PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

sobota, 21 grudnia 2013

Bez śniegu, czyli wszystko wyłazi na wierzch

Święta tuż tuż, a śniegu ani widu, ani słychu. Zima. W necie pełno obrazków z pięknie zaśnieżonych ogrodów, jak to ślicznie trawy zmrożone wyglądają, i jak warto dbać o szczegóły architektoniczne, które okryte puchem stanowią urozmaicenie w białej połaci. I drzewa warto sadzić, bo ich gałęzie pięknie się wyróżniają na tle śniegowych chmur, a derenie ze swoimi karminowymi czy zielonymi gałązkami to już w ogóle królowe zimy.
A u mnie ogród tej zimy wygląda nijak. Pewnie jak większość ogrodów o tej porze roku. Liście przywiędłe,
korale kaliny jakieś zmartwiałe. Tylko o poranku jakoś to pewnie wszystko wygląda, bo mrozik. Ale o poranku to jeszcze ciemno jest, o poranku to jeszcze ja nic na oczy nie widzę, a potem to już ogród wygląda tak, jak na zdjęciach, które porobiłam, ale nie pokażę, bo za bardzo nie ma czego, bo smutno jakoś wygląda i już. Ani uroczo, ani cudnie, ani romantycznie, ani świątecznie. Chciałoby się chciało trochę przedświątecznej magii, więc i donicę z iglakowymi gałązkami przed wejście wystawiłam. Nawet czerwone bombki zawiesiłam. A na tarasie oświetlony jest iglak-miniaturka. I gałązki świerku (co do domu przywędrował, a za dużą miał spódniczkę i trzeba było podkrzesać) powtykałam w rabatkę. Cud, miód i malina.
W połączeniu z trzema chojakami oświetlonymi u sąsiadów jednych, kurtyna świetlną, a nawet dwoma u drugich i wężem świecącym na przeciwko - po ciemku może i jakiś nastrój się stwarza. W ciągu dnia jednak nijak mi do Bożego Narodzenia nie jest bliżej. Nastrojowo oczywiście.
A dziś to już aura poszalała - słońce jak w marcu, zielona trawka, a w radiu piosenki świąteczne. Hmm, coś mi się tu nie zgadza.
No i jak popatrzyłam na ten mój ogród niby-zimowy, to się lekko załamałam. Widać teraz jak na dłoni wszelkie niedociągnięcia, sadzenie impulsywne, zakupy z rodzaju "kolekcjonerskich" czyli po jednej sztuce. I upychanie więcej, więcej na przestrzeni nie z gumy przecież.
Jest więc czas i okazja do przemyśleń - co przesadzić, co usunąć, jak przearanżować dane miejsce, by ogród cieszył jeszcze bardziej. Bo kto powiedział, że ma być cały czas taki sam, no i który z ogrodników stwierdzi, że jakiś ogród jest idealny w każdym milimetrze i te idealność utrzymuje niezachwianie przez wiele lat. To niemożliwe po prostu.
Porobiłam zdjęcia - najlepiej robić je z góry i "on fejs" (o ile to możliwe oczywiście), by widzieć całą rabatę w jej okazałości oraz rozmieszczenie roślin. Zdjęcia te zestawiamy ze zdjęciami z okresu, gdy rabata była w kwiecie swego sezonu (tak na wszelki wypadek, gdybyśmy zapomnieli, co gdzie rośnie:) i potem do dzieła - zaznaczamy miejsca wolne (ja takich nie mam), rośliny do przesadzenia, grupy do utworzenia itp. itd.
Przy okazji można odkurzyć stare numery pism ogrodniczych albo wpisać w wyszukiwarkę jakiekolwiek hasło związane z ogrodem, a "wyskoczy" mnóstwo zdjęć, które mogą być dla nas wielką inspiracją.
Przyjemna taka zimowa praca. Choć zima ma nas na razie gdzieś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz