PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

piątek, 5 kwietnia 2013

Niechciani goście w domu, czyli szkodniki na ziołach

Wiosny wypatrujemy nie tylko my, nie tylko rośliny w grodach, ale i te na parapecie domowym. A niektóre z tego wyczekiwania marnieją. A jak marnieją, to słabną i padają ofiarą różnych choróbsk i szkodników. Niestety ta teza sprawdziła się i u mnie. Sama też do tego rękę przyłożyłam, przyznaję. Niby o nie dbam, ale przez święta je przesuszyłam, bo wyjechałam na 5 dni, a zdarzało się też je przelać. No i w sumie ani razu ich nie dożywiłam nawozem. Słońca im też przecież nie dam ponad to, co sama mam, a że ogólnie jest za mało, to i one cierpią.

No i stało się. Nie wystarczyło, że sama się rozłożyłam i łażę z nosem i gardłem zawalonym, to jeszcze dzisiaj zauważyłam maleńkie białe muszki latające nad szałwią. No to mnie trafiło! Jeszcze tylko mączlików szklarniowych brakuje, bo tak te maleńkie niby delikatniutkie i słodziutkie muszki się zwą. Ale niech was nie zwiedzie niewinna biel ich 2-milimetrowych skrzydełek, oj nie. Trudno je wytępić, a rośliny mogą zniszczyć bardzo szybko. Ich larwy wysysają soki z dolnej części liści. Roślina szybko pada.
Od razu przejrzałam wszystkie zioła na parapecie. Nie jest źle, ale na wszelki wypadek wszystkie poszły pod wodę, żeby zmyć co się da z liści. I co dalej?
Kłopot w tym, że większość preparatów do zwalczania szkodników (a mogą się pojawić i mszyce, i przędziorki, i tarczniki i inne szkaradziejstwo) jest toksyczna i nie używa się ich na ziołach, które przecież stosuje się "na żywca" w kuchni.
Oto kilka sposobów na niechcianych gości:
- mączliki wspomniane już nie lubią niskich temperatur. Podobno nie przetrwają w temp. poniżej 5 stopni, a i nawet 10 stopni to dla nich zbyt zimno. Więc wystawiłam szałwię i na wszelki wypadek tymianek do kompanii na taras. Wieczorem schowam, bo jeszcze może przymrozić, ale takie kilkudniowe wystawianie powinno sobie poradzić z intruzami.
- przędziorki (małe czerwone pajączki robiące malutkie pajęczyny) nie lubią wilgoci. Ich pojawienie się oznacza, że jest za sucho. Wtedy zaatakowaną roślinę skrapiamy wodą i nakładamy worek foliowy, ważne - przezroczysty i nie może dotykać liści rośliny. Podniesiemy wilgotność, robalom zrobimy saunę z komorą gazową przy okazji. Tak trzymamy roślinę z tydzień, ale codziennie chociaż na pół godziny wietrzymy, żeby przy okazji jakieś grzyby się nie pojawiły.
- mszyce (zielone coś) w niewielkiej ilości można zgniatać palcami i zmywać pod prysznicem. Podobno skutkuje też podlewanie wodą z rozgniecionym czosnkiem (miksturę najpierw zostawiamy na kilka godzin, by się "przegryzła"). Nie stosowałam, więc nie zaręczam o skuteczności, ale może warto spróbować.
- porażone liście mączniakiem (biały nalot) albo rdzą (brązowe plamy) można w początkowym stadium odrywać i wyrzucać, ale gdy roślinę wzięło na całego, trudno, trzeba chyba odżałować i wyrzucić zanim zarazi inne rośliny.
Zioła na szczęście szybko rosną.

2 komentarze:

  1. Słyszałam o skutecznym sposobie na muszki-zasadzić ząbek czosnku do doniczki z rośliną i ziarenko z cytryny :).Sama z lenistwa nie stosowałam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Aniu za podpowiedź. Hmmm, ale czy ten czosnek nie wyrośnie? Spróbować można:) ja na razie wietrzę:)

    OdpowiedzUsuń