PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

piątek, 15 stycznia 2016

Styczeń w ogrodzie

Za oknem piękna biała zima. Cieszmy się z tego śniegu, cieszmy, póki go mamy, bo jest wielkim sprzymierzeńcem ogrodnika. Przede wszystkim opatula nasze rośliny. Pod śniegową kołderką jest im zdecydowanie cieplej i bezpieczniej niż bez niej. Poza tym śnieg to jedna z postaci wody, a tej w ub. r. było bardzo mało. Niech się ziemia napije.


Ale czapy śniegowe trzeba też obserwować. Szczególnie na roślinach zimozielonych i iglakach. Gruba warstwa śniegu, która namaka w słoneczku, potem znów się przymrożą w nocy, staje się bardzo ciężka i może wypaczyć pokrój rośliny, a nawet połamać jej gałęzie. Jeśli nie chcemy mieć miotły z naszego jałowca kolumnowego czy cisu, to trzeba będzie zrobić sobie rundkę po ogrodzie i strzepać śnieg.


 Co do mrozów, to jakoś tak ostatnio największe mrozy są w okresach bezśnieżnych, jak było w okolicach Nowego Roku. Jeśli jeszcze nie okryliśmy roślin wrażliwych i młodych, czyli posadzonych niedawno (bo tylko takie opatulamy, to czas najwyższy to zrobić. Może jeszcze mrozy ich nie uszkodziły. Wszystkich roślin nie damy rady okryć i zabezpieczyć. Zresztą mijałoby się to z celem. W końcu ogród powinien wyglądać dobrze i cieszyć oko przez cały rok. O ile słomiane chochoły mogą wyglądać malowniczo, to już agrowłóknina nie do końca jest tym, co najlepiej wygląda zimą w ogródku. Wprawdzie pojawiły się już na rynku ozdobne okrycia o kształcie bożonarodzeniowego drzewka, bałwanka czy zwierzątek różnych, ale, dla mnie, to nie jest to, co lubię zimą w widoku za oknem.



Oto kilka rad dotyczących okrywania:
- nie używamy folii, foliowych worków ani papierowych do okrywania roślin. pierwsze nie przepuszczają powietrza i bardziej zaszkodzimy roślinom, niż je wesprzemy w walce z zimnem. Papierowe zaś się po prostu namoczą i szybko staną ciężkie, o ile nie porwane. Szkoda zatem naszej pracy. Jeśli już koniecznie chcemy okryć roślinę, użyjmy białej agrowłókniny.
- większości roślinom (m. in. różom oprócz szczepionych) wystarczy kopczykowanie korą, trocinami czy ziemią, a najlepiej kompostem, czy stroiszem z gałęzi iglaków. Zimozielone (rododendrony, laurowiśnie) kupujemy i sadzimy przecież po to, by nasz ogród zdobiły zimą zielonymi liśćmi. Jeśli będziemy je ciągle zakrywać, to jaki ma sens kupowanie ich? Stąd rada: kupujmy mniejsze rośliny, które łatwiej i szybciej zaaklimatyzują się w naszych ogrodach i będą o wiele bardziej wytrzymałe na anomalie pogodowe i chłody. A najlepiej po prostu unikajmy egzotycznych roślin, które mogą przemarzać. Pozbędziemy się pracy, stresu, a zyskamy nietuzinkowy ogród, bo niestety, ale jeszcze mało doceniamy rodzime rośliny w ogrodach.
- gdy robi się cieplej, a robi się czasem nawet do 7-10 stopni na plusie, wtedy odkrywamy nasze ubranka roślinom, by się nie zagotowały, a wieczorkiem przed nocnymi chłodami znów okrywamy. Taka zabawa w ciuciubabkę. Warto pamiętać, że roślinom mniej szkodzi samo zimno, co mroźne wysuszające wiatry. Dlatego tak ważne było podlewanie jesienią roślin zimozielonych, by się wystarczająco dużo napiły, a teraz nie cierpiały z powodu braku wody. Z przemarzniętej ziemi jej bowiem nie pobiorą. A liście czy igły na słoneczku oddają mimo wszystko wilgoć z rośliny.

Jeszcze słów kilka o trawniku i śniegu. Mówiłam, że fajnie gdy leży w naszym ogrodzie, ale trawnik nie powinien być miejscem gdzie zsypujemy odgarniany śnieg z podjazdów czy ścieżek. Lepiej zrobić stertę na rabacie. Bylinom, których "góry" i tak są martwe, śnieg nie zaszkodzi, a ziemia łatwiej wchłonie wodę.  Zalegający śnieg na trawniku może go uszkodzić, trawa może podgnić i wiosną zamiast ładnej murawy będziemy mieli trawnik w brzydkie łaty. No i starajmy się nie chodzić po zmrożonym trawniku, by nie łamać i nie niszczyć źdźbeł.

Nie zapominamy też o naszych donicach na tarasach i balkonach. Rośliny w donicach nie mają lekkiego życia, bo ich korzenie są w o wiele mniejszej przestrzeni niż te same rosnące w ziemi. Dlatego nawet te rośliny, które normalnie w ogrodzie dadzą sobie bez najmniejszych kłopotów nawet z dużymi mrozami, na balkonie mogą ucierpieć. Opatulmy zatem donice, najlepiej sprawdza się styropian. Można włożyć doniczkę do jakiegoś kartonu czy pudła i wypełnić pokruszonym styropianem. Warto też podłożyć pod doniczkę jakąś izolację, kawałek deski czy styropianu. Jeśli mamy duże donice, to chociaż obłóżmy je czymś ciepłym - słomiana matą czy jutowym workiem wypełnionym gazetami. No chyba że wychodzimy z założenia, że rośliny dadzą sobie rade, albo nie i martwic się tym nie zamierzamy. Rozumiem doskonale takie podejście:)
Ale - ważna rzecz dotycząca zimozielonych roślin w donicach, m. in. bukszpanów, iglaków. Oczywiście, o ile nam na nich zależy. Oprócz opatulenia trzeba pamietać o podlewaniu w słoneczne ciepłe dni. Bo, jak wspomniałam już wyżej, liście czy igły odparowują wodę, a w donicy jest jej bardzo mało. I często, jeśli taka roślina nie przetrwa zimy, to nie dlatego że zmarzła, ale dlatego, ze uschła. Pamiętajmy więc o tym.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz