Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

wtorek, 26 marca 2013

Smutek po gruszy

Pięknie wyglądała wiosną obsypana kwiatami, a latem ozłocona owocami. Zawsze zadziwiała mnie swym ogromem i majestatem. Górowała nad zabudowaniami, widoczna z daleka, prowadząca do domu.
Zwykle dzikie grusze są nieduże, rosną gdzieś przy drogach polnych. A ta była wieeeelgachna. Owoców miała mnóstwo co roku. Wprawdzie korzyści miały z nich tylko owady, bo malutkie i bardzo cierpkie, ale życie pod nią zawsze aż kipiało. Gdy się na nią popatrzyło z dołu, to czuć było tajemnicę i wielki spokój. Potęgę natury.
Uczyłam się pod nią do matury. Do dziś pamiętam to słońce, zapach trawy i brzęczące roje. Myślałam, że będzie zawsze. Nawet nie mam jej zdjęcia (to poniżej to z zasobów Lasów Państwowych:).


Nie widziałam tego. Na szczęście. Brat nagrał filmik na pamiątkę jak pada. Wczoraj pod topór poszła ogromna dzika grusza w ogrodzie rodziców. Była bardzo stara, trzeszczała niebezpiecznie i od kilku już lat groziła przykrą niespodzianką. Tym bardziej, że rosła przy zabudowaniach gospodarczych i mogło być na prawdę nieszczęście.
Wiedziałam, że prędzej czy później tak się stanie, ale żal ogromny.
Smutno mi. Ale znajoma opowiedziała mi właśnie, że tez miała drzewo, pod którym uczyła się do matury. Brzozę pod domem. Zasadził ją jej brat. Ale gdy rodzice się wyprowadzili, sąsiad obciął ja do połowy.
Nie wiem, co gorsze. Ale wiem, że trzeba zasadzić swoje drzewo. Każdy powinien mieć swoje.
Moim będzie grusza.

środa, 20 marca 2013

wtorek, 19 marca 2013

Mój sposób na niekończącą się zimę

Nie, nie będę narzekać na aurę za oknem. Wprawdzie już nie widać, że odśnieżałam rano podjazd, bo znowu jest zasypany, a jadąc sąsiednią ulicą o mało nie wjechałam w rów, bo tak jest ślisko. Nic to, nic. Przecież tego ani nie przeskoczę, ani nie zamiotę pod dywan, a tym bardziej nie zmienię. A zaplanowałam dziś radosny dzień.
Z listy codziennych czynności do wykonania był już śpiew (wybaczcie sąsiedzi:), mały spacer (tu podciągnę odśnieżanie). Teraz czas na kolorowe myślenie, które odgoni w myślach monochromatyczną zimę. Więc przygotowałam sobie legowisko:

Powyciągałam kolorowe poduchy, stos "ogrodziarskich" gazet i książek (uzbierało się tego trochę, hmmm). Do tego zielona herbata i plan pracy: szukanie inspiracji, ciekawostek, połączeń i rozłączeń roślinno-konstrukcyjnych i pomysłów do ogrodu, nie tylko swojego:)
Polecam taką lekturę w ostatnie chwile zimy. Już same obrazki dodają niesamowitej energii.
Zatem miłego dnia!

p.s. Od kilku osób otrzymałam sygnał, że są problemy z wpisywaniem komentarzy na blogu (o jakże się niezmiernie cieszę, że ktoś to czyta i, co więcej, chce komentować:). Pozmieniałam co nieco w ustawieniach, mam nadzieje, że będzie lepiej, więc nie zrażajcie się i jeśli macie tylko ochotę, to komentujcie. Już dziekuję za wszystkie wpisy.

czwartek, 14 marca 2013

Nuda, ptaki w ogrodzie i siewki szukające słońca

Choć zestaw przeziębieniowy przygotowany i używany (o, jak ładnie się prezentuje:)
Marta chora kolejny dzień.
Między lekarstwami i bajkami ratujemy się malowaniem farbami co popadnie. Ostatnio padło na karton, który zamienił się w domek. Ciasny i zamykany na skobelek, ale jest. Zabawa przednia polecam, nawet tym bez chorujących dzieci:).

Za oknem zima w pełni: śniegi, mróz (dzisiaj nad ranem było -13 stopni!!!!), nieodpalone auto i zasypany podjazd. Sąsiad też zastrajkował i stwierdził, że odśnieżać nie będzie. I już. Do zimowej scenerii dołącza chmara ptaszków, głównie sikorek maści różnistej, która zlatuje się już nie tylko o poranku i w porze obiadowej, ale przez cały dzień. Dobrze, że mam zapas smalcu i słoninki, ale słonecznik właśnie mi się skończył i trzeba się zaopatrzyć w zapas. 
Wczoraj jednak nawiedził nad nowy gość. Leżałyśmy z Martą spokojnie na kanapie gapiąc się w telewizor, gdy nagle coś załomotało w tarasowe drzwi. Za firanką zobaczyłyśmy niewielkiego ptaszka z czarną przepaską na oczach, który wczepił się we framugę i tak wisiał chyba z 15 minut. Ne bał się ani nas zaglądających zza firanki, ani aparatu wymierzonego w siebie. Mrugał do nas w dodatku. Po jakimś czasie sobie poleciał.

Czy ktoś rozpoznaje delikwenta? Wcześniej go u nas nie widywałam, albo przynajmniej nie zauważyłam.
A tymczasem na parapecie robi się ciasno Rośliny walczą o światło, którego albo nie ma, albo jest tak ostre, że wypala delikatne listki. Werbena tak wyciągnęła w górę, że po raz drugi już poobcinałam wierzchołki i powsadzałam w ziemię. Chyba będę miała jej sporo w tym roku:)

Wzeszły poziomki, ale są tak drobniutkie, że nie wiem co z nich będzie. Podobnie lobelia, hmmm. I jak to pikować?

Radzi sobie szałwia w rulonikach i groszek pachnący, ale boje się, że wyciągnie się za mocno, bo ma mało słońca.

Musi jeszcze trochę odczekać i najwyżej będę przesadzać wcześniej niż powinnam. Ech, wiosno, gdzie jesteś?


wtorek, 12 marca 2013

Jak zaplanować rabatę, czyli zimowe ogrodnictwo

Wszędzie zalega śnieg. Już mnie nie cieszy, bo w końcu połowa marca i człowiek wreszcie by coś pogrzebał w ziemi. Ale trudno. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Gdy patrzę na zimowy ogród, wygląda już całkiem dobrze, chociaż jest jeszcze bardzo młody, ale gdy śnieg stopniał (był już w tym roku taki okres:), ukazała się cała bieda i wszystkie niedoskonałości obecnych nasadzeń.
Mam świadomość, że na efekty swej pracy dotychczasowej muszę poczekać kilka lat i dać szansę krzewom i drzewom, by podrosły. Ale wiem też, że i tak co roku będę przesadzała, zmieniała i dosadzała, bo ogród nigdy nie jest skończony - to ogrodnicza prawda znana doskonale przez wszystkich ogrodników.
Teraz jest czas, by zaplanować, jakie zmiany wprowadzić w tym roku i co tak na prawdę nam się podoba. I nie chodzi tu o konkretne rośliny, ale ogół, styl, charakter ogrodu czy balkonu.
Warto się nad tym zastanowić, by z pierwszymi cieplejszymi dniami nie ruszyć szturmem do centrów ogrodniczych i nie kupować roślin z przypadku pod wpływem impulsu czy chwilowej fascynacji. To samo tyczy się siewu. Nie siejmy do czterdziestu doniczek lobelii, bo tak robią inni, skoro mamy zacieniony balkon.
Jak zatem zaplanować wiosenne roślinne zakupy do naszego ogrodu?
Oto kilka pytań, które warto sobie zadać (ich odpowiedzi mogą nam pomóc sporządzić listę roślin, które będą się u nas dobrze czuły i przy okazji będą cieszyć nasze oko bez wielkich nakładów pracy):

  • STYL OGRODU -  jaki ogród chcemy mieć? jaki ma być efekt ostateczny? czy podoba się nam styl wiejski, nowoczesny, rustykalny, klasyczny. Każdy z nich ma typowe dla siebie rośliny, które oczywiście można łączyć (łączenia doskonale łagodzą wszelkiego rodzaju trawy). A gdy na żaden styl się nie możemy zdecydować, to wtedy warto zastanowić się nad uniwersalnym tłem, a styl "dorabiać" dodatkami i roślinami jednorocznymi.
  • KOLOR - jaka kolorystyka nam najbardziej odpowiada? czy lubimy żywe elektryzujące barwy czy też wolimy sentymentalne uspokajające pastele? Rada: lepiej nie decydować się na monochromatyczne rabaty, bo o ile w ogrodach pokazowych ładnie i elegancko to wszystko wygląda, to na dłuższą metę staje się nudne lub męczące. Lepiej dobierać zestawy łączone, np.biały, niebieski, fiolety, róże albo żółcie, pomarańcze i czerwienie. Pamiętajmy przy tym, że pierwsze zestawienie powoduje wizualne wrażenie powiększenia ogrodu, oddalenia perspektywy, a drugie - przybliżenia, zmniejszenia przestrzeni. Ciekawie wygląda też przełamanie barw np. fioletów ognistym pomarańczem (u mnie sprawdziło się zestawienie cynii i lawendy oraz lantany z surfinią) czy czerwonej rabaty niebieskim akcentem.


  •  CZAS - ile czasu możesz poświęcić na pielęgnację ogrodu? na ile praca w ogrodzie to przyjemność, a na ile obowiązek, by jakoś wglądał? Nie wyobrażasz sobie dnia bez grzebania albo przynajmniej kontrolnej przechadzki czy też może wolisz leżeć w hamaku i tylko delektować się otoczeniem? Jeśli lubisz pracę w ogrodzie, możesz wyszukiwać rarytasy, bawić się cebulowymi, jednorocznymi, założyć swój warzywniak czy mini sad. Gdy jednak przeważa opcja druga - nie kupuj roślin nowych, niesprawdzonych, wrażliwych, które wymagają opieki. Skup się na tzw. pewniakach, które zawsze wyrosną, dobrze wyglądają niemal przez cały sezon, poradzą sobie z małą inwazją szkodników. Chore i źle pielęgnowane rośliny wyglądają po prostu źle, a zaniedbany ogród, choćby nie wiem, jakie rarytasy w nim rosły - smutno. 

  • WARUNKI - strefa klimatyczna (zimne Suwałki czy ciepły Wrocław), gleba i nasłonecznienie. Od określenia tych rzeczy w sumie powinniśmy zacząć całe nasze rozważania. Nie ma się co złościć, gdy rośliny, które przetrwają w okolicach Słubic (najcieplejsze miasto w Polsce, podobno) zmarzną nieodwołalnie na wschodzie kraju. Różnica kilometrowa jest spora, podobnie jak i temperatury, głównie zimą. Trzeba ten fakt przyjąć do wiadomości i szukać takich odmian, które wytrzymają w danych warunkach.


5b - temperatury minimalne -26/-23 stopnie C
6a - temperatury minimalne -23/-21 stopnie C
6b - temperatury minimalne -20/-18 stopnie C
7a - temperatury minimalne -18/-15 stopnie C
7b - temperatury minimalne -15/-12 stopnie C
 (za "Katalog bylin polecanych przez Związek Szkółkarzy Polskich")

Ważne też jest słońce. O ile w słońcu można spróbować sadzić rośliny, które preferują raczej cień (ale wtedy potrzebują więcej wody), to już rośliny, które potrzebują słońca, w cieniu nie mają szans na efektowne bytowanie, kwiatów będzie malutko albo wcale, nie mamy też co liczyć na przebarwienie liści.
No i gleba. Gliny i piaski z góry eliminują niektóre rośliny. Można oczywiście sadzić na przekór, ale wtedy warto chociaż spróbować poprawić warunki bytowe (w piach dodać mnóstwo kompostu, a glinę rozluźniać piachem czy sadzić na podwyższonych grządkach).
Pozostaje jeszcze kwasowość. Mierniki kwasowości można kupić za kilkanaście złotych w każdym niemal większym sklepie ogrodniczym. Przeważająca większość roślin lubi neutralne warunki, ale są takie (pierisy, azalie, różaneczniki, wrzosy, wrzośćce), które wymagają wręcz kwaśnych gleb, a inne (lawenda, jaśminowiec, cisy, trawy, trzmieliny) zdecydowanie wolą gleby zasadowe.

A teraz jedna zasada: nie kupujmy pojedynczych roślin, szczególnie, gdy są to małe rośliny. Najlepiej wyglądają w większych grupach, Wtedy tez łatwiej je pielęgnować. A efekt będzie oszałamiający. A na pewno lepszy niż zbieranina przypadkowych roślin, które może pojedynczo są i prześliczne, ale w grupie tracą swój urok i przyczyniają się do ogrodowego bałaganu.
Sama czasem się kuszę na pojedyncze egzemplarze, bo za wiele wydać nie chcę, ale potem to się odbija na wyglądzie ogrodu. Ratuję się tym, że staram się kupować rośliny duże, by potem móc je rozmnożyć (podzielić) na kilka mniejszych. Rok wprawdzie jest zwykle stracony pod względem efektu, ale za to w przyszłym mam już sporą kępę.
Zatem kartki w dłoń i planujemy:)



piątek, 8 marca 2013

Deżawi i historia ze ślazówką w tle

Minus 20 stopni? To nie może być prawda! Mam nadzieję, że synoptycy i tym razem się mylą, bo na razie prognoza na najbliższe dni mnie przeraża.
A tymczasem za oknem znowu biało. Mogłabym powklejać zdjęcia, które robiłam w grudniu i wyglądałoby prawie tak samo. Tylko że wtedy nie było jeszcze wyrastającej chmary tulipanów i krokusów, pąków gotowych do kwitnienia na kalinie ani młodziutkich liści traw.
Byłam w Castoramie po dodatkową agrowłókninę i zaraz idę opatulać co bardziej napęczniałe rośliny.
Przy okazji wizyty w sklepie odbyłam bardzo sympatyczną rozmowę ze starszą panią przy kolorowej ścianie z nasionami. Szukała białej ślazówki.
Gdy jej pomogłam, zaczęła opowiadać. - Bo wie pani, długo szukałam jej, a bardzo mi zależało. Bo to piękna roślina. Z różowych pozbierałam w ub. r. sporo nasion, ale białych nie mam, a biała ma dużo większe kwiaty niż mieszańce różowe. Ładnie się rozkrzewia, wszędzie urośnie i bardzo długo trzyma się w wazonie. Jak pani ma gdzieś kawałek miejsca, to polecam. Na pewno się pani nie zawiedzie - zachwalała. - To taki kwiat mojej młodości - dodała.
 
http://galeria.swiatkwiatow.pl/zdjecie/slazowka-letnia,105221,3749.html

I chociaż też pozbierałam nasiona różowej ślazówki, którą miałam w ogrodzie, kupiłam białe cudo - kwiat młodości. Niech opowieść ma ciąg dalszy...

Ślazówka letnia (Lavatera trimestris) 'Mont Blanc' - to jednoroczna roślina, bardzo łatwa w uprawie. Mozna wyciac ją w marcu lub kwietniu w domu albo w maju od razu do ziemi. W ub. r. jej różowa kuzynka zaskoczyła mnie, bo wysiałam pod jabłonką i zapomniałam o niej, gdy pewnego dnia zobaczyłam tłum małych siewek o okrąkłych listkach. Szybko urosły i zaróżowiły zakątek na całe lato.
Odmiana 'Mont Blanc' ma białe kwiaty, rzadko spotykane u ślazówek. Podobni kwitnie bardzo obficie aż do jesieni.
Ślazówki rosną wszędzie, ale preferują miejsce półcieniste i lekką glebę. Gdy mają za dużo jedzenia, idą w liście, a nie kwiaty. Warto o tym pamiętać nawożąc rośliny w sezonie. Aby się nie przechylała (sięga do 80 cm), warto ją podeprzeć lekko.

czwartek, 7 marca 2013

Idą mrozy, z porzeczki nici

No dobra, zima nie odpuszcza. W końcu niemal cały marzec teoretycznie należy do niej. I chociażbyśmy nie wiem, jak czekali, jak cieszyli się z każdego słonecznego dnia, ma prawo przymrozić, obsypać śniegiem. I tak właśnie będzie.
Nawet pan w sklepie ogrodniczym odradził mi kupowanie na razie krzewu porzeczki czerwonej (bo takowy planuję posadzić:). - Teraz pani wykopię go ze zmarzniętej ziemi, pani wsadzi w zmarzniętą, do tego domrozi ostro i krzew może paść - powiedział prosto, treściwie i przekonująco. Odłożyłam więc zakup na "po mrozach". Kiedy to będzie? trudno określić.
Tymczasem boję się nieco o rośliny w ogrodzie. Część z nich zaczęła już rozwijać pąki. Poodsłaniałam je nieco na czas bardzo ciepłych dni, by się nie zgrzały zbyt mocno i nie ruszyły gwałtownie z wegetacją. Dzisiaj czeka mnie i pewnie wielu innych ogrodników sporo pracy: trzeba poosłaniać na nowo co bardziej wrażliwe rośliny. Hortensjo ogrodowa, lawendo, rododendronie, skimio i budlejo - idę wam na pomoc:)
A tak poza tym, to i tak nie oparłam się na ryneczku cudnym bratkom (im akurat mrozy nie są straszne) oraz kolejnym nasionkom, m. in. czarnuszki i chabrów. A co!

wtorek, 5 marca 2013

Jaki pożytek ma kot z balkonu?

Wczoraj spotkałam znajomą. Zapaloną kociarę. Dowód? Większość jej zdjęć na fb to zdjęcia kota lub kotów:). W korytarzu zauważyłam stertę styropianu. - To na domek dla kotów na balkonie - wyjaśniła. - Fajny pomysł - pomyślałam, ale potem zaczęłam się zastanawiać. Jak to domek na balkonie ze styropianu? Dla zabawy? Przecież bardzo szybko kot rozdrapie styropian w proch...
Okazało się, że to domek nie dla zabawy, ale do mieszkania. Nie dla kota domowego, a dzikich wałęsających się po osiedlu. - Przed zimą ktoś wyrzucił z piwnicy w naszym bloku małe kociaki. A że mieszkam na parterze zaczęły się schodzić do mnie na balkon i takie biedne zziębnięte zaglądały przez okno. No to zrobiłam im domek ze styropianu oklejonego grubo taśmą, by im było ciepło i sucho. Tam też dostają jedzenie. Schodzi się teraz do mnie kociarnia z całego osiedla, a ja tylko siedzę i gapię na piękności, bo dotknąć się nie dają. Bezpieczna odległość to metr. Często wieczorami jest prawdziwa walka, który ma spać w domku. A że obecny jest już nieco wysłużony, czas na nową konstrukcję. Może nieco większą - zastanawia się znajoma.
Doskonały i inspirujący przykład na to, że balkon można wykorzystać na wiele sposobów korzystnych dla wielu stworzeń. Podziw i brawo!

poniedziałek, 4 marca 2013

Poziomki na start

Dzisiaj w planach mam zrobienie porządku z poziomkami. Tymi, które już rosną w ogrodzie, bo bardzo szybko opanowały sporą powierzchnię. Ale sumienia nie miałam jesienią ich wyrywać. Teraz pewnie też tylko je trochę poogarniam i niesforne zbyt ujarzmię odrobinkę. Bo szkoda mi ...
gaja99.folg.pl
Urokliwie wyglądają ze swoimi białymi kwiatkami przyciągającymi pszczoły. A gdy zaczną dojrzewać owoce - pachnie poziomkami w całym ogrodzie. Jeśli ktoś ma zacieniony kawałek, z którym nie może sobie poradzić, powinien posadzić własnie poziomki. Oczywiście, o ile lubi (ale chyba nie ma takich, co nie lubią:). Pięknie i użytecznie.
Mam też poziomki ozdobne. Te z kolei owoców mają malutko, ale za to mają bardziej wyraziste kwiaty, bo większe i różowe, a kwitną do pierwszych mrozów.
To łączy je z leśnymi? Inwazyjność, którą jednak szybko można poskromić kontrolując myszkujące we wszystkie strony odłogi. Można je tez zostawić lub obciąć i posadzić tam, gdzie chcemy. Przyjmują się z ogromną łatwością.
Chociaż spory fragment mojego ogrodu poziomki już opanowały, to zapragnęłam mieć takie dorodne, wielkie krzaczki, jak u sąsiada:) Rasowe hybrydy poziomkowe, by mieć choć odrobinę więcej owoców. Bo te, które miałam dotychczas, zanim dojrzeją, znikają w okamgnieniu w buzi Marty.
Wysiałam poziomki odmiany Regina (Fragaria vesca 'Regina'). To odmiana średnio wczesna, która podobno szybko rośnie tworząc kępy nawet do 30 cm. Owoce ma duże, stożkowate i pojawiają się przez całe lato i jesień. A tego mi właśnie trzeba.
Aby jednak jeszcze w tym roku móc się nimi cieszyć, trzeba wysiać je jak najszybciej, bo stosunkowo długo kiełkują (4-6  tygodni). U mnie na razie maluteńkie jakieś coś kiełkuje, że nawet moim aparatem za bardzo uchwycić nie daje rady, ale coś już jest:).
Gdy pojawia się siewki z 2-3 liskami - pikujemy.
Pierwsze owoce będę mogła zebrać już z czerwcu-lipcu, ale apogeum nadejdzie w przyszłym roku. Liczę na to!

piątek, 1 marca 2013

Parapetowe sianie, czyli w co siać?

Taki dylemat miałam już kilka tygodni temu, gdy na parapecie pojawiły się pudełka po jogurtach i stare doniczki z sadzonkami, które pobrałam jesienią z roślin w ogrodzie. Teraz doszły siewy.
W ulubionym sklepie ogrodniczym podczas ostatniej wizyty widziałam gotowe szklarenki - fachowe z podwójnym dnem i przezroczystym przykryciem, a sama doniczka podzielona była na równe części. Hmmm. Mała kosztowała ok. 13 zł, a większa na 20 roślin bodajże - 16,80 zł. Kusiły ze względu na męża, który chaos parapetowy to wytrzyma na jednym oknie, ale na wszystkich już byłoby ciężko:)
Pani w sklepie podpowiedziała jednak inny sposób, tańszy, który zastosowałam. Oto moje szklarenki z recyklingu:.

Potrzebne są plastikowe pojemniki po warzywach czy owocach, a większe np. po kluskach na parze:) i tekturowe rolki po papierze toaletowym.
Rolki ustawiamy ciasno w jednym z pudełek (ze względów estetycznych najlepiej ciemnym, bo wtedy nie widać ziemi, która nam się przesypie). Wcześniej jednak robimy w pudełku dziurki. Koniecznie!
Do tulejek wsypujemy ziemię wymieszaną z perlitem lub piaskiem. Nie ubijamy jej, ale nasypujemy do pełna, bo gdy namoknie i tak się ubije sama. No i wysiewamy nasiona. U mnie to szałwia i groszek pachnący.
Całość wstawiamy do większego pojemnika, do którego wlewamy wodę i zostawiamy na kilka godzin, aż ziemia namoknie. Przykrywamy plastikowym "wieczkiem" - ważne - przezroczystym, bo nie tylko utrzymywało wilgoć, ale też dopuszczało światło.
Dla malutkich nasionek, jak poziomki czy lobelia można wybrać małe pudełka plastikowe np. po pomidorkach koktajlowych, które maja swoje wieczko z otworkami, więc nie trzeba się przejmować wietrzeniem. Siejemy nasiona wprost do ziemi i ustawiamy na szczelnym podkładzie, do którego wlewamy wodę, by podsiąkła do ziemi w "doniczkach". 

Taka wersję mąż zaakceptował. Ufff:)