PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

czwartek, 7 lutego 2013

Dalia, królowa na nowo odkryta

Przeglądając zdjęcia ogrodu z minionego sezonu, natknęłam się na fotografie pięknych czerwonych pomponów kwitnących od późnego lata do pierwszych przymrozków - mowa o daliach (Dahlia), czy też georginiach od dawnej nazwy botanicznej kwiatów. Ilość odmian, a co za tym idzie kolorów, kształtów, wielkości kwiatów jest tak ogromna, że każdy znajdzie coś dla siebie. A jeśli poświęci się im choć odrobinę uwagi (podleje i czasem nawiezie), to cieszą w każdych niemal warunkach, również na balkonie czy tarasie.
Dobrze wyglądają w rustykalnych ogródkach, warzywniakach, ale i nowoczesnych kompozycjach np. z trawami.
Odkrywam je na nowo, bo, przyznaję, jakoś dotychczas serca do nich nie miałam. Owszem, zawsze były w przydomowym ogrodzie. Uprawiała je babcia, teraz uprawia mama. Sadzone niekoniecznie w części ozdobnej, ale przy warzywniaku, w kącie, po to, by były zawsze świeże kwiaty do wazonu czy na cmentarz.
 Tak prezentowały się mamine dalie w ub. r. wciśnięte między zagajnik malinowy i trawiastą skarpę.
Jakoś nie przypominam sobie wielkich ceregieli z ich pielęgnacją. Jesienią wykopywane, wiosną wsadzane do ziemi i rosły. W razie katastrofy zawsze była ciocia - wielka wielbicielka dalii, której ogród zawsze pełen był różnorakich odmian dalii z kwitami pomponami, szpileczkami, pojedynczymi, pełnymi, ogromnymi jak talerz i malutkimi jak rączka dziecka. Pamiętam te ogromne bukiety, które zawsze mama dostawała od niej na urodziny we wrześniu.
Gdy już miałam swój ogródek, mama pytała, czy chcę georginie, ale nie byłam przekonana. A raczej przerażona nieco koniecznością pamiętania o wykopywaniu, sadzeniu, palikowaniu. Bo ja z tych leniwych jestem, co to nie lubią tego samego wykopywać i zakopywać, bo trzeba. Ja to mogę wykopywać i zakopywać z mojego "widzimisię".
Dostałam jednak kilka karp od znajomej, która też je dostała, ale już mnóstwo, od swojej znajomej. Nieświadoma ani koloru, ani wielkości roślin (bo różnić się mogą baaaardzo), posadziłam w dwóch przypadkowych miejscach i czekałam.
Wyrosły szybko, zawiązały pączki (podobno najlepiej ścinać główne pędy, gdy pojawią się pierwsze pąki, bo wtedy roślina się rozkrzewi i chociaż zakwitnie nieco później, kwiatów ma o wiele wiele więcej) i zakwitły. Mam piękne czerwone pomponiaste dalie. Nazwy odmiany nawet nie szukam, bo są ich dziesiątki, jak nie setki, a zresztą cały czas się krzyżują. Ale są piękne.
A dlaczego o nich piszę własnie teraz? Bo czas najwyższy sprawdzić, jak się mają wykopane z ziemi po pierwszych mrozach karpy. Czy nie zaatakowały ich szkodniki, jakieś zgnilizny, czy nie przeschły za bardzo (moje się nieco podsuszyły, więc spryskałam wodą). Warto je oczyścić i dokładnie im przyjrzeć. Można też je teraz rozmnożyć dzieląc karpy na mniejsze. Ważne, by każda miała po dwa, trzy oczka.
Kto ma słoneczny, ale chłodny parapet, może posadzić karpy do doniczek, wtedy szybciej zakwitną. Ja nie mam, więc moje musza poczekać na cieplejsze dni w kwietniu, by młodziutkim pędom nie zaszkodziły zbyt niskie temperatury.

Co warto wiedzieć o daliach?
- są bardzo żarłoczne i pięknie się odwdzięczą za kompost i nawóz przez cały okres wegetacji, a najlepiej kompost do dołka, a nawóz podczas kwitnienia.
- karpy nie lubią "stać" w wodzie, więc warto posadzić je na podsypanym z ziemi niedużym pagórku, ale nie lubią też suszy, wiec szczególnie latem trzeba je podlewać
- dużym okazom (niektóre sięgają 1,7 m) warto dać podpory już zanim przybiorą monumentalny rozmiar (teraz można te podpory przygotować:), bo łatwo się "przewracają"
- młode pędy są przysmakiem ślimaków, a z kolei później mogą je atakować mszyce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz