nie ma.
Kortaderia lubi ziemię przepuszczalną, ale stale lekko wilgotną glebę. Z tym więc nie powinno być wielkiego problemu. Gdy jednak uraczy mnie swoimi wiechami sterczącymi na 2 m w górę, będę w siódmym niebie:) Na zdjęciu z werbeną patagońską i rozplenicą.

A poniżej królowa wszystkich traw - rozplenica. Kto przechodzi ulicą, patrzy właśnie na nią. Inaczej po prostu nie można. Wyrosła piękna, dorodna, cudna. 

Rozplenica japońska (Pennisetum alopecuroides) to chyba jedna z bardziej popularnych traw, jakie sadzi się w ogrodach. Jest wdzięcznym gatunkiem o malowniczych i eleganckich kwiatostanach. Delikatnych, mięciutkich, "kotkowych" - jak mówi moja córka. Tworzy gęste kępy, nie rozłazi się po ogrodzie, nie rozsiewa. Gdy posadziłam kilka kęp w ub. r., bałam się, że wszystkie wybije mróz i ciężka ziemia. Ale dały sobie doskonale radę. Dały, bo mam dwie odmiany: 'Moudry', która wykazuje się pełna mrozoodpornością i 'Hameln' dorastająca do 60 cm. 
Wracając do sadzenia, to gdy jednak ktoś ma wybór, to lepiej sadzić ją w miejscach osłoniętych od wiatru i w ziemi wilgotnej, owszem, ale jednak przepuszczalnej. Jedno jest pewno - jest rośliną żarłoczną, więc może dlatego jej u mnie tak dobrze, bo się dużo najada i odwdzięcza się pięknymi "piórami". Na zimę lepiej okryć. 
Na zdjęciu poniżej widać obie odmiany rozplenicy i spartynę. 
No i hakonechloa smukła (Hakonechloa macra) 'Aureola' - to jeden z ostatnich naszych nabytków. Ta trawa od dawna bardzo mi się podobała, mężowi również, więc gdy przejeżdżał koło jakiegoś centrum ogrodniczego, to po prostu kupił. Tylko dlaczego dwie sztuki, a nie na przykład trzy? nigdy się nie dowiedziałam. Ale cóż, posadziłam koło siebie, by tworzyły zwartą kępę i już się zadomowiły wypuszczając nowe pędy. To cieszy, nawet bardzo. Trawa ta lubi wilgotne podłoże, więc mam nadzieje, że będzie jej u mnie dobrze. Wody ci mam przecież pod dostatkiem. Na zimę zaleca się okrywanie. Zrobi się:)

Ostnica piórkowa (Stipa pennata) 'Ponny Trails', czyli "końska grzywa", to ostatni zakup męża. Tym razem trzy sztuki posadziłam na jego prośbę przy furtce do ogrodu, "gdy będę wchodził, żeby muskały mnie po nogach" - cytat niemal dosłowny:) Ostnice lubią słońce i bardziej suchą ziemię. Zobaczymy zatem, czy sobie przy tej furtce poradzą. Na pewno wyglądają tam malowniczo, a gdy rozrosną się i one, i sąsiednie byliny (rudbekie, tojeść kropkowana) to stworzą zwartą cudną rabatę. Już to widzę oczami wyobraźni:)

na czerwono





Halloweenowa dynia

Zrobiłyśmy z Martą dynię na konkurs do przedszkola. Chciałam wstępnie, żeby była wesoła, śmieszna, ale Marta się uparła, że musi być straszna. Trochę się zdziwiłam, bo moja córcia do najodważniejszych nie należy. No ale niech będzie w typowym stylu halloweenowym. Najpierw poprzeglądałam setki zdjęć w google, by jakieś pomysły ściągnąć. Wszystko na nic, bo Marta wymyśliła czarownicę, a takiej dyni w internecie nie znalazłam. Na szczęście dynia była z babcinego ogrodu i na szczęście miała dosyć miękką skórkę. Z wycinaniem nie było większych problemów. Co do ozdabiania, to Marta wymyśliła piegi i pieprzyk z suchego kwiatu rudbekii. Włosy zrobiłyśmy z suchej trawy (nawet nie wiem, skąd ją miałam w domu:), a kapelusz... zrobiłam z gazety i pomalowałam tuszem, o którym mi się przypomniało w nocy, ze powinien gdzieś być jeszcze z czasów studiów. Przy okazji powspominałam projekty kreślone tuszem i rapidografem. Ech, to były czasy. A dynia? Dostaliśmy dyplom i słodką nagrodę:)
Kolejny konkurs to szopki bożonarodzeniowe. Tak łatwo już chyba nie będzie...

Korale, czerwone korale..






Jesienne kolory - gwiazdorskie astry


Jesienny ogród zdumiewa mnie codziennie. Coraz więcej w nim żółci, czerwieni, złota. Są też fioletowe piękne plamy -astry. Przyznam, że zaskoczyły mnie mocno, bo kupowałam jako krzaczaste, a okazały się nowobelgijskimi i musiałam w środku sezonu je przesadzać, bo by przysłoniły całą rabatę pod samym tarasem.   
To jednak mój kwiat na dziś. 
I nie tylko mój, bo także są uwielbiane przez pszczoły. Uwijają się nad chmurą fioletowych kwiatków przez cały dzień. 
Ich nazwa - aster - pochodzi z języka greckiego i oznacza gwiazdę. Prawda, że lepszej nazwy mieć by nie mogły? Według literatury astry lubią słońce, ale u mnie niektóre rosną w cieniu i dają sobie doskonale radę.  Faktem jednak jest, że w cieniu szybciej atakuje je mączniak (są niestety bardzo podatne), szczególnie gdy są za gęsto posadzone. 
Nie mam wszystkich gatunków, tylko wspomniane krzaczaste (Aster dumosus) i nowobelgijskie (Aster novi-belgi). Pierwsze osiągają od 20 do 50 cm wysokości i tworzą zwarte kuliste kępy. Astry nowobelgijskie królują natomiast nad rabatami, warto wiec posadzić je z tyłu, bo osiągają nawet 160 cm. Warto jednak zadbać o podpory. ja tego nie zrobiłam i część się "położyła".
Co je łączy? Lubią żyzną i wilgotną glebę, bardzo szybko się rozrastają przez rozłogi i odrosty korzeniowe. No i są całkowicie odporne na mróz. 

piątek, 12 października 2012

Siedliskowa sielskość

Już brama między bzami zapowiada, że miejsce jest szczególne: ciekawi ludzie, z pasją robiący to, co lubią. Byłam u państwa Wojnowskich w Siedlisku pod Nową Solą. Karmiłam stado kóz na łące, zjadłam sera (i zrobiłam zakupy:) i wąchałam mydełka z płatkami róż, z lawendą, z miodem. Wszystko robione ręcznie, domowymi sposobami, smaczne i zdrowe. No, polecam miejsce, jednym słowem. Qzko w Siedlisku
A przy okazji można zajrzeć do zamku rycerskiego w Siedlisku. Od kilku lat w miejscowości działa prężnie stowarzyszenie Karolat, którego jednym z założycieli jest Marcin Wojnowski. Organizują m. in. Święto Bzu na zamku. Tez byłam i się bawiłam:)

