Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

sobota, 1 listopada 2014

Pożegnanie jesieni?

Czas umyka szybko. Trywializm osnuty i datą, i aurą, i nastrojami, i zaległościami. Te ostatnie to maja do siebie, że się mszczą. Mam nadzieję, że nie za złośliwie, bo wystarczą niespełnione literkowo plany i lista rzeczy, o których mogłam, a nie napisałam, bo...
No ale do czasu wracając. Jego tempo parcia naprzód, i dalej, i szybciej oglądam co dzień rankiem przez okno. A dodam, że dzisiaj to nawet z lodowym deserem na tarasie wygrzewając się w słoneczku. Ano, taką to mieliśmy pogodę na 1 listopada.
A jeszcze kilka dni temu poranek powitał mnie takim obrazkiem:




Nad ranem -3 stopnie Celcjusza. No i pożegnałam większość jednorocznych - dalii, kann, cynii. Tym samym był to sygnał, że czas zrobić porządki w ogrodzie, bo chociaż oszroniony klimatycznie wygląda, a ośnieżony pewnie jeszcze piękniej by wyglądał, to jednak w naszej szerokości szron utrzymuje się tylko rankiem, a śniegu czasem mamy tyle, ile udało nam się sfotografować kilka lat temu.
W wielu pismach ogrodniczych, na portalach przekonują specjaliści, by zostawić przekwitłe kwiaty na rabatach. By właśnie oprószone śniegiem dodawały uroku naszemu ogrodowi. I owszem można tak zrobić, ale ja do takich rozwiązań podchodziłabym ostrożnie. Z kilku powodów.
Przede wszystkim estetycznych: jak wspomniałam śniegu czasem mamy niewiele, a bure i połamane kikuty oglądamy przez cały dzień, nie tylko zmrożone o poranku.
Druga sprawa to kwestia również związana z aurą - jeśli nie ma śniegu ani mrozu, to suche liście i łodygi zaczynają gnić, a to nie zawsze wychodzi naszym roślinom na zdrowie.
Oczywiście nie chodzi o  to, by ogałacać do zera ogród (iglaków oczywiście nie mam tutaj na myśli, ani krzewów czy drzew), ale zostawić te rośliny, które rzeczywiście wytrzymają zimę w miarę w dobrym stanie.
Co warto zostawić? Na pewno trawy. Aby się nie pokładały pod ciężarem śniegu czy wilgoci, warto je związać dość mocno 20-30 cm nad ziemią i zrobić coś w rodzaju snopka.
Dosyć dobrze wyglądają też hortensje, szczególnie ogrodowe, których kwiatostany nie czernieją tak szybko, jak bukietowych. Przy większych mrozach ogrodowe trzeba jednak zabezpieczyć przed chłodem. Inaczej nie zakwitną w roku następnym.
Zostawiam też liście bylin, które są bardzo wytrzymałe na chłody i czasem w zieloności stawiają opór chłodom przez całą zimę. Po prostu jeśli coś dobrze wygląda, zostawiamy i już, a co przysycha, zaczyna czernieć  czy gnić - wycinamy.
Pracy jest z tym sporo. A ogród może wydać się nam w pierwszym momencie pusty. To jednak okazja, by przyjrzeć się mu z innej perspektywy, poplanować działania na wiosnę, dać mu odetchnąć i zasnąć.
A tymczasem wspomnienie jesieni sprzed kilku dni (dzisiaj ogród wygląda już całkiem inaczej...)













2 komentarze: