Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

niedziela, 12 maja 2013

Wiosenne piękności - co warto mieć wiosną w ogrodzie?

Ciepło, sporo deszczu i mamy - feeria barw, zapachów, smaków jeszcze nie, ale patrząc na kwitnące jabłonie i poziomki - i tych się wkrótce doczekamy:)
Co warto posadzić w ogrodzie, by wiosna wyglądał cudnie?
Zacznę od tulipanów. To królowe sezonu. Odmian tysiące, kolorów tyleż samo. Jak ktoś się uprze, to może nimi zakwiecić ogród dobrych kilkanaście tygodni dobierając wczesne i późne odmiany. Sprawdzają się w pojemnikach, na rabatach, ale też na rondach i w pasach oddzielających jezdnie. W Zielonej Górze ostatnio mamy szaleństwo tulipanowe. Rosną na każdym rondzie, a że ich sporo w naszym mieście, to i wiosenny efekt jest.
Wróćmy jednak do ogrodu. Planowałam różowe smukłe na rabacie, by komponowały się z zamysłem pastelowego zakątka. Z pół godziny chyba wybierałam cebulki na ryneczku. Ale gdy zakwitły - okazały się żółtymi i czerwonymi klasycznymi tulipanami. Hmmm. No trudno. W sumie żółte też fajne.

Chociaż cebulki sadzimy we wrześniu, to właśnie teraz jest dla nich najważniejszy okres. Za to, że cieszą nasze oczy, oczekują dobrej opieki i mnóstwa smakołyków. Nie zapomnijmy więc sypnąć im nawozu podczas kwitnienia. niech nie zwiodą nas ich piękne kwiaty jako dowód, że niczego im nie trzeba. Bo właśnie trzeba: nawozu i ogławiania przekwitłych kwiatów. Tylko wtedy ich cebule się wzmocnią, nabiorą wigoru. Pamiętajmy też, ze tulipany wykopujemy dopiero wtedy, gdy liście zżółkną i zaczną obsychać. Cebule suszymy, wietrzymy i chowamy w ciemne suche miejsce aż do września. Niektórzy rezygnują z tej zabawy. Można, ale proszę się nie dziwić, że w następnych latach tulipany są mniej dorodne, albo nie kwitną wcale. Bo w mroźne zimy cebule lubią "uciekać" w ziemię i potem trudno ich liściom się przebić na powierzchnię.
Kolejne wiosenne "must have" to oczywiście szafirki.

Jak sama nazwa wskazuje, szafir ich kwiatków przyciąga wzrok z daleka, ale są i białe, i liliowe szafirki. W swoim ogrodzie mam ich zaledwie kilka (cebulki pochodzą z pędzonych w sklepie wiosennych zestawów). Ale u mojej mamy szafirkowa wstęga od lat zachwyca.
Lubią próchniczną zasobną glebę, ale na dobrą sprawę, poradzą sobie niemal wszędzie. Najlepiej wykopywać je w czerwcu, by posadzić we wrześniu, a nawet październiku. Jeśli tego nie robimy (jak ja:), to chociaż nie zapomnijmy zasilić czymś dobrym tych maleństw, by im dobrze było.

O bergenii już wspominałam tutaj. Teraz jednak jest w pełnym rozkwicie. No urocza jest i już. Mąż też się przekonał:)



Serduszka okazała (Dicentra spectabilis) lubi cień i półcień. Do wielkoludów nie należy (do 60 cm), ale wiosną widoczna jest z daleka, bo wyrasta dużo wcześniej niż inne rośliny. Jej piękne kwiaty w kształcie serduszek delikatnie wirują na długich pędach poruszane podmuchami wiatru. Doskonale komponują się z niezapominajkami, tulipanami. Odmiana podstawowa ma kwiaty różowo-białe, ale jest tez odmiana 'Alba' o całych białych kwiatach.
Pamiętam rozłożystą kępę z dzieciństwa. Sąsiadka, starsza pani, miała ją pod oknami. Co roku wyczekiwałam, kiedy zakwitnie. I zakwitała, chociaż nie miała ani zbyt troskliwej opieki, ani nikt na nią nie dmuchał czy chuchał specjalnie.  Bo serduszka to roślina bardzo długowieczna. Jeśli się zadomowi w jakimś miejscu, to sobie poradzi sama przez wiele wiele lat.

Postrzegałam ja jako kwiat niemal magiczny, bo piękny, elegancki, ale i niemal zakazany oglądany przez płot, bo w naszym ogrodzie jej nie było.
Teraz ją mam:) Trzeba jednak pamiętać, że latem roślina powoli zamiera. Trzeba jej znaleźć zatem dobre towarzystwo, które zasłoni suche badylki. U mnie to zadanie dla zawilców. Radzą sobie.
Kolejne moje odkrycie, które zdobywa moje serducho, to gajowiec żółty w swej odmianie najbardziej podstawowej czyli Lamium galeobdolon. Nie wiem dlaczego, ale zawsze mi się miesza z jasnotą. Może dlatego, że trochę podobne?  
W każdym razie gajowiec to bylina doskonała na zadarniania, we wszelkich możliwych warunkach (chociaż ucieszy się, gdy będzie trochę cienia). Jego żółte kwiaty przyciągają owady, a pędy w szybkim tempie zasłonią wszystko, co chcemy zasłonić (a nawet nieco więcej:).
Jak wspomniałam, podobna do gajowca jest jasnota plamista (Lamium maculatum). Kwitnie bardzo długo od maja, a nawet gdy nie kwitnie, zdobi. Jest pół zimozielona, czyli nawet w lekkie zimy trzyma fason (zresztą podobnie jak gajowiec). Lubi półcień i wilgotną glebę.

Mam jedną z kilku odmian: 'Beacon Silver'. Na początku wiosny listeczki miała malutkie, aż się zastanawiałam, czy coś z nią nie tak. Ale gdy ruszyła... kwiatami zaskoczyła na całego:)
 I jeszcze mam fiołki w zanadrzu. Kolejny pachnący element w ogrodzie. No chociaż te akurat  w odróżnieniu od fiołka powszechnie znanego czyli Viola odorata (fiołek wonny) nie pachną, tylko zdobią kwiatami białymi, fioletowymi, delikatnym lila. To fiołki motylkowate (Viola sororia). Kwiaty mają większe, ale bez zapachu. Coś za coś:(. Niby nie ma rozłóg, wiec nie rozrasta się za mocno, ale za to rozsiewa się na potęgę. To malutkie jeszcze dwulistkowe wokół dorosłych osobników to właśnie siewki fiołka.

 No i kwitną jabłonie. Zarówno te typowo owocowe w sadach, na działkach, jak i ozdobne. Moja 'Ola' trochę wprawdzie strajkuje i tylko kilka kwiatów miała w tym roku (urokiem nadrabiają młodziutkie miedziane liście).

Za to odmiana palowa (nie znam nazwy, niestety) obsypana po raz kolejny różowym kwieciem. Wprawdzie owoców z drzewa tego jeszcze nie jadłam (w ub. r. były trzy jabłuszka, ale nie utrzymały się na drzewie do momentu dojrzałości), za to wiosna mam ucztę dla oczu. Prawdziwą.
 

A co tam u mojej skimii? Ano kwitnie sobie w najlepsze. Puszcza młode przyrosty. Jest dobrze. Kolejna zima z przygodami za nami:).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz