Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Biedronki kontra mszyce, czyli moi przyjaciele w ogrodzie

Coraz bardziej skłaniam się ku naturalnym ogrodom, w których jest miejsce i na odrobinę chwastów i szkodników. Dzięki temu życie w ogrodzie kwitnie, ptaszki przylatują, bo mają co jeść, motylki złożą jaja na pokrzywie ukrytej w rogu z drzewem, no i dzięki mszycom mam sporo biedronek, a te uwielbiam. Zresztą, kto ich nie lubi?
Pamiętacie, jak nadawałam imiona pająkom? I tym razem mnie kusiło, by się zaprzyjaźnić z młodymi biedronkami, ale, gdy zaczęłam się przedstawiać, dostrzegłam, że tyle ich, że nie ogarniam. Zatem przedstawiam moje bezimienne, pewnie nieświadome towarzystwa, ale za to jakie żarłoczne - przyjaciółeczki, które królują na dzikiej róży.




 Dziwicie się, ze te owady na zdjęciach w niczym nie przypominają "bożych krówek"? Bo to ich larwy! A niestety często są one zabijane, bo ludzie myślą, że to szkodniki jakieś. Przyznaję, sympatycznie nie wyglądają, ale za to jakie głodne? W ciągu doby potrafią wciągnąć nawet kilkadziesiąt mszyc. To chyba jest argument, żeby je zaprosić do ogrodu. Przyciągnąć podobno można je opryskując krzewy porażone przez mszyce woda z cukrem. Nie wiem, nie stosowałam. Do mnie przyszły same.
A oto jaja, z których wylęgnie się kolejne pokolenie biedronek. 
I takich żuczków pełno widziałam. Jeszcze nie wiem, co to za goście. Może ktoś z Was wie?

Dużym plusem i kuszącym zaproszeniem pożytecznych owadów do ogrodu jest wspomniana już wcześniej naturalność w ogrodach. Poniekąd można tak tłumaczyć swoje lenistwo czy brak czasu na plewienie co tydzień całości. Korzystając z ogrodniczej nomenklatury, zawsze można powiedzieć, że ten mlecz czy ta pokrzywa specjalnie tutaj rośnie, by uzupełniać ekosystem. Nie wiem, czy znajomi przyjmują to do wiadomości, jako fakt, czy tylko udają. 

2 komentarze:

  1. U nas domek na owady nawet jest ale kalian koralowa w tym roku przegrała z mszycą :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie też kalinom musiałam nieco pomóc chemią. Inaczej nic by z nich nie było. Niestety. Widać może trzeba tym cukrem popryskać:) Róże pomarszczone na szczęście są twarde i postanowiłam, że też będę twarda i dam szansę naturze. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń