PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

niedziela, 26 maja 2013

Ogród bylinowy. Pochwała zmienności

Jeszcze miesiąc temu, gdy patrzyłam na swój ogród, zastanawiałam się, czy nie przesadziłam z tymi bylinami i awersją do iglaków. Bo ogród wczesną wiosną trochę biednie wyglądał. Krzewy jeszcze nie są na tyle duże, by nadrabiać miną za puste miejsca między nimi.
Gdy odwiedziła mnie znajoma, która ma ogród z tych "poukładanych", czyli faliste rabaty dookoła, tuje, kilka różaneczników, magnolia i róże, to przyznaję, było mi nawet trochę wstyd za mój niepoukładany ogród, który wtedy gdzieniegdzie zaledwie kusił kolorem. Bo przecież ogrodnictwo to nie tylko moja pasja, ale i zawód. Wychodziło na to, że potwierdzam porzekadło, jakoby szewc bez butów chodzi.
A dziś wstyd mi za siebie, że się wtedy wstydziłam, nie wierzyłam w potencjał mojego ogrodu i swojego nań pomysłu. Bo zawsze uwielbiałam byliny, kwitnące, zmieniające się z każdym tygodniem rabaty, zaskakujące mieszanki kolorów i odcieni. Wszystko uzupełniane roślinami jednorocznymi, które sieję sama lub same się już rozsiewają. Co roku w innych konfiguracjach. Ogród wtedy żyje. I taki ogród właśnie kocham.

Jeszcze kilka tygodni temu było tu łysawo, teraz jest cieszący me oko busz:)

Zbliżenie na różnorodność kolorów. To zasługa krzewów, ale bez bylin po miesiącu byłyby nudne...
 Niezapominajki ustępują pola krzewuszce, kokoryczce, a wkrótce irysom, potem tawułkom, potem rodgersji, potem hortensji.... cały czas zmiany, zmiany.

 Powyższy busz czeka na okiełznanie. Jest jednak dowodem na to, że wystarczy rok, by byliny, które sadziłam rok temu jako malutkie sadzonki, stały się równoprawnymi partnerami krzewów.  
No i trawy, moje faworytki. Nie zawodzą, oj nie!


 I na małej bocznej rabacie codziennie inny spektakl. Teraz w roli głównej szczypiorek i dąbrówka, ale już szykują się irysy i piwonie. To będzie pokaz!
 W wielu ogrodach brakuje bylin. Bo rzeczywiście wiosną nie robią piorunującego wrażenia. Kupowane nawet za ciężkie pieniądze ledwo wystają z ziemi albo niemrawo zachęcają kilkoma listkami podczas gdy krzewy z natury są większe, bardziej okazałe i wypinają swe gałązki w centrach ogrodniczych.
Wiele osób więc mając wydać tyle samo za bylinę i za krzew, wybiera to drugie. Bo widać. A przecież nic nie pokona bylin w tempie wzrostu. W ciągu roku potrafią rozrosnąć się w pokaźne kępy kolorowych kwiatów, o których większość krzewów tylko pomarzyć może. A i wzrostowo niektóre byliny na głowę biją krzewinki i spokojnie mogą robić "za tło".
Żeby było wszystko jasne - nie jestem przeciwniczka krzewów, wręcz przeciwnie. Ale między nimi warto posadzić choć kilka bylin, które za odrobinę wody i słońca odwdzięczą się nam przepięknie. Obiecuję!

sobota, 18 maja 2013

Cuda, czyli jak natura potrafi zaskoczyć człowieka

Chociaż wydawało mi się, że sporo już zaskoczeń sporządzonych przez naturę doświadczyłam i uważałam się za w miarę uświadomioną jej zmienności, cały czas czuje ogromny respekt przed jej siłą, uporem i witalnością. I nie chodzi tu tylko o wiosenne przebudzenia do życia obumarłych, jak by się zdawać mogło, roślin. Ani też o fenomen wyrastania wielkich roślin z małego nasionka i to w ciągu kilku miesięcy. Ani też o bazylię, która wielokrotnie już skazana na zagładę, po kilku dniach permanentnej suszy, braku światła i wszelkiego dobrego słowa, podnosi się jak feniks z popiołów rozchylając na nowo kuszące listki, które już były spisane na straty jako te, które do niczego się już nadać nie mogą.
Ale to, co zobaczyłam kilka dni temu w ogrodzie,wprawiło mnie w ogromne osłupienie. Zaprzeczało wielu tezom, które powielane w podręcznikach i powtarzane przez fachowców okazały się złudne. Pokonała je pęcherznica odmiany 'Diabolo' o bordowym wybarwieniu.
Swój pokaźny krzew cięłam dość mocno w marcu, przed drugimi śniegami:) Proste pędy oparłam o płot z myślą, że patyki mogą się przydać. Jeśli nie mi w ogrodzie, to pewnie Marta z koleżankami wymyślą dla nich jakieś zastosowanie. I stały tam prawie dwa miesiące.
Gdy na początku maja zaczęłam siać w różnych miejscach ogrodu rośliny jednoroczne, połamałam kilka patyków i pozaznaczałam obsiane miejsca.
Kilka dni temu zobaczyłam coś niezwykłego; patyki ożyły i z paków puszczają listki. Na dodatek, niektóre patyki wsadziłam do góry nogami przez przypadek. I to w niczym nie przeszkadza pąkom, by się rozwijać. Coś niesamowitego!
Zobaczcie sami!

niedziela, 12 maja 2013

Wiosenne piękności - co warto mieć wiosną w ogrodzie?

Ciepło, sporo deszczu i mamy - feeria barw, zapachów, smaków jeszcze nie, ale patrząc na kwitnące jabłonie i poziomki - i tych się wkrótce doczekamy:)
Co warto posadzić w ogrodzie, by wiosna wyglądał cudnie?
Zacznę od tulipanów. To królowe sezonu. Odmian tysiące, kolorów tyleż samo. Jak ktoś się uprze, to może nimi zakwiecić ogród dobrych kilkanaście tygodni dobierając wczesne i późne odmiany. Sprawdzają się w pojemnikach, na rabatach, ale też na rondach i w pasach oddzielających jezdnie. W Zielonej Górze ostatnio mamy szaleństwo tulipanowe. Rosną na każdym rondzie, a że ich sporo w naszym mieście, to i wiosenny efekt jest.
Wróćmy jednak do ogrodu. Planowałam różowe smukłe na rabacie, by komponowały się z zamysłem pastelowego zakątka. Z pół godziny chyba wybierałam cebulki na ryneczku. Ale gdy zakwitły - okazały się żółtymi i czerwonymi klasycznymi tulipanami. Hmmm. No trudno. W sumie żółte też fajne.

Chociaż cebulki sadzimy we wrześniu, to właśnie teraz jest dla nich najważniejszy okres. Za to, że cieszą nasze oczy, oczekują dobrej opieki i mnóstwa smakołyków. Nie zapomnijmy więc sypnąć im nawozu podczas kwitnienia. niech nie zwiodą nas ich piękne kwiaty jako dowód, że niczego im nie trzeba. Bo właśnie trzeba: nawozu i ogławiania przekwitłych kwiatów. Tylko wtedy ich cebule się wzmocnią, nabiorą wigoru. Pamiętajmy też, ze tulipany wykopujemy dopiero wtedy, gdy liście zżółkną i zaczną obsychać. Cebule suszymy, wietrzymy i chowamy w ciemne suche miejsce aż do września. Niektórzy rezygnują z tej zabawy. Można, ale proszę się nie dziwić, że w następnych latach tulipany są mniej dorodne, albo nie kwitną wcale. Bo w mroźne zimy cebule lubią "uciekać" w ziemię i potem trudno ich liściom się przebić na powierzchnię.
Kolejne wiosenne "must have" to oczywiście szafirki.

Jak sama nazwa wskazuje, szafir ich kwiatków przyciąga wzrok z daleka, ale są i białe, i liliowe szafirki. W swoim ogrodzie mam ich zaledwie kilka (cebulki pochodzą z pędzonych w sklepie wiosennych zestawów). Ale u mojej mamy szafirkowa wstęga od lat zachwyca.
Lubią próchniczną zasobną glebę, ale na dobrą sprawę, poradzą sobie niemal wszędzie. Najlepiej wykopywać je w czerwcu, by posadzić we wrześniu, a nawet październiku. Jeśli tego nie robimy (jak ja:), to chociaż nie zapomnijmy zasilić czymś dobrym tych maleństw, by im dobrze było.

O bergenii już wspominałam tutaj. Teraz jednak jest w pełnym rozkwicie. No urocza jest i już. Mąż też się przekonał:)



Serduszka okazała (Dicentra spectabilis) lubi cień i półcień. Do wielkoludów nie należy (do 60 cm), ale wiosną widoczna jest z daleka, bo wyrasta dużo wcześniej niż inne rośliny. Jej piękne kwiaty w kształcie serduszek delikatnie wirują na długich pędach poruszane podmuchami wiatru. Doskonale komponują się z niezapominajkami, tulipanami. Odmiana podstawowa ma kwiaty różowo-białe, ale jest tez odmiana 'Alba' o całych białych kwiatach.
Pamiętam rozłożystą kępę z dzieciństwa. Sąsiadka, starsza pani, miała ją pod oknami. Co roku wyczekiwałam, kiedy zakwitnie. I zakwitała, chociaż nie miała ani zbyt troskliwej opieki, ani nikt na nią nie dmuchał czy chuchał specjalnie.  Bo serduszka to roślina bardzo długowieczna. Jeśli się zadomowi w jakimś miejscu, to sobie poradzi sama przez wiele wiele lat.

Postrzegałam ja jako kwiat niemal magiczny, bo piękny, elegancki, ale i niemal zakazany oglądany przez płot, bo w naszym ogrodzie jej nie było.
Teraz ją mam:) Trzeba jednak pamiętać, że latem roślina powoli zamiera. Trzeba jej znaleźć zatem dobre towarzystwo, które zasłoni suche badylki. U mnie to zadanie dla zawilców. Radzą sobie.
Kolejne moje odkrycie, które zdobywa moje serducho, to gajowiec żółty w swej odmianie najbardziej podstawowej czyli Lamium galeobdolon. Nie wiem dlaczego, ale zawsze mi się miesza z jasnotą. Może dlatego, że trochę podobne?  
W każdym razie gajowiec to bylina doskonała na zadarniania, we wszelkich możliwych warunkach (chociaż ucieszy się, gdy będzie trochę cienia). Jego żółte kwiaty przyciągają owady, a pędy w szybkim tempie zasłonią wszystko, co chcemy zasłonić (a nawet nieco więcej:).
Jak wspomniałam, podobna do gajowca jest jasnota plamista (Lamium maculatum). Kwitnie bardzo długo od maja, a nawet gdy nie kwitnie, zdobi. Jest pół zimozielona, czyli nawet w lekkie zimy trzyma fason (zresztą podobnie jak gajowiec). Lubi półcień i wilgotną glebę.

Mam jedną z kilku odmian: 'Beacon Silver'. Na początku wiosny listeczki miała malutkie, aż się zastanawiałam, czy coś z nią nie tak. Ale gdy ruszyła... kwiatami zaskoczyła na całego:)
 I jeszcze mam fiołki w zanadrzu. Kolejny pachnący element w ogrodzie. No chociaż te akurat  w odróżnieniu od fiołka powszechnie znanego czyli Viola odorata (fiołek wonny) nie pachną, tylko zdobią kwiatami białymi, fioletowymi, delikatnym lila. To fiołki motylkowate (Viola sororia). Kwiaty mają większe, ale bez zapachu. Coś za coś:(. Niby nie ma rozłóg, wiec nie rozrasta się za mocno, ale za to rozsiewa się na potęgę. To malutkie jeszcze dwulistkowe wokół dorosłych osobników to właśnie siewki fiołka.

 No i kwitną jabłonie. Zarówno te typowo owocowe w sadach, na działkach, jak i ozdobne. Moja 'Ola' trochę wprawdzie strajkuje i tylko kilka kwiatów miała w tym roku (urokiem nadrabiają młodziutkie miedziane liście).

Za to odmiana palowa (nie znam nazwy, niestety) obsypana po raz kolejny różowym kwieciem. Wprawdzie owoców z drzewa tego jeszcze nie jadłam (w ub. r. były trzy jabłuszka, ale nie utrzymały się na drzewie do momentu dojrzałości), za to wiosna mam ucztę dla oczu. Prawdziwą.
 

A co tam u mojej skimii? Ano kwitnie sobie w najlepsze. Puszcza młode przyrosty. Jest dobrze. Kolejna zima z przygodami za nami:).

sobota, 11 maja 2013

Przymrozków nie będzie - w ogrodzie szaleństwo:)


Zimni Ogrodnicy czy też Zimna Zośka raczej nie powinna nam w tym roku zaszkodzić. Zapowiada się aura typowo wiosenna z burzami, słoneczkiem i wietrzykiem. Dlatego nie ma co trzymać dłużej rozsad i przepikowanych jakiś czas temu roślinek w domu.
Po kilkudniowym hartowaniu na balkonie w grunt poszła werbena patagońska, która już mi się mocno powykręcała. Mam nadzieję, że natura ją wyprostuje:)
Cynie poszły, tytoń ozdobny, dzwonki irlandzkie, heliotrop, choć maleńki, też wylądował przepikowany w donicy na tarasie, fasolnik egipski i kobea. A dzisiaj siałam fasolę ozdobną przy wysokich tyczkach i płocie. W zanadrzu mam jeszcze fasolkę szparagową, ale tę zostawię na jutro, by zasiać z Martą. W końcu to jej ulubione warzywo, niech ma udział w jego uprawie. Tym bardziej, że sama już o nią pytała.
W sklepach i na targowiskach pełno już rozsad sałat, pietruszek, selerów, porów, pomidorów, dyni, ogórków, kalarep, kapust i czego tam jeszcze dusza zapragnie. Szykuje już miejsce na to wszystko w ogródku. Po kilka sztuk będę pewnie gdzieś upychać, ale jakoś wetknę, a co!
A tymczasem w ogrodzi aż kipi od kolorów. Chaos pozimowy zaczyna się zmieniać w burzę zieleni i gmatwaninę liści. Na razie jest dobrze, ale czuje, że przyjdzie czas na okiełznywanie tego wszystkiego, oj przyjdzie.
Ale na razie nie mam serca interweniować w takie obrazki:



Niezapominajki i jasnota w duecie na razie przysłaniają wszystko. Tylko róż kwiatów serduszki się przebija na razie przez ten galimatias. A tak nawiasem pisząc - polecam ten zestaw wszystkim, którzy chcą szybko zadarnić jakieś gołe miejsce. Duet sprawdza się w niemal każdych warunkach. A efekt? Sami widzicie:) Mnie się podoba. 
Z porządkowaniem zatem jeszcze trochę odczekam, jeszcze niech się błękici, jeszcze niech...

piątek, 10 maja 2013

Porady przy sadzeniu, czyli jak się nie pogubić w tym wszystkim

Szał sadzenia, przesadzania, kupowania roślin, siania i wszystkiego, co związane z ogrodem wiosną, trwa. Znam to doskonale z autopsji, bo nie raz i nie dwa kopałam coś sadziłam, przenosiłam do późnych godzin wieczornych, bo jeszcze to, jeszcze tamto, tylko chwilka, chwileczka i tak się przeciąga.
A potem rysuję rabatki, czytam o nowych roślinach i po raz setny przeglądam katalogi czy stare gazety ogrodnicze. Ech:)
Roślin jest mnóstwo. Mówię o gatunkach nie wspominając o odmianach. Chociaż wiele rozpoznaję, to cały czas wchodzą nowości, albo do łask ogrodniczych wracają tradycyjne odmiany. Połapać się w tym wszystkim baaaardzo trudno. Więc rada dla wszystkich: zapisujcie, co i gdzie siejecie czy sadzicie. Dokładnie, z nazwą odmiany, bo odmiana odmianie nie jest równa. Przykład: powojniki. Odmian są setki, jeśli nie tysiące, a rodzin kilka i każdą inaczej się na przykład przycina wiosną. Jak to spamiętać?
Gdy kupujecie jakąś roślinę, to zachowujcie karteczki i etykietki. Najlepiej wtykać je koło roślin w ziemię, a jeśli nie ma takiej możliwości (ze względów estetycznych czy miejscowych) to włóżcie do pudełeczka i zapiszcie gdzie rośnie). Przyda się na pewno.

środa, 8 maja 2013

Niezapominajki - bez nich nie ma wiosennego ogrodu

W powietrzu unosi się zapach kwitnących śliwek, czereśni, grusz, a nawet jabłoni. Nad kwiatami zaczynają szaleć roje pszczół i trzmieli. Rzepak już żółcił połacie pól, a w lesie drzewa zasłoniły już delikatną zielenią młodych listków gołe konary.
A na łąkach i przy polnych drogach szaleństwo kwiatów z mleczami w roli głównej. Podczas spacery uplotłam pierwsze w tym roku wianki i przytargałam bukiet na stół.

W ogrodzie również szaleństwo. Wszystko rośnie w oczach, zmienia się z każdym dniem.
Ogród opanowały niezapominajki. Cudne, proste, stare, pasujące do każdego ogrodu. Widywane w lasach, nad strumykami doczekały się już wielu ogrodniczych odmian o kwiatach różowych, białych, posturze bardziej zwartej. Ale ja wolę te zwykłe, pospolite Myosotis L.  W dosłownym tłumaczeniu z greki oznacza nazwa ta "mysie uszko". Niezapominajka jest, a raczej chyba była, nazywana często też niezabudką.
Jak się ją raz "wprowadzi" do ogrodu, to już łatwo się z niego nie da wypędzić. I dobrze, bo chyba jest mało osób, których nie urzeka jej urok:)
Niezapominajka lubi gleby mokre i zasobne. Przywabia pszczoły. W symbolice kwiatów oznacza pamięć, a z ciekawostek jeszcze - jest kwiatem stanowym Alaski. Któż wie, dlaczego...
Znajomi mają niezapominajek wszędzie pełno. Rozsiewa się co roku. Kilka lat temu przytargałam od nich kępę i posadziłam. Rozsiała się i u mnie. Trochę siewek poprzesadzałam jesienią i teraz mam błękitno, gdzie okiem sięgnąć. Chociaż rozsiewa się dosłownie wszędzie, to nie jest kłopotliwa, bo bardzo łatwo ją wyrwać. Z miejsc, gdzie zaplanowałam coś innego, wyrywam i mam kwiaty do bukietu. 

Tym bardziej, że 15 maja już po raz kolejny obchodzimy Święto Polskiej Niezapominajki.
Szukam pomysłów, jak to uczcić...

czwartek, 2 maja 2013

Sasankowa kudłata wiosna

Sasanka zawsze kojarzyła mi się z górskimi halami, skalniakami, czymś, co tylko w wybranych rejonach rośnie, no i jest pod ochroną. Większość z tych rzeczy to prawda, jednak w sklepach ogrodniczych można znaleźć wiele ozdobnych odmian tych kudłatych kiatów, którym mróz nie jest straszny, a spore kielichy kwiatów zdobią rabaty już wtedy, gdy inne rośliny jeszcze się nie wybudziły z zimowego snu.
Do kupna sasanek przekonały mnie one same, gdy z bratową wybrałam się do centrum ogrodniczego po...pelargonie.
Przy wjeździe na teren centru powitały nas ogromne dorodne kępy sasanek - jeszcze kwitnące, ale większość kwiatostanów już przekwitłe szybowały pół metra nad ziemią puchatymi głowami. Obie kupiłyśmy po kilka sadzonek. Nie mogłyśmy się po prostu im oprzeć.
To było rok temu.
Posadziłam swoje sasanki na żwirowej podwyższonej rabacie. Bo sasanki lubią słońce, nie boją się suszy, mrozów. Rozchylają swe kwiaty już nawet w marcu. W tym roku anomalny początek wiosny trochę wszystko poprzewracał. Ale doczekałam się!

Najpierw z kamieni wyjrzało kilka kosmatych listków,

potem pąk i wreszcie rozwinął się kwiat. Purpurowy.

Pierwszy, potem drugi, trzeci... jak czerwone latarnie błyszczały w słońcu wiosennym i cieszyły, gdy dookoła było jeszcze szare i pełne niewiadomych, co przetrwało kaprysy aury.
Po kilku dniach rozwinęły się kwiaty drugiej sasanki - fioletowe.
Rozwijają się pięknie. I chociaż daleko im jeszcze do okazałych okazów sprzed centrum ogrodniczego, to i tak jestem w siódmym niebie, gdy je dotykam, patrze na nie. Bo one puchate są milutko, a po przekwitnięciu łodyżki kwiatów z kilkunastu centymetrów wyrastają wysoko w górę i zdobią puchatymi głowami, ale to porównanie już było... inne jednak trudno mi znaleźć:)
Warto pamiętać, że sasanki nie są bylinami długowiecznymi. Co kilka lat trzeba je wykopać i podzielić na nowe rośliny. Ale z tego tylko korzyści - jeszcze więcej małych wczesnych wiosennych kwiatów w ogrodzie.
No to czekam na te puchate główki:)