środa, 10 października 2012

Krwawy uparciuch

Zapałałam do niego miłością bezwzględną, podobna do tej, z jaką on pokonuje wszelkie przeszkody, by zawładnąć kolejnym skrawkiem ogrodu. Na razie oddaje mu wszystko, co chce, bo mnie urzeka, czaruje, wynagradza swoim pięknem i wytrwałością niedociągnięcia innych, niby pewnych, niby niezastąpionych. Oto on - krwawnik pospolity (Achillea millefolium). Jego biały, pospolity niby kuzyn od lat towarzyszył mi spacerom polnymi drogami, miedzami i wykrotami. Nie poddawał się, gdy dziecięce jeszcze ręce próbowały zrobić bukiet dla mamy z kwiatów maleńkich, nie za ładnie może pachnących, ale urzekających żółciutkim oczkiem i elegancja płatków. Wyrywałam z korzeniami i odgryzałam łodyżki, by osiągnąć poczochrany nieco, ale zawsze cel.
Wiedziałam więc, że w moim ogrodzie znaleźć się musi. Małą sadzonkę podzieliłam na trzy części. Już w pierwszym roku rozrosły się pięknie i maja plany dalszej inwazji, z czego, na razie się ciesze ja i znajoma, która już czeka na wymianę krwawnikową (ona ma różową odmianę 'Summer Pastels' - na zdjęciu poniżej), a ja zakochałam się w terakotowej odmianie 'Terracotta'.
Zakwitł w czerwcu, gdy po wiosennych kwiatach zostało puste wspomnienie, a letnie jeszcze nie pokazały swej świetności. Pszczoły i motyle były wniebowzięte. Po ścięciu przekwitłych kwiatostanów, wypuścił nowe, równie piękne zdobiące rabatę do... dziś. Przyznaję, nie ścięłam ich przed zimą, choć we wszelkiej literaturze zalecają to, by nie dopuścić do rozsiania. Hmmm. W przyszłym roku:)




Pobieliło...

No i przyszedł. Pierwszy przymrozek za nami. Zatrzymane w ruchu źdźbła traw, zawieszone w powietrzu pyłki i błyszczący proszek rozsypany wszędzie, wszędzie. Na szybie samochodu niestety też:(
Zaopatrzyłam się już dwa worki kory (mąż przytachał z ogrodniczego). Przy okazji rada: kora powinna być kompostowana, wtedy unikniemy wydłubywania siewek chwastów i drzew wiosną. Podczas kompostowania większość nasion po prostu ginie. Przyznaję, sama o tym nie wiedziałam i cały rok co kilka tygodniu klęczałam na rabatce przed domem i dłubałam chwasty zastanawiając się, skąd to się wzięło. Teraz już wiem.
Ale to jeszcze nie czas na okrywanie roślin. Na razie sprzątam: wyrwałam fasolę ozdobną i wyłuskałam nasiona na przyszły rok (mam mnóstwo, gdyby ktoś reflektował), pozbyłam się wyrosłych nad podziw słoneczników i kosmosów. Zrobiło się bardziej pusto, tym bardziej, że grujecznik już niemal wszystkie liście zgubił. Ale za to za płotem u sąsiadów karmazynowego koloru nabierają liście derenia.

poniedziałek, 1 października 2012

Iglakowo na zimę

Piękny jest mój ogród jesienią. Proporcjonalnie odwrotny do mojej skromności. Bucha kolorami przez cały okres wegetacyjny. Teraz jeszcze malowniczo zżółknięty, spowity falującymi trawami i opadającymi listkami brzozy. No ale idzie zima. Nie będzie liści, nie będzie kwiatów, zapachów ani kolorów. Już wiem, że się zemści na mnie moja niechęć do iglaków. Jak twierdzi wielu: niezawodnych, zawsze zielonych, prostych w uprawie i cudnych po prostu. Bleee
I z takim nastawieniem pojechałam dziś do centrum ogrodniczego. Po kilka iglaków, no bo przecież roczny ogród nie może walić pustka po oczach zimą, a małe jeszcze derenie czy drobne wiechy traw nie zrobią wrażenia nawet na laiku. Wprawdzie mam cisa pięknego, cyprysika ogromnego, kosodrzewinę i szczepiony świerk, ale to za mało.
No i kupiłam. Cztery. Jałowce sztuk 3, żywotnik sztuk 1. Aż tak nie bolało. Jutro sadzenie.
A tymczasem jeszcze jesiennie, złoto, cudnie.