Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jednoroczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jednoroczne. Pokaż wszystkie posty

06 marca 2014

Magiczne nasionko - marzec czas siania

No i zaczęło się. Jeszcze nie na całego, jeszcze nie bez opamiętania, jeszcze z odrobiną obaw, czy nie za wcześnie, ale zaczęło się. Sianie. Adrenalina niemal na maksa. Dziwicie się? Dla mnie sianie nie jest czynnością uspokajającą, oj nie. Patrząc na te maleństwa wielkości główki od szpilki a czasem o wiele mniejsze i mając świadomość (z doświadczenia lub przeczytania na etykiecie), że z tej drobinki wyrośnie okazała roślina z liśćmi, kwiatami, nasionami. Będzie pachnieć, będzie mieć kolorowe kwiaty, będzie wabić owady. A wszystko zaklęte w takiej drobince.
Natura mnie oszałamia momentami. I chwila, gdy nasionko pada na ziemię, jest jednym z takich momentów. I potem to oczekiwanie, kiedy wykiełkuje, kiedy puści pierwsze listki, kiedy będzie można pikować, potem przesadzać. Całe to koło natury, mądrość każdej rośliny jest dla mnie czymś nieogarnionym, tajemniczym, przepięknym.
No to siejemy. Marzec aż woła, krzyczy - zasiej, wysiej, posiej! Bo nawet jeśli nie do końca wierzymy, że nam się uda, że dotrwamy do pikowania, sadzenia i cieszenia się efektami pracy, to warto wysiać. Nawet jeśli nie mamy ogrodu, a nawet balkonu, to warto wysiać. Coś. Cokolwiek. W mieście i najbliższej okolicy na pewno mnóstwo miejsc, w których jakaś roślinka by się przydała. Na pewno się nie zmarnuje. Tylko nie traćcie ochoty, tej wiosennej, najlepszej do działania!
Bo sianie, to cała magia ogrodnictwa - obserwacja rośliny od jej początku.
Siejemy do pudełka czy skrzynki lub tacki, wytłoczek po jajkach, puszek, tekturowych ruloników (aż dziw bierze, ile przedmiotów ukrywa swą role doniczki:). Wsypujemy kompostu z piaskiem lub grysem albo można kupić specjalną mieszankę do siewu w sklepach ogrodniczych. Wsypujemy jej do pełna. Uciskamy deseczką (lub palcami) ziemię, delikatnie rozsiewamy w miarę równomiernie nasionka. Lepiej za rzadko niż za gęsto.

Przesiewamy najlepiej sitem cienką warstwę ziemi na nasionka. Z tym sitem mi nie wyszło, bo moje kuchenne ma za małe oczka, a innego się nie dorobiłam jeszcze. Podrobiłam więc ziemię palcami.
Warto jednak pamiętać, że są takie nasionka, które tego nie potrzebują, a nawet nie lubią. To m. in. pomidory. Wtedy nasionka przykrywamy cienką warstwą perlitu, wernikulitu czy żwirku.
I wkładamy skrzyneczkę do pojemnika z wodą, żeby przez dziurki w spodzie woda wsiąkła w ziemię.
Podlewając z góry możemy po prostu zmyć nasionka i całe nasze misterne rozkładanie na nic.
Namoczone skrzyneczki nakrywamy folią, kawałkiem szyby, by było wilgotno. Wietrzymy codziennie, by pozbyć się zbierającej się wody. Zdejmujemy całkowicie folię gdy pojawią się pierwsze młodziutkie siewki. A gdy pojawią się pierwsze liście właściwe (nie liścienie) - pikujemy.
Nie trzymamy za łodyżkę przy przesadzaniu, ale za listek. To bardzo ważne, by nie zniszczyć delikatnych korzeni ani nie zgnieść łodyżki. Podważamy patyczkiem roślinę i przesadzamy.
Oto moje pierwsze siewy sprzed kilkunastu dni: tytoń ozdobny i astry (za bardzo na razie się nie różnią, ale już niedługo....):


Na parapecie grzeje się jeszcze lobelia, a w kolejce już niemal wszystkie letnie kwiaty. Oj, będzie się działo!

15 września 2013

Aby było co siać. O zbieraniu nasion słów kilka


No i znowu parapet obstawiony plastikowymi pojemniczkami z nasionkami. Bo zbieram. Tak. Znowu zbieram:) Co? Ano wszystko, co wydaje nasiona: nagietki, nasturcje,
 len czerwony
(bardzo mi się spodobały delikatne niby, ale niesamowicie wytrzymałe kwiatki),

tytoń ozdobny (zniewalająco pachnie, szczególnie wieczorami, ale ma nieprzyjemne lepkie liście. Cóż, coś za coś:)

cynie (cudnie dodają uroku i koloru zielonej o tej porze rabacie, nie przeszkadza im, ze rosną z tyłu, wyciągają się do słońca na ponad 1 m i wyglądają pięknie)
 no i ślazówka biała, która urzekła mnie na całego w tym roku.

Kiedy zbierać nasiona? Powinno się w słoneczny dzień, gdy już rosa obeschnie, a koszyczki z nasionami pięknie będą skrzyć się w słońcu. Kłopot w tym, że ostatnio zanim rosa obeschła już deszcz padał. Zatem gdy tylko trochę słoneczka ujrzałam, od razu w ogród z czym popadło i robiłam zbiory: malin (obradzają jak szalone, robię dżemiki na naleśniki, polewy, mrożę lub zjadamy na bieżąco), fasolki (reszta już, wyrwałam krzaczki i wrzuciłam na kompost, bo to wartościowe zielsko z azotem w korzeniach. Kto nie ma kompostu, to niech wytnie nadziemną część i wyrzuci, ale korzenie zostawi w ziemi z zgnicia) no i nasion. Suszyć po prostu będę dłużej i już.

Pierwsza partię nasion już dziś oczyściłam. Oczywiście ślazówka poszła na pierwszy rzut. Zachwycałam się misternością każdego koszyczka, który przypominał ślimaczka, kalafior, guzik. Pod podwójna firanką płatków schowany twardy guziczek kryjący pod sobą szereg małych ziarenek.
 Podobnie cudnie wyglądają beczułki z nasionkami lnu. Pękate z drobnymi rysami, jakby grzechotki dla niemowlaków.

 A kosmos? Najeżone kulki rozdziobywane przez ptaszki. Codziennie niemal obserwuję jak sikorki i mazurki, a czasem i kopciuszki bujają się na wiotkich przecież bardzo łodyżkach kosmosu i wydziobują nasionka. Chociażby dla tego widoku warto mieć kosmos w ogrodzie.

Zbieram nasion dużo z myślą o bombach nasiennych, przypadkowych wysianiach w mieście... zbieram się do tego od dłuższego czasu. Może wreszcie się zawezmę:) Kto zatem ma co i jak, niech zbiera, zbiera, zbiera:) 


09 sierpnia 2013

Siane, siane i wyrośnięte? Co wyszło z nasionek

Pamiętacie opowieść starszej pani o białej ślazówce? Przekonywała mnie, że mnie ta roślina nie zawiedzie. I rzeczywiście nie zawiodła. 
Z jednego nasionka wyrosła mi spora roślina obsypana mnóstwem wielkich białych kwiatów wyglądających bardzo elegancko na tle ciemniejszych liści. 
Jestem urzeczona i na pewno pozbieram nasionka, a dodatkowo kupię jeszcze co najmniej z paczkę wiosną przyszłego roku.
 "Wynalazków" nasienno-roślinnych miałam jeszcze kilka. Pierwszy raz siałam lobelię. Zwykle przerażało mnie to, że trzeba wysiewać ją bardzo wcześnie, długo trzymać, pikować. A gdy zobaczyłam maleństwa, jakie wyrosły, skazałam niemal na zagładę. Wreszcie ulitowałam się i popikowałam. Aby się zabezpieczyć, kupiłam na ryneczku dwie sadzonki. No i teraz dwie podpędzane sadzonki zmarniały już na amen, a moje, po dłuższej chwili zastanowienia, ruszyły z kopyta. Są silne, bujne, kwitną mocno, chociaż to jeszcze nie koniec ich możliwości. Jestem z siebie dumna patrząc na nie:)  

Mniej zadowolona jestem z groszku pachnącego. Wprawdzie pnie się, po czym może i zaczyna kwitnąć, ale w porównaniu z ubiegłorocznym, to jakoś mizernie wygląda. Może dlatego, że to z nasion zebranych własnoręcznie, a nie kupionych? Ale w czym moje miałyby być gorsze od sklepowych, no w czym?

Posiałam też groszek czerwony. Eksperymentowałam na nim baaaardzo. Najpierw musiał sobie radzić w rolkach po papierze toaletowym, a potem wybujałe siewki wsadziłam pod wierzbę między inne byliny znacznie rozrośnięte. Miał się z założenia piąć po pniu i palikach podtrzymujących. Ale bez wielkich nadziei sadziłam. Wytrzymał twardziej. I zakwitł. Na czerwono:)
Pozostając jeszcze przy tej rodzinie, to muszę wspomnieć o fasoli ozdobnej, która rośnie jak oszalała i owija się o wszystko, co napotka. Walczy z nią jabłonka ozdobna, śliwa wiśniowa 'Pissardi', liatria chyba się poddała. A kalina wygląda, jakby zakwitła po raz drugi:)


Nagietki w tym roku z kolei jakieś biedne. Te podpędzone z domowego siania nawet posadziłam w donicy, by ładnie zapomarańczowiły taras, ale jakoś biednie wyglądają. Wyciągają się nienaturalnie, kwiaty jakieś mniejsze, mączniak się rzucił na potęgę. Połowę plantacji więc już wyrwałam. Reszta podcięta. Zobaczymy, co pokaże. Ale podchodzę bez sentymentów.
 Podobnie zresztą do nasturcji. Nie wiem, czy to mi się upodobania zmieniają, czy ten rok dla niektórych roślin mniej przyjazny jest, a przez to nie pozwala im się rozwinąć w pełnej okazałości, by nacieszyły me oko. Otóż przy tarasie ustawowo nasturcja została pożarta przez gąsienice jakiegoś motyla. Na inne rzuciły się mszyce. Wiem, że taka jest zwykle ich rola w warzywniaku, ale na kwietnej rabacie mszycowe rośliny mnie już chyba nie bawią. Mam wrażenie, ze gdyby ich nie było, to mszyc też by nie było. Byłyby u sąsiadów lub na działkach za płotem... No ale kolor kwiatów nadal mnie urzeka na potęgę...
No i tytoń ozdobny jeszcze siałam. Jest cudny. Cudnie pachnie, ubarwia mi zieloną trochę obecnie rabatę. Wprawdzie wiatry i ostatnie ulewy położyły biedaka, ale i tak jestem na "tak". Tylko dotykać go nie lubię, bo się klei do rąk i potem dłonie są lepkie.
 Zawiodłam się natomiast na dzwonki irlandzkim. Miał mieć 70 cm kwiatostany o ciekawym kolorze. A są? rachityczne roślinki, bez wyrazu, wykrzywione, niemrawe, chwastowe. Większość już wyrzuciłam. Kilka zostawiłam dla spokoju sumienia i z ciekawości, co tez jeszcze może się z nimi wydarzyć. Płonne nadzieje, że cokolwiek.


 No i teraz czas, by się przyznać, że zapomniałam wysiać dwuletnie. A tak chciałam malwy i łubin. Ech. Ale wysieję jeszcze, może akurat w dobrym momencie fazy księżycowej to zrobię i wyrosną jeszcze na dorodne okazy? Co jeszcze mogłabym wysiać?

05 kwietnia 2013

Koniec zimowego lenistwa. Siejemy jednoroczne!

Przecież wiosna kiedyś musi przyjść, prawda? Według prognoz już w przyszłym tygodniu ma się ocieplić, więc nie ma na co czekać! Trzeba siać jednoroczne kwiaty, bo maj przyjdzie i tak, wiosna i lato też.
Nie patrząc na śnieg za oknem wyciągnęłam mój nowiutki zestaw doniczkowy:). Zakupiłam go wstępnie z myślą o mężu, by za bardzo nie męczyć go chaosem na parapecie. Ale ostatecznie doszłam do wniosku, że to bardzo dobry sposób na ekonomiczne wykorzystanie przestrzeni. Wiadomo, że tej za wiele nie mam, a jednak kasetoniki łatwiej ustawić niż dziesiątki pojedynczych doniczek.



Tak więc zabrałam się wieczorem ostro do pracy. Siałam, aż mi się... ziemia skończyła. Tego nie przewidziałam.
Co poszło w ziemię?
- nagietki - nie za wiele, bo większość wysieję po prostu do gruntu, ale żeby chociaż część szybciej zakwitła, to planuję podpędzić uprawę w domu.
- astry fioletowe - w ub. r. sprawdziły się tak sobie, ale może w złym miejscu je posadziłam... lubię jednak je w wazonie.
- cynie wytworne - nasiona zebrałam z dużych okazów, więc na okazałe efekty liczę:)
- heliotrop - uwielbiam jego miodowy zapach.
- tytoń narcyzowy - ciekawa jestem, jak się będzie komponował:)
- dzwonki irlandzkie - zaintrygowały mnie ich zielone kwiatostany.
- biała ślazówka - wspomnienie miłej rozmowy z myślą o zacienionych nieco fragmentach ogrodu.
- kobea pnąca, sępota pnąca (Cobaea scandens) - znalazłam ją przypadkowo na jednej z magicznych nasionkowych ścian. Fioletowe duże kwiaty w kształcie kielicha, dorasta do 3 m, okrywa pięknie pergole. Zakwita w lipcu, ale boje się, czy nie za późno ją wysiałam, bo wyczytałam w magicznym internecie, ze powinno się ją już siać w lutym. Cóż. Zobaczymy.
- groszek pachnący o kolorze czerwonym - w sam raz na boczna "ognistą" rabatę.

A poza tym? Siewki poziomek nabierają kształtów, podobnie jak lobelia, ale jeszcze maleństwa są takie, że boję się je ruszać.

A na innym parapecie robi mi się gąszcz werbeny patagońskiej. Zaskakuje mnie na każdym kroku. Dzisiaj tym, że... ma już paki kwiatowe:) Albo natura wariuje, albo wiosna przyjdzie szybciej, niż nam się wydaje.

08 marca 2013

Deżawi i historia ze ślazówką w tle

Minus 20 stopni? To nie może być prawda! Mam nadzieję, że synoptycy i tym razem się mylą, bo na razie prognoza na najbliższe dni mnie przeraża.
A tymczasem za oknem znowu biało. Mogłabym powklejać zdjęcia, które robiłam w grudniu i wyglądałoby prawie tak samo. Tylko że wtedy nie było jeszcze wyrastającej chmary tulipanów i krokusów, pąków gotowych do kwitnienia na kalinie ani młodziutkich liści traw.
Byłam w Castoramie po dodatkową agrowłókninę i zaraz idę opatulać co bardziej napęczniałe rośliny.
Przy okazji wizyty w sklepie odbyłam bardzo sympatyczną rozmowę ze starszą panią przy kolorowej ścianie z nasionami. Szukała białej ślazówki.
Gdy jej pomogłam, zaczęła opowiadać. - Bo wie pani, długo szukałam jej, a bardzo mi zależało. Bo to piękna roślina. Z różowych pozbierałam w ub. r. sporo nasion, ale białych nie mam, a biała ma dużo większe kwiaty niż mieszańce różowe. Ładnie się rozkrzewia, wszędzie urośnie i bardzo długo trzyma się w wazonie. Jak pani ma gdzieś kawałek miejsca, to polecam. Na pewno się pani nie zawiedzie - zachwalała. - To taki kwiat mojej młodości - dodała.
 
http://galeria.swiatkwiatow.pl/zdjecie/slazowka-letnia,105221,3749.html

I chociaż też pozbierałam nasiona różowej ślazówki, którą miałam w ogrodzie, kupiłam białe cudo - kwiat młodości. Niech opowieść ma ciąg dalszy...

Ślazówka letnia (Lavatera trimestris) 'Mont Blanc' - to jednoroczna roślina, bardzo łatwa w uprawie. Mozna wyciac ją w marcu lub kwietniu w domu albo w maju od razu do ziemi. W ub. r. jej różowa kuzynka zaskoczyła mnie, bo wysiałam pod jabłonką i zapomniałam o niej, gdy pewnego dnia zobaczyłam tłum małych siewek o okrąkłych listkach. Szybko urosły i zaróżowiły zakątek na całe lato.
Odmiana 'Mont Blanc' ma białe kwiaty, rzadko spotykane u ślazówek. Podobni kwitnie bardzo obficie aż do jesieni.
Ślazówki rosną wszędzie, ale preferują miejsce półcieniste i lekką glebę. Gdy mają za dużo jedzenia, idą w liście, a nie kwiaty. Warto o tym pamiętać