PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

czwartek, 2 maja 2013

Sasankowa kudłata wiosna

Sasanka zawsze kojarzyła mi się z górskimi halami, skalniakami, czymś, co tylko w wybranych rejonach rośnie, no i jest pod ochroną. Większość z tych rzeczy to prawda, jednak w sklepach ogrodniczych można znaleźć wiele ozdobnych odmian tych kudłatych kiatów, którym mróz nie jest straszny, a spore kielichy kwiatów zdobią rabaty już wtedy, gdy inne rośliny jeszcze się nie wybudziły z zimowego snu.
Do kupna sasanek przekonały mnie one same, gdy z bratową wybrałam się do centrum ogrodniczego po...pelargonie.
Przy wjeździe na teren centru powitały nas ogromne dorodne kępy sasanek - jeszcze kwitnące, ale większość kwiatostanów już przekwitłe szybowały pół metra nad ziemią puchatymi głowami. Obie kupiłyśmy po kilka sadzonek. Nie mogłyśmy się po prostu im oprzeć.
To było rok temu.
Posadziłam swoje sasanki na żwirowej podwyższonej rabacie. Bo sasanki lubią słońce, nie boją się suszy, mrozów. Rozchylają swe kwiaty już nawet w marcu. W tym roku anomalny początek wiosny trochę wszystko poprzewracał. Ale doczekałam się!

Najpierw z kamieni wyjrzało kilka kosmatych listków,

potem pąk i wreszcie rozwinął się kwiat. Purpurowy.

Pierwszy, potem drugi, trzeci... jak czerwone latarnie błyszczały w słońcu wiosennym i cieszyły, gdy dookoła było jeszcze szare i pełne niewiadomych, co przetrwało kaprysy aury.
Po kilku dniach rozwinęły się kwiaty drugiej sasanki - fioletowe.
Rozwijają się pięknie. I chociaż daleko im jeszcze do okazałych okazów sprzed centrum ogrodniczego, to i tak jestem w siódmym niebie, gdy je dotykam, patrze na nie. Bo one puchate są milutko, a po przekwitnięciu łodyżki kwiatów z kilkunastu centymetrów wyrastają wysoko w górę i zdobią puchatymi głowami, ale to porównanie już było... inne jednak trudno mi znaleźć:)
Warto pamiętać, że sasanki nie są bylinami długowiecznymi. Co kilka lat trzeba je wykopać i podzielić na nowe rośliny. Ale z tego tylko korzyści - jeszcze więcej małych wczesnych wiosennych kwiatów w ogrodzie.
No to czekam na te puchate główki:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz