PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

piątek, 19 października 2012

Halloweenowa dynia

Zrobiłyśmy z Martą dynię na konkurs do przedszkola. Chciałam wstępnie, żeby była wesoła, śmieszna, ale Marta się uparła, że musi być straszna. Trochę się zdziwiłam, bo moja córcia do najodważniejszych nie należy. No ale niech będzie w typowym stylu halloweenowym. Najpierw poprzeglądałam setki zdjęć w google, by jakieś pomysły ściągnąć. Wszystko na nic, bo Marta wymyśliła czarownicę, a takiej dyni w internecie nie znalazłam. Na szczęście dynia była z babcinego ogrodu i na szczęście miała dosyć miękką skórkę. Z wycinaniem nie było większych problemów. Co do ozdabiania, to Marta wymyśliła piegi i pieprzyk z suchego kwiatu rudbekii. Włosy zrobiłyśmy z suchej trawy (nawet nie wiem, skąd ją miałam w domu:), a kapelusz... zrobiłam z gazety i pomalowałam tuszem, o którym mi się przypomniało w nocy, ze powinien gdzieś być jeszcze z czasów studiów. Przy okazji powspominałam projekty kreślone tuszem i rapidografem. Ech, to były czasy. A dynia? Dostaliśmy dyplom i słodką nagrodę:)
Kolejny konkurs to szopki bożonarodzeniowe. Tak łatwo już chyba nie będzie...

2 komentarze:

  1. Dynia orginalna bo zielona -taka czarownica z bagien:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:) Rzeczywiście chyba się nam udała:) Teraz też mam zieloną i już kilka pomysłów mi świta. Chociaż w skrytości serca przyznam się, że szkoda mi tej dyni na "szaleństwa", bo wiem, jaka byłaby smaczna pieczona z tymiankiem albo jako zupa z prażonymi pestkami...

    OdpowiedzUsuń