PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Kto nie lubi czytać, może posłuchać

Dzięki zaproszeniu Artura Steciąga mogłam powymądrzać się nieco o ogrodnictwie na antenie Radia Zachód. Kto nie mógł posłuchać na żywo, może nadrobić w wolnej chwili.
Oto link do audycji Co robi ogrodnik w styczniu?
I wielce prawdopodobne, że spotkanie ze słuchaczami będą kontynuowane. Z czego się bardzo cieszę.
Podpowiedzcie, o czym chcielibyście usłyszeć w lutym, jakie tematy poruszyć, co by Was zainteresowało. Będę wdzięczna za wszelkie sugestie.

niedziela, 17 stycznia 2016

O dopieszczaniu gości - ptaki w ogrodach

O dokarmianiu ptaków już pisałam w niemal analogicznym okresie w ub. r. Swój apel jednak powtórzę - dokarmiajmy ptaki! Powtarzania nigdy dość.
Nie wyobrażam sobie zimowego ogrodu bez ptaków - tych skrzydlatych wariatów, którzy pojawiają się w porze śniadania i wydzierają sobie nasionka, przeganiają, częstują, podskubują... telewizja się chowa, nawet się nie umywa. Kolorowe skrzydlate towarzystwo z żółtymi, czerwonymi czy rudymi brzuszkami podbija moje serce co roku od nowa.
Podtrzymuję też zdanie, że ptaki dokarmiać trzeba. Teorie, że kiedyś nie dokarmiano, a ptaki sobie radziły, więc teraz tez niech sobie radzą, należy między półki włożyć. Ptaki sobie nie poradzą przez nas, bo zajmujemy coraz bardziej ich terytoria, drenujemy je, wyjaławiamy trawnikami i tujami, betonami i ulicami. One potrzebują naszego wsparcia i już.
Jeśli ten argument równowagi w przyrodzie Was nie przekonuje, może przekona Was argument ekonomiczny. Wprawdzie zimą ptaki stołują się na nasz rachunek, jednak latem to one nas będą wyręczać z oprysków na szkodniki, bo wyzbierają wszelkie robactwo, komary, ślimaki itp. Jeśli teraz je przyzwyczaimy, ze w naszym ogrodzie zawsze jest coś do jedzenia, to latem, gdy zastana pusty karmnik zaczną się rozglądać dookoła i zauważą ślimaczka albo tłustą gąsienicę i skubną ją. Czyż nie piękna wdzięczność?
Zatem nie marudzimy, tylko zastawiamy sute stoły dla ptasiego towarzystwa.
Po najniższej linii oporu można kupić gotowe kule czy zestawy tłuszczowe z nasionami. Wiesza się i luz. Głodne ptaki skuszą się i na to, ale zauważyłam, ze jakoś z czasem, gdy maja inny wybór te kule nie cieszą się już takim zainteresowaniem. Dlaczego? Któż to wie. Podejrzewam jednak, że powodem jest tłuszcz, z jakiego wykonane są te kule. A mianowicie ich bazą jest łój wołowy, twardszy od tradycyjnego smalcu, a przez to łatwiejszy w obróbce technicznej.
Małym ptaszkom jednak w mrozy trudno wydłubać z nich nasionka. Jeśli mają pod dziobem coś łatwiejszego, to pójdą na łatwiznę - proste.
Może więc warto minimalnie się natrudzić i przyszykować naszym gościom na prawdę łakomy kąsek?
Wystarczy smalec wieprzowy, który jest delikatniejszy i bardziej miękki niż łój wołowy. Wsypujemy do miseczki nasiona, jakie mamy pod ręką: ja miałam nasiona słonecznika, łupanego i w łupinkach, dynie łupaną, siemię lniane i orzechy włoskie.

Wszystko razem wymieszałam, nałożyłam na dekielki od słoików, w których wcześnie zrobiłam gwoździem dziurki na sznureczek.

 Do tego czerwona wstążeczka, by dodać koloru, przywiązałam do wianuszka z gałązek derenia i już.

Takie proste elementy można też powiesić na gałązkach krzewów czyt drzew.
Pamiętajmy jednak, by powiesić w takim miejscu, by utrudnić, a wręcz uniemożliwić polowanie kotom. Bo takich gości też mam. Wylegują się pod świerkiem 'Conica' i... czekają:). Na razie się nie udało im - cokolwiek zamierzyły:)

Smalcowe ozdoby można zrobić też z foremek do ciastek. Miękką masą wypełniamy foremki, robimy jakimś patyczkiem dziurkę, przez która potem przeciągniemy wstążkę i wkładamy do lodówki, by stężało. Po kilku godzinach można już wieszać na zewnątrz. Piękne i pożyteczne. Moje gwiazdki i choinki jeszcze twardnieją w lodówce:)

No i karmniki! Jak ktoś ma i ma na niego miejsce - to jak najbardziej. Pamiętajmy jednak jedną, ale NAJWAŻNIEJSZĄ ZASADĘ - jak zaczynamy dokarmiać, trzeba to robić systematycznie - przyzwyczajone ptaszki czasem resztą sił swych zmarzniętych ciałek po wyczerpującej walce z zamieciami, wiatrami i śniegiem dotrą do naszego karmnika i... nic nie znajdą do jedzenia, mogą umrzeć, bo nie będą miały już sił szukać dalej. Nie róbmy im takich niespodzianek.

I jeszcze jedna ważna rzecz - woda! Wystawiajmy ptaszkom wodę na spodeczkach, w pojemniczkach, by mogły się napić. Kałuże teraz są zamarznięte, a przecież ptaszek nie wielbłąd, napić się też musi.


A gdy tylko przyjdzie wiosna posadźcie jak najwięcej roślin, które są naturalnym pożywieniem ptaków. O tym szerzej już pisałam, ale nigdy nie zawadzi przypomnieć. Dla zachęty dodam, że ostatnio w moim ogrodzie zadomowiła się parka kosów. U mnie podskubują owoce rajskiej jabłonki 'Oli', a u sąsiada ogniki. Aż miło patrzeć:)
Zresztą kolorowe koraliki pięknie wyglądają w zimowych ogrodach. Dlaczego się pozbawiać takich widoków?








sobota, 16 stycznia 2016

Jak krokus pogonił chojaka

Wiem, ze za oknem śnieg i zima w pełni. W dodatku urokliwa jak na nasze polskie zimy - przyznać to muszę, chociaż i tak zimowa nigdy nie będę. Jeszcze ferie, narty i ... zima mogłaby się dla mnie już definitywnie skończyć. Boże Narodzenie już niemal zapomniane, więc wszystkie gwiazdki, bałwanki, aniołki wraz z bombkami poszły do kartonów i na strych. Choinka sypiąc się wszem i wobec wyprowadziła się na taras. No i w domu zrobiło się pustawo, przestrzennie - jak to określił mój mąż.
Ależ pustki nie można tak zostawić. Zresztą na ten moment to ja się przygotowywałam już od dłuższego czasu - od tygodnia, kiedy w marketach zaczęły się pojawiać podpędzane hiacynty, narcyzy, ciemierniki. Obojętnie nie mogłam przejść, no nie mogłam.
Mech zbierałam już jesienią, kawałek kory to "dodatek" do przywiezionego drewna kominkowego. Wszystko czekało, czekało...

Na Zachodzie ciemierniki, narcyzy i hiacynty, szczególnie białe odmiany są uważane za kwiaty zimowe, świąteczne niemal. Mam zatem wytłumaczenie swojego ponaglania wiosny - choinka uschła, więc nadrabiam zimowo-świąteczny klimat kwiatkami:)
Zatem moje cebulowe wreszcie doczekały się swego wejścia na salony:)










 Tulipany na dokładkę, ale czyż nie wyglądają pięknie?


piątek, 15 stycznia 2016

Trendy na 2016 rok czyli wróżenie w fusów:)

Na niemal wszystkich blogach ogrodniczych, które śledzę, co roku o tej samej porze, czyli na przełomie grudnia i stycznia, pojawiają się wpisy o tym, co było modne, a co będzie modne. Czas to bowiem dogodny, bo już można podsumować ubiegły sezon, a planując prace, projektując ogrody (zima to najlepszy na to czas), przeglądając katalogi, szukając inspiracji łatwiej po prostu wychwycić coś, co może stanie się modne. I pojawiają się listy ogrodowych "must have AD 2016"
Zwykle podobne, bo najczęściej opisujące już zachodzące w naszych ogrodach zmiany, albo wyszukiwane nowinki z angielskich programów czy wystaw, które nie do końca się sprawdzą u nas, chociażby ze względu na klimat.
Poza tym, moim skromnym zdaniem, nie ma czegoś takiego jak jednoroczna moda w ogrodach. Są oczywiście trendy, ale one się pojawiają, rozwijają, zmieniają na przestrzeni kilku lat. Co najmniej kilku. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji i doświadczenia na polskim ogrodniczym poletku.
To wszystko jednak nie oznacza, że jakieś wróżenie z fusów nie można się pobawić.
Oto moje typy, co będzie się w tym roku rozwijało w naszych ogrodach, coraz częściej się pojawiało, a czemu raczej przyszłości świetlanej w polskich ogrodach nie wróżę.
1. Znikają ogrody - lotniska (trawnik otoczony tujami).
Stare będą coraz bardziej nudzić i drażnić właścicieli, więc będą zmieniane, a wśród nowych projektów taki układ będzie się już pojawiał się sporadycznie. Nie mówię, że tuje znikną bezpowrotnie, bo tak się nie stanie. Nadal, stety lub niestety (dla mnie), będą królować jako "zielone płoty", ale zacznie się pojawiać więcej roślin w ogrodzie, a takie opłotowanie będzie już mniej spotykane. Głównie też z tego względu, ze ogródki są coraz mniejsze, szczególnie te w miastach, więc po prostu będzie szkoda przestrzeni na takie nasadzenia.
Przyznaję, że ten trend podoba mi się najbardziej. Ale i kolejny bliski jest mojemu sercu.

2. Warzywniki i sady


Coraz więcej ludzi chce mieć własny ogródek warzywny czy sad, a chociażby kilka krzewów malin czy borówki, truskawki, by dziecko mogło sobie poskubać podczas zabawy. A i dorosły skorzysta. Oczywiście wiele osób kojarzy warzywniki z czasochłonną pracą, ale i wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tej pracy:) Myślą, że posieją i im wyrośnie:) Taka zabawa w ogrodnictwo jednak jest pierwszym krokiem do załapania bakcyla. I o to właśnie chodzi:) O zabawę! Krzewy i drzewka owocowe sadzi się między ozdobnymi i świetnie sobie radzą.
Aby ułatwić sobie pracę, warzywniki robi się coraz częściej na podwyższonych rabatkach - ładnie wygląda, łatwiej ogarnąć pielęgnacyjnie cały teren, a i rośliny lepiej rosną, bo zwykle całe skrzynie wypełnia się dobrą ziemią.
Taki powrót do średniowiecza, kiedy to ogrody wirydarzowe głównie miały być piękne i użyteczne. No to wracajmy do średniowiecza! Takie powroty ja lubię:

3. Mała architektura i detale
- cały czas brakuje w Polsce ciekawej, nietuzinkowej małej architektury. Można zamówić z zagranicy albo u rodzimego rzemieślnika, ale ceny wtedy do najniższych nie należą. A jeśli chodzi i materiały? Pewnie cały czas kostka betonowa albo granitowa. Betonowych kształtów jest tak wiele, że można dobrać coś ładnego. Coraz odważniej sięgamy po większe gabarytowo płytki. Już nie drobinki 10 x 10 cm, albo jeszcze mniejsze, ale o spore płyty, nawet metrowe. Niestety cały czas pojawiają się opaski z kostki granitowej. Swoich klientów udaj mi się przekonać do innych rozwiązań, mniej inwazyjnych estetycznie. Oby takie rozwiązania (np. ogrodnicze taśmy dylatacyjne czy obrzeża z tworzywa sztucznego, a nawet bez obrzeża) pojawiały się coraz częściej.
Wiele mówi się o kortenie w ogrodach.
Owszem pojawia się, ale jakoś niespecjalnie często. O wiele bardziej popularny jest w przestrzeni publicznej. Jednak ta "zardzewiała blacha" nie do końca wszystkich przekonuje. Wolimy błyszczące. Chociaż przyznaję, ubiegłorocznych targach ogrodniczych w Berlinie korten bezapelacyjnie rządził. Błyszczących dodatków było jak kot napłakał.
Bardziej niż kortenu spodziewałabym się w ogrodach elementów shabby chic, czyli rustykalnych, starych lub postarzanych, ale i bardzo spersonalizowanych elementów.

Drewno, chociaż wspominane z rzewnym głosem, jednak ustępuje nieco kamieniowi i betonowi, no i kompozytowi. Z prostej przyczyny - egzotyczne drewno nadal jest bardzo drogie, a rodzime kojarzy się z konserwacją i szybka koniecznością wymiany, bo jest mniej wytrzymałe. O modnym na Zachodzie surowym drewnie nawet nie mamy co marzyć.

4. Zielone ściany - piękne "zjawisko" i bardzo pożyteczne w dobie ogólnego zasmrodzenia miast i niewielkich przestrzeni na zieleń w mieście. Jednak nie wszędzie takie zielone ściany się sprawdzają. Bardzo kosztowna jest ich pielęgnacja i utrzymanie. Kłopotliwa pielęgnacja zimą, kiedy rośliny w małych pojemnikach na mrozie raczej komfortowych warunków do życia nie mają. To jest modne, chwytliwe, ale czasem zastanawiam się, czy nie jest to wywalanie pieniędzy w błoto. Bardziej przekonują mnie ogrody na dachach no i ... PNĄCZA.
Tańsze, łatwiejsze w uprawie, piękne i też zielone:) A czy zielone ściany pojawią się w ogrodach prywatnych? Pewnie na dużych tarasach, balkonach, ale to nasze polskie przeświadczenie, że przecież wszystko zielone na ścianie spowoduje, że będziemy mieli wilgoć w domu, raczej na powodzenie tej idei na razie przynajmniej nie przyzwoli.


5. Teraz nie trend, ale zastana i cały czas kwicząca rzeczywistość - wszechobecna włóknina. Tego zjawiska nie rozumiem. Chyba jakiś producent miał tak skuteczną kampanię reklamową albo taką siłę przekonywania, że Polacy wbili sobie do głów, że bez agro- cze geowłókniny oni sobie w ogródkach nie poradzą. I rozściełają te szmaty wszędzie, nawet na rabatach kwietnych. To zresztą temat na obszerniejszy wpis, bo walczę z matami i włókninami od samego początku funkcjonowania na rynku. Na razie udaje mi się przekonać do tego, by nie zakładać, a raczej nawet zrywać tam, gdzie już była, ale to kropla w morzu przykrytym włókniną. I trend ten ma się niestety cały czas bardzo dobrze.

6. Rośliny? Chciałabym coraz więcej bylin w ogrodach. Do traw już się przekonaliśmy i rzeczywiście jest ich wysyp. Zarówno w szkółkach, jak i ogrodach. Teraz więcej bylin by się przydało. Może wreszcie dojdziemy do angielskich rabat... Już takowe się pojawiają, i oby było ich jak najwięcej.


Niektórzy blogerzy ogrodniczy stawiają na werbenę patagońską. Rzeczywiście jest częstym gościem w ogrodach pokazywanych w zagranicznych programach. U nas nie zimuje raczej, czasem się rozsieje, ale niemrawo. O ile jeszcze w Zachodniej Polsce jakieś szanse na jej utrzymanie przez zimę na drugi sezon są, to już na wschodnich rubieżach będzie ciężko. Chyba, ze zabawa z nasionkami w rozsadnikach itp. itd.
Ja bym postawiła chyba szybciej na szałwię, rudbekię, jeżówki - kwiaty, które znamy z dzieciństwa. No i hortensje bukietowe - niekłopotliwe, piękne i mrozoodporne.

Jak tak patrzę na ten mój wpis, to bardziej są to moje pobożne życzenia i to, co w moim mniemaniu jest ciekawe i dobre dla ogrodów. Do tego próbuję namawiać klientów. Zatem nie traktujcie powyższego wpisu jako obligującego, ale jako podpowiedź, poradę. Sami posprawdzajcie, poeksperymentujcie i... napiszcie, z czym się zgadzacie, a z czym nie.

Styczeń w ogrodzie

Za oknem piękna biała zima. Cieszmy się z tego śniegu, cieszmy, póki go mamy, bo jest wielkim sprzymierzeńcem ogrodnika. Przede wszystkim opatula nasze rośliny. Pod śniegową kołderką jest im zdecydowanie cieplej i bezpieczniej niż bez niej. Poza tym śnieg to jedna z postaci wody, a tej w ub. r. było bardzo mało. Niech się ziemia napije.


Ale czapy śniegowe trzeba też obserwować. Szczególnie na roślinach zimozielonych i iglakach. Gruba warstwa śniegu, która namaka w słoneczku, potem znów się przymrożą w nocy, staje się bardzo ciężka i może wypaczyć pokrój rośliny, a nawet połamać jej gałęzie. Jeśli nie chcemy mieć miotły z naszego jałowca kolumnowego czy cisu, to trzeba będzie zrobić sobie rundkę po ogrodzie i strzepać śnieg.


 Co do mrozów, to jakoś tak ostatnio największe mrozy są w okresach bezśnieżnych, jak było w okolicach Nowego Roku. Jeśli jeszcze nie okryliśmy roślin wrażliwych i młodych, czyli posadzonych niedawno (bo tylko takie opatulamy, to czas najwyższy to zrobić. Może jeszcze mrozy ich nie uszkodziły. Wszystkich roślin nie damy rady okryć i zabezpieczyć. Zresztą mijałoby się to z celem. W końcu ogród powinien wyglądać dobrze i cieszyć oko przez cały rok. O ile słomiane chochoły mogą wyglądać malowniczo, to już agrowłóknina nie do końca jest tym, co najlepiej wygląda zimą w ogródku. Wprawdzie pojawiły się już na rynku ozdobne okrycia o kształcie bożonarodzeniowego drzewka, bałwanka czy zwierzątek różnych, ale, dla mnie, to nie jest to, co lubię zimą w widoku za oknem.



Oto kilka rad dotyczących okrywania:
- nie używamy folii, foliowych worków ani papierowych do okrywania roślin. pierwsze nie przepuszczają powietrza i bardziej zaszkodzimy roślinom, niż je wesprzemy w walce z zimnem. Papierowe zaś się po prostu namoczą i szybko staną ciężkie, o ile nie porwane. Szkoda zatem naszej pracy. Jeśli już koniecznie chcemy okryć roślinę, użyjmy białej agrowłókniny.
- większości roślinom (m. in. różom oprócz szczepionych) wystarczy kopczykowanie korą, trocinami czy ziemią, a najlepiej kompostem, czy stroiszem z gałęzi iglaków. Zimozielone (rododendrony, laurowiśnie) kupujemy i sadzimy przecież po to, by nasz ogród zdobiły zimą zielonymi liśćmi. Jeśli będziemy je ciągle zakrywać, to jaki ma sens kupowanie ich? Stąd rada: kupujmy mniejsze rośliny, które łatwiej i szybciej zaaklimatyzują się w naszych ogrodach i będą o wiele bardziej wytrzymałe na anomalie pogodowe i chłody. A najlepiej po prostu unikajmy egzotycznych roślin, które mogą przemarzać. Pozbędziemy się pracy, stresu, a zyskamy nietuzinkowy ogród, bo niestety, ale jeszcze mało doceniamy rodzime rośliny w ogrodach.
- gdy robi się cieplej, a robi się czasem nawet do 7-10 stopni na plusie, wtedy odkrywamy nasze ubranka roślinom, by się nie zagotowały, a wieczorkiem przed nocnymi chłodami znów okrywamy. Taka zabawa w ciuciubabkę. Warto pamiętać, że roślinom mniej szkodzi samo zimno, co mroźne wysuszające wiatry. Dlatego tak ważne było podlewanie jesienią roślin zimozielonych, by się wystarczająco dużo napiły, a teraz nie cierpiały z powodu braku wody. Z przemarzniętej ziemi jej bowiem nie pobiorą. A liście czy igły na słoneczku oddają mimo wszystko wilgoć z rośliny.

Jeszcze słów kilka o trawniku i śniegu. Mówiłam, że fajnie gdy leży w naszym ogrodzie, ale trawnik nie powinien być miejscem gdzie zsypujemy odgarniany śnieg z podjazdów czy ścieżek. Lepiej zrobić stertę na rabacie. Bylinom, których "góry" i tak są martwe, śnieg nie zaszkodzi, a ziemia łatwiej wchłonie wodę.  Zalegający śnieg na trawniku może go uszkodzić, trawa może podgnić i wiosną zamiast ładnej murawy będziemy mieli trawnik w brzydkie łaty. No i starajmy się nie chodzić po zmrożonym trawniku, by nie łamać i nie niszczyć źdźbeł.

Nie zapominamy też o naszych donicach na tarasach i balkonach. Rośliny w donicach nie mają lekkiego życia, bo ich korzenie są w o wiele mniejszej przestrzeni niż te same rosnące w ziemi. Dlatego nawet te rośliny, które normalnie w ogrodzie dadzą sobie bez najmniejszych kłopotów nawet z dużymi mrozami, na balkonie mogą ucierpieć. Opatulmy zatem donice, najlepiej sprawdza się styropian. Można włożyć doniczkę do jakiegoś kartonu czy pudła i wypełnić pokruszonym styropianem. Warto też podłożyć pod doniczkę jakąś izolację, kawałek deski czy styropianu. Jeśli mamy duże donice, to chociaż obłóżmy je czymś ciepłym - słomiana matą czy jutowym workiem wypełnionym gazetami. No chyba że wychodzimy z założenia, że rośliny dadzą sobie rade, albo nie i martwic się tym nie zamierzamy. Rozumiem doskonale takie podejście:)
Ale - ważna rzecz dotycząca zimozielonych roślin w donicach, m. in. bukszpanów, iglaków. Oczywiście, o ile nam na nich zależy. Oprócz opatulenia trzeba pamietać o podlewaniu w słoneczne ciepłe dni. Bo, jak wspomniałam już wyżej, liście czy igły odparowują wodę, a w donicy jest jej bardzo mało. I często, jeśli taka roślina nie przetrwa zimy, to nie dlatego że zmarzła, ale dlatego, ze uschła. Pamiętajmy więc o tym.