Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

czwartek, 4 września 2014

Goście, goście...

Dla mnie to oznaka kończącego się lata. Pająki. Pojawiają się wszędzie, są ogromne, pajęczyny lepkie i spotkania zwykle nieprzyjemne.
Najczęściej moszczą się w zacisznych miejscach między krzewami, przy nagranym słońcem płocie, na bramie czy furtce (uwaga szczególnie wieczorem, gdy wychodzi ich zdecydowanie więcej). Ale ostatnio niejakiego pająka Feliksa spotkałam w oknie warszawskiego wieżowca (10. piętro). Że ptaki go nie skosiły, albo wiatr nie strącił... Dwa dni wisiał.
A i w ogrodzie Stefan, Bruno i Maks stale na swoim posterunku. Przedstawiam moich pajęczych gości:
 Stefan pojawił się pierwszy. Między drewutnią a furtką.

Bruno i Maks przestali się ukrywać niedawno. Obaj upodobali sobie krzewy kaliny. Pierwszy bodnantskiej, a drugi koralowej. 


A oto nowy gość. Zauważony wczoraj, gdy miałam zamiar zrobić porządek za rudbekiami. Na szczęście w porę zauważyłam cieniutkie nitki od iglaka do poszczególnych kwiatów rudbekii prowadzących. Gdy nieco zawieje, pająk ma nie lada huśtawkę. Jeszce nie ma imienia. macie jakiś pomysł?


poniedziałek, 1 września 2014

Po targach ogrodniczych i ogrodach Warszawy

Byłam na warszawskich targach ogrodniczych Zieleń to Życie. Czytając relacje na różnych blogach i na różnych portalach o tym wydarzeniu, zastanawiam się, czy byliśmy na tych samych targach. Wszędzie peany na cześć niesamowicie ciekawej imprezy z mnóstwem wystawców, propozycji, inspiracji. Hmmm. Ja tam wielce zainspirowana nie wróciłam. Przynajmniej nie z targów.
I wszędzie zdjęcia tych samych stoisk, a najczęściej jednego - szkółki Szmit, bo i rzeczywiście robiła wrażenie. Na dowód kilka zdjęć poglądowych bardzo, bo miałam słaby, ale za to mały i lekki aparat.





 I jeszcze ta kompozycja mnie zatrzymała na chwilkę.

 Faktem stał się powrót bylin, co mnie bardzo cieszy. Nie od dziś przyznaję się bowiem do uwielbiania ich i wsadzania, gdzie się da. Dowodem był też temat seminarium, które było jednym z punktów targów. Jednak tak, jak przygotowane referaty, jak i większość wystawców, skierowana była głównie na hurtowych odbiorców czy producentów sadzonek.
Ilość wystawców mnie bardzo zaskoczyła. Na minus. Po prostu zwiedzenie wszystkich stoisk (z obiadem włącznie) zajęło mi cztery godziny. Hmmm. Przyznaję, że nie przystawałam na dyskusje przy producentach podłoży, doniczek do rozsad czy sadzarek. Bo to mnie nie interesowało. A to, o czym chciałabym się więcej dowiedzieć, poznać nowości, trendy, ciekawostki (narzędzia, donice, mała architektura, altany, elementy wodne, elementy zabawowe, elementy wystroju ogrodu, ozdoby), prezentowane było minimalnie czy wręcz wcale. Całość ratowały szkółki roślinne. A i tych było zdecydowanie mniej niż np. na Gardenii w Poznaniu.
Mile zaskoczyło mnie nowe stoisko firmy, której wcześniej nie znałam, a oferta doskonale wpisuje się w trend ekologicznego ogrodnictwa. To Trzmiele W Ogrodzie. Budki z trzmielami, pożyteczne nicienie, lawy pożytecznych owadów, a wszystko do ekologicznej walki ze szkodnikami.
 
Mając porównanie z tym, co widziałam tutaj dwa lata temu i tym, co było na targach Gardenia w Poznaniu, podsumuję krótko - nie zachęciły mnie do ponownego przyjazdu za rok.
Na szczęście miała sporo czasu, by poszwendać się po mieście. Dotarłam m. in. do ogrodu botanicznego przy Łazienkach. Oto inspiracje i obrazki stamtąd:













A po powrocie do domu powitał mnie taki obrazek: wyglądający jak plastikowy ogromny (większy od mojej dłoni, a nie mam małej dłoni) kwiat hibiskusa bylinowego. Cudny, prawda? Ale o hibiskusie innym razem:)