PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

sobota, 26 kwietnia 2014

Miętowe zaplątania

Dzisiaj nieco o mięcie. Bo mięta uwielbia deszczowa pogodę i ciepełko. Czyli teraz doskonała pora, by dostrzec, jak bardzie się mięcie spodobało w naszym ogrodzie i szansa na jej okiełznanie. Co nie jest łatwe. Ostatnio walczyłam z nią w małym warzywniaku. Właściciele lubią miętę na różne sposoby używaną (do sałatek, herbatek, lodów, do ozdoby deserów), ale niestety po dwóch latach opanowała cały niemal zagon, gdzie w planach miała rosnąć i cebulka, i poziomki, i może sałata jakaś.
Karczowałam więc miętę niemiłosiernie. Karczowałam w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo mięta ma bardzo mocne rozłogi, które sięgają głęboko i daleko.
Zostawiłam niewielki pas pod płotem i ograniczyłam plastikową taśmą. Na jakiś czas ten sposób powinien się sprawdzić, ale z czasem mięta i tak znajdzie sposób, by przeleźć.
Najlepiej sadzić ją w donicach i zakopywać na rabatce. Po jakimś czasie przez otwory w spodzie donicy i tak wylezie, jednak będzie łatwiejsza w utrzymaniu w ryzach.
Ja tak zrobiłam. I mam teraz kilka donic z miętą pieprzową, kosmatą (najbardziej ją lubię) i melisą. Ta ostatnia nie jest tak inwazyjna, ale na wszelki wypadek i dla kompozycyjnych celów tez ja trzymam w donicy. I skubię. Dobrze im to robi, bo się zagęszczają od tego. I herbatkę popijam.
I niby taka dobra w karczowaniu jestem, a i tak wyłazi mi ta mięta w różnych częściach ogrodu. Na razie tez ja podskubuję:)
Ale warto mieć miętę w ogrodzie, na parapecie czy balkonie. Jest niekłopotliwa w każdych niemal warunkach. No może pustyni nie lubi, ale w innych poradzi sobie bez problemu. Jest całkowicie mrozoodporna. Wystarczy dać jej dobrej ziemi, i nie pozwolić przeschnąć glebie. No i nawozić organicznym nawozem, bo mięta jest żarłoczna.
Nazwa Mentha pochodzi z mitologii greckiej od nimfy Minte, którą uwiódł Hades. Jego żona z zazdrości zamieniła nimfę w roślinę. I tak mamy naszą miętę. A odmian ma sporo.
Pochodzi z Europy, ale opanowała nie tylko nasze ogrody. Na innych kontynentach też sobie doskonale radzi. W celach leczniczych uprawia się ją od czasów starożytnych. Doskonale znali ja m. in. starożytni Egipcjanie. Podobno była nawet środkiem płatniczym swego czasu na równi z koprem i kminkiem.

No to... po herbatce?

piątek, 25 kwietnia 2014

Nie nadążam za ogrodem

Żal wyjeżdżać z domu. Już święta byłam poza domem. Cztery dni. Martwiłam się o moje siewki i sadzonki, jak sobie poradzą bez mojego oglądania, doglądania, dotykania, no i podlewania. Wróciłam i one czekały na mnie niemal nienaruszone. Uff. A teraz zbliża się długo majowy weekend. Plany wyjazdowe znowu są. Znowu cztery dni. I znowu troszkę żal zostawiać ogród tak samopas. Bo teraz zmienia się z minuty na minutę. Każdego ranka wstając zauważam zmiany. I żal mi, że nie będę ich widziała przez cztery dni. Ale wyjazd na wieś, wiosenne łono natury też kusi i nęci...
Macie też takie dylematy? Czym samotnie ogrodowo nienormalna?
Chyba jednak dam się zaskoczyć. Zresztą to nieuniknione, bo tak wszystko szybko się zmienia w ogrodzie, że czasem nie nadążam. Dowód? Moje ulubione jabłonki: 'Ola' i jabłonka kolumnowa. Jeszcze kilka dni temu wyglądała tak, jak na zdjęciu po lewej, a dziś już tak, jak na tym po prawej:
                 
I druga jabłonka:

i różnica kilku dni:
               
Zaskoczyły też piwonie, które buchnęły od zera do pół metra w przeciągu kilkunastu dni. To jest siła! Już mają pąki! I to sporo.

Stokrotki, które ubiegłego roku zdobiły donice (trudny miały żywot w słońcu, często zwieszały na maksa listki i kwiatki, bo wody brakowało) wysadziłam jesienią do ziemi. I oto, jak się odwdzięczyły! Kwitną pięknie, na bogato.

Zaczynają też pękać główki kwiatów szczypiorku. Uwielbiam je. Nie dosyć, że w kuchni się przydają (kwiaty no i liście można jeść), to jeszcze wyglądają ślicznie. I pszczoły je uwielbiają. Same korzyści. No i łatwo je rozmnażać - wiosna dzielimy kępę i już. Można też siać. Łatwo wschodzą, ale zakwitną po roku.

Posadziłam rozsadę buraka naciowego częściowo do ziemi, częściowo do doniczek. Zobaczymy, który będzie lepszy. Dodam, że posadziłam je między roślinami ozdobnymi.
No i bazylię, która męczyła się w kartonikach po mleku wysadziłam do ziemi. Na razie się ładnie trzyma.
Jeszcze groszek pachnący czeka na swoją kolej, no i astry, nagietki, nasturcje, kosmos...



I tytoń. Uwierzycie, że to te same siewki?

Co jeszcze robiłam w ogrodzie? No tak, pieliłam i porządkowałam grządki. Jeszcze mi sporo pracy zostało, bo i chwasty rosną jak najęte. Ale czasem warto zostawić trochę swobody naturze. Tak sobie to tłumaczę. I gapie się na swój ogród, no gapie się. Chodzę z kubkiem herbaty miętowej (z własnej świeżej mięty) i się gapię.





czwartek, 10 kwietnia 2014

Jak wiosna nam pędem ruszyła

Wystarczy spojrzeć raz w ciągu dnia za okno, by z całą stanowczością stwierdzić, że idzie nam w tym roku wszystko ze zdwojoną szybkością. Zdjęcia robione jeszcze kilka dni temu są dziś już niemal nieaktualne. A że dzieje się mnóstwo rzeczy i nawet na robienie zdjęć czasu za wiele nie ma, to tym bardziej zaskakuje mnie to, co widzę na ekranie (zgrane fotki) i to, co za oknem. Rośliny buchają wiosną na całego. Przez to i pracy w ogrodach mnóstwo: Od pielenia (chwasty ruszyły jako pierwsze), po zbieranie resztek liści, nawożenie, przycinanie, sadzenie, przesadzanie, dzielenie roślin, obsadzanie donic, wertykulowanie trawnika i... patrzenie na to wszystko.
No to należy się Wam małe sprawozdanie, co robiłam, gdy mnie nie było. Wcale nie leniuchowałam. I tak:
- w ogrodzie zasiane: pietruszka naciowa, rzodkiewka (trzymajcie kciuki, bo jeszcze ani razu mi się nie udała), buraczki, kolendra, sałata
- w donicach posadzone bratki (pomarańczowe pięknie pachną) komponujące się ładnie z turzycami włosistymi, posadzony też powojnik włoski przy tarasie, by osłonił głównie uczęszczany fotel, a u jego "nóg" posiałam nasturcje większe i pnące. Ciekawam ich bardzo.
- popikowane siewki tytoniu idą jak szalone, podobnie jak cynie białe i mieszane, astry białe i fioletowe,
- posiane w rozsadnikach kosmosy (już niektórym uszczknęłam czubki, bo się wyciągały za mocno, a lepiej nich się rozkrzewiają), nagietki (tabuny nagietków zresztą same mi się nasiały w ogrodzie. Będzie pomarańczowo:), buraki o czerwonych łodyżkach (bardziej w celach ozdobnych niż kuchennych),

- czeka mnie popikowanie lobelii. Ci, którzy widzą drobinki i nie wiedzą, jak to pikować, radzę się nie przejmować małymi listkami i cieniutkimi łodyżkami, W małym drzemie wielka siła, na prawdę. Po kilka siewek do pojemników i czekamy. Wyrosną cudnie. Zapewniam:) Sprawdziłam w ub. r.
- czekam z utęsknieniem na kwitnące jabłonki (pąków  tym roku mnóstwo)
Zapowiada się też rabarbarowe rekordowe zbiory. Liście nabierają wigoru, a co dopiero pędy:)
No i na koniec informacja, a raczej pochwalenie się nowym nabytkiem. Od niedawna nie schylam się już nad donicami, nie klęczę czy kucam przy przesadzaniu i pikowaniu. Zażyczyłam sobie urodzinowy prezent (wprawdzie urodziny za ponad miesiąc, ale co tam). I w tym szalonym pędzie zmian ogrodowych, on na razie się nie zmienia:) Oto on - wymarzony stół ogrodniczy:)