PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

czwartek, 16 stycznia 2014

Zima śniegiem sypnęła - czas do ogrodu!

No i poprószyło. Inaczej tego nazwać nie sposób. Mimo ilości niewielkiej i zdradliwie się topiącej, to zaczarowały śniegowe maleństwa świat pięknie.

Efekt? Nawet Marta tego dnia wstała bez szemrania, a wręcz z wielka radością. Co zdarza się jej jedynie w soboty i niedziele. I to tylko niektóre.
No ale mając taki widok wyczekiwany, któż by leżał w łóżku!



Ale do śniegu wracając i zimy, która jednak pokazała swoje prawdziwe lico, to niech was nie zwiodą nastrojowe białe krajobrazy za oknem. Owszem, gapimy się na nie ile się tylko da, ale potem - marsz do ogrodu! Niestety taki mokry śnieg, jaki mamy właśnie za oknem, może być niszczycielski dla niektórych roślin. Szczególnie kolumnowych iglaków, krzewów zimozielonych, traw.
 O ile krzewy liściaste, teraz gołe, sobie bez problemu dadzą radę, to młode koniki się już trochę rozjeżdżają pod ciężarem śniegu.
  Rabata trawiasta leży, i to dosłownie. Po delikatnym otrzepaniu ze śniegu trawy się jednak podniosą, obiecuję. Może nie będą wyglądać jak świeżynki, ale jeszcze będą zdobić ogród przez jakiś czas.
 Laurowiśnia zawalona śniegiem - do szybkiego otrzepania.
 Nawet spartyna, która wytrzyma wszystkie wiatry i burze, padła pod mokrym śniegiem. Wystarczyło jednak lekkie poszuranie i odżyła na nowo.
Kolumnowy cyprysik wygląda wprawdzie malowniczo ze śnieżnymi czapami, ale jeśli nie chcemy mieć miotły przez kolejne lata w ogrodzie, to lepiej go otrzepmy, chociaż troszkę, a najlepiej zwiążmy na zapas - gdyby znów miały przyjść śniegi, a my nie będziemy mieli sposobności go otrzepać. 

Po porannej kawie na stojąco przy oknie, założyłam więc śniegowce i kurtkę na piżamę i ruszyłam na obchód. Najpierw z aparatem, a potem z rękawicami i kijkiem (by sięgnąć do najwyższych gałązek iglaków). I zaczęłam otrzepywać ze śniegu trawy, laurowiśnię, cyprysika, sosnę, koniki. A wszystko po to, by nie połamały się ich gałęzie pod naporem ciężkich śnieżnych czap, albo - w najlepszym wypadku - nie zdeformowały się kolumny iglaków. Wprawdzie potem można popodwiązywać gałązki, ale to dużo trudniejsza praca niż teraz przejście się po ogrodzie i zabawa w śniegu. W dodatku to doskonała gimnastyka na świeżym powietrzu. Kto powiedział, że zima w ogrodzie się nie pracuje? Od razu minął ból głowy, który mnie męczył od kilku dni.
Polecam. I to jak najszybciej - z pożytkiem dla nas i ogrodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz