PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Cierpliwość - rzecz nabyta

Uczę się cierpliwości, bo takiej cechy nie mam, niestety, a przydaje się chociażby w ogrodzie. Kilka dni temu, gdy się nieco ociepliło, poczułam wiosenny zew i już niecierpliwie zaczęłam porządkować ogród, rozgarniać osłony, cieszyć się młodymi listkami. Cieszyłam się bardzo z tego, że ta moja niecierpliwość została nagrodzona. A okazało się, że nie do końca. Teraz znowu jest mroźno. Młode listki pewnie ostro dostaną w kość, o ile w ogóle przetrwają. Martwię się też o niektóre rośliny, które podobnie, jak ja, nie mogły się doczekać do wiosny i teraz wystawiły się na działanie minusowych temperatur. Mogą całe zmarnieć.
Pewnych rzeczy jednak nie należy przyspieszać, by potem nie żałować. Albo nie biegać w przyspieszonym tempie po ogródku i przykrywać to, co się wcześniej ładnie poodsłaniało. Dlatego warto mieć pod ręką geowłókninę czy korę, albo nie usuwać całkowicie osłon, tylko w cieplejsze dni lekko odsłaniać, by potem móc szybko zareagować i opatulić na nowo.
Cierpliwości lekcja druga - sianie. Jak wspominałam, już zasiałam jednoroczne z długim kiełkowaniem: lobelię, szałwię, tunbergię. Wiem, że na ich wzejście będę musiała jeszcze trochę poczekać, ale codziennie sprawdzam, czy już już coś widać. Otóż nie widać i jeszcze przez dwa trzy tygodnie widać nic nie będzie - muszę się z tym pogodzić i wam to samo radzę. Tymczasem jednak można rozplanować, gdzie te jednoroczne posadzimy.
 Zacznijmy od mojej ulubionej lobelii przylądkowej (Lobelia erinus). To wyjątkowo piękna i wdzięczna roślina jednoroczna. Pięknie wygląda w niemal wszystkich kompozycjach. Mi najbardziej podoba się w srebrzysto-fioletowych zestawieniach np. z szałwią lekarską, bakopą o fioletowych kwiatkach i lawendą.
Kwitnie od maja do października, a nawet pierwszych przymrozków. Na zdjęciu poniżej lobelia w listopadzie.

O ile kiełkuje bardzo powoli i trzeba ją już wysiewać w lutym, to później z małej sadzonki szybko rozrasta się do pokaźnej kępy o delikatnych pędach i mnóstwem jaskrawo niebieskich kwiatków. Zresztą kwiaty mogą być białe, fioletowe, różowe, ale i tak mi najbardziej odpowiada klasyczny błękit. Taki kolor rzadko trafia się wśród ogrodowych piękności.

Uwielbia słońce, ale i równomierne podlewanie. Gdy to się jej zapewni, ozdobi każdy słoneczny zakątek, donicę, skrzynkę balkonową na cały sezon. No i, co dla mnie jest ogromnym plusem - przyciągnie pszczoły oraz motyle.
Po pierwszym kwitnieniu warto ją przyciąć, wtedy zakwitnie ponownie ze wzmożona siłą.
Szałwię okazałą (Salvia splendens), a właściwie jej nasionka, kupiłam ze względu na fioletowy kolor kwiatów, które pasować będą do mojej "chłodnej" kolorystycznie rabaty w kącie ogrodu. Dotychczas nie miałam jej w swoim ogrodzie, bo jej, bardziej popularne czerwony siostrzyczki, jakoś do mnie nie przemawiały. Fiolet o wiele bardziej.
Szałwia to ładnie rozkrzewiająca się roślina do ok. 40 cm wysokości. Podobno jest łatwa w uprawie. Pewnie dlatego sadzi się ją często w zieleni miejskiej. Lubi przepuszczalne, ale żyzne podłoże. Najładniej wygląda w grupach i tak własnie zamierzam ją posadzić. M. in. już widzę oczami wyobraźni dużą białą drewniana skrzynię, która stoi przy tarasie, obsadzona fioletowym kwieciem. No i lubią ja pszczoły. Też ją lubię:)
A tunbergia (Thunbergia alata)? To będzie moje drugie do niej podejście. W ub. r. nawet nie wykiełkowała. Zobaczymy, czy tym razem mi się uda. Trzymajcie kciuki za nią i za moją cierpliwość, bym wcześniej nie zaczęła grzebać patyczkiem w ziemi w poszukiwaniu kiełkujących nasionek. Bo to też i się zdarza:)

3 komentarze:

  1. Witaj Mam pytanie Zasiałam lobelie pod koniec lutego Była już pikowana małymi kępkami już jest na słonku na balkonie ale te kępki są nadal jakby małe a wszędzie pisze ze kwitną od maja a maj już mamy :( a mi smutno bo dbam o moje wysiane roślinki a tu do kwitnienia to chyba baardzo daleko. Pozdrawiam i proszę o radę Może coś żle zrobiłam

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam się, że moje lobelie też do ogromów nie należą, a do kwitnienia im daleko. Jestem jednak dobrej myśli, bo jeśli wyglądają zdrowo, mają dobrą ziemię, są nawożone odpowiednio (np. nawozem biohumusowym:), no i wiele wiele serca, to zakwitną, na pewno. Może potrzebują nieco więcej czasu.
    Siałam lobelie pierwszy raz i też nieco eksperymentuję. Wiem jednak, że te, które już można kupować w centrach ogrodniczych, pędzone są "na innych warunkach". W domowych takich okazów się raczej nie uzyska. Jeśli komuś się udało, niech się odezwie i podzieli radami, prosimy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za odpowiedz.Pocieszyłaś mnie troszkę że i u Ciebie powolutku rosną.Mam nadzieję że coś z tego będzie bo byłaby satysfakcja że z nasionek a nie z gotowych sadzonek mamy śliczne kwiatuszki :) TEż słyszałam że biohumus albo florovit dobry ale akurat kupiłam przy okazji niestety jakiś nawóz w Biedronce do kwiatów balkonowych.Nie jest chyba taki zły.Też podlewam kwiaty domową odżywką ze skorupek jajek raz na jakiś czas i powiem Ci że chyba kwiaty to lubią. Nie mam doświadczenia z kwiatami na balkonie i to moje pierwsze wysiane w tym roku roślinki.Tak jak piszesz właśnie w cierpliwość trzeba się uzbroić.Może za miesiąc będzie jakiś efekt.Zyczę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń