PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Królowe letnich rabat - liliowce

Łatwe w uprawie (urosną niemal wszędzie, chyba tylko skalniak odpada), kolorowe, czasem bajecznie upstrzone i chociaż nazywane są kwiatami jednego dnia (po jednym dniu kwiat rozkwitły usycha), to kwiatów jest na tyle dużo, że rabata przez całe lato mieni się kolorowymi trąbkami. Liliowce są po prostu niezawodne. A jeśli wykażemy choć odrobinę zainteresowania nimi (wody i nawozu), to odwdzięczą się z ogromną siłą. Warto liliowce w ogrodzie po prostu mieć. 
Są odmiany nieduże, do 30 cm, np. 'Stella d'Oro' dla tych, których przerażają teorie, że liliowce to się tak rozrastają, że okiełznać nie można. 
Ale są i wyższe znacznie wyższe (do 120 cm). Wszystkie jednak są bardzo wytrzymałe i radzą sobie doskonale nawet w ekstremalnych warunkach. Przykład? Jesienią ub. r. zauważyłam, że ktoś wyrzucił przy leśnej drodze karpy liliowców. Planowałam je pozbierać i posadzić, ale jakoś tak długo to trwało, że doszłam do wniosku iż już nic z nich pewnie nie zostało, bo korzenie na wierzchu wywalone, całe połamane. Potem śnieg je zasypał i zapomniałam. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy wiosną zauważyłam jak spod sterty liści wystają liliowcowe liście. Tym razem już nie czekałam długo. Wzięłam je do wiaderka (w sumie musiałam wykopać, by korzeniami z boku chwyciły się już mocno podłoża!!!) i przesadziłam do ogródka. Odwdzięczyły się pięknymi dużymi żółtymi kwiatami. Wprawdzie nie kwitły długo, ale bardzo ładnie. No i już widzę, że się zadomowiły na dobre, bo wypuszczają boczne liście. Pewnie za rok czy dwa będę nimi obdzielała sąsiadów i znajomych:) 
A wiecie, że liliowce bardzo łatwo się krzyżują i przy odrobinie szczęścia można wyhodować własną odmianę? Za bardzo nie wiem, jak to się robi, bo nigdy się w hodowle i krzyżówki hodowlane nie bawiłam (tylko na studiach w pracowni in vitro, ale tam "bawiliśmy" się bananowcami i muchołówkami), ale doczytałam, że od zapylenia do kwiatu czeka się nawet 3-4 lata i nigdy nie wiadomo, czy efekt będzie zadowalający. 
Zwykle w naszych ogrodach króluje liliowiec Hemerocallis fulva, odmiana pospolita i gęstej szybko rozrastającej się kępie liści i pomarańczowych kwiatach na wysokich łodyżkach. Znawcy twierdza, że to nieciekawa odmiana, tym bardziej, że do wyboru są tysiące odmian piękniejszych, ciekawszych z kwiatami o średnicy nawet 20 cm. 
Są odporne na choroby. Szkodników tez raczej nie zauważyłam na nich. Najlepiej wyglądają w kępach.
U mnie rośnie jeszcze  'Crimson Pirat' 
i 'Red Magic'. Tak przynajmniej były opisane w szkółce:). 
Warto się rozejrzeć, by cieszyły oko, ale i podniebienie. Kwiaty liliowców obsmażane na głębokim tłuszczu są przysmakiem kuchni orientalnej. Czyli piękne z pożytecznym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz