PODRÓŻE

Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

wtorek, 20 listopada 2012

Nasturcje - wesołe oczka, które można jeść


Właśnie popakowałam nasiona do papierowych torebek. Długo się suszyły, wiem, ale po prostu zapomniałam o nich, malutkich leżących na parapecie za firanką. Nasiona zbierałam różne, królowały jednak pomarszczone asymetryczne nasionka nasturcji. W przyszłym roku planuję zawojować nimi cała okolice, a przynajmniej zarazić nimi znajomych. Nie nasionkami oczywiście, ale sianiem nasturcji. Bo warto. 













Do tego roku do nasturcji nie byłam zbyt przyjaźnie nastawiona. W sumie nie wiem, dlaczego. Ale musiałam jakoś powypełniać puste jeszcze przestrzenie między krzewami. W miarę tanio i efektownie, a przy okazji jadalnie, bo staram się mieć jadalnych rzeczy w ogródku jak najwięcej. No i padło na nasturcję. Kilka siewek w donicy było tak rachitycznych, że ledwo ledwo wytrzymały przesadzenie. Ale za to te wysiane bezpośrednio do gruntu kazały długo na siebie czekać, ale gdy się zadomowiły, oszaleć można było od masy talerzykowatych liści i intensywnie pomarańczowych kwiatów. 
Marta tez była zachwycona, bo pozwalałam jej nie dosyć, że kwiaty zrywać, to jeszcze je jeść, a nawet częstować koleżanki (nie były zbyt przekonane, ale dały się namówić:).
Miałam z nimi jeden kłopot - nie zjadły ich mszyce, jak zapowiadano w książkach, ale zżerały je gąsienice bielinka kapustnika. Co ciekawe, tylko w jednym miejscu ogrodu. Na nieszczęście tuż przy tarasie. Zbierałam obrzydlistwa pełzające do reklamówki i wywalałam dziesiątki do kosza na śmieci. Co chwilę pojawiały się nowe w oczach pochłaniające listki zostawiając tylko łodyżki z nerwami. Z żalem w październiku wyrwałam część nasturcji. Reszta nadrabiała za swoje koleżanki. 
A kilka dni temu oglądałam jeden z programów Jamiego Oliviera, który zrywał tez młode listki nasturcji jako ciekawy dodatek do sałatek. W przyszłym roku na pewno spróbuję. Tym bardziej, ze podobno całe nasturcje mają siłę wprowadzania w dobry nastrój. Nasiona można marynować - wtedy stanowią substytut kaparów (jeszcze nie próbowałam, ale może się skuszę. Ma ktoś przepis?)
A tymczasem zdjęciami zadaje kłam informacjom, jakoby nasturcje były tylko pomarańczowe. Zobaczcie sami.




-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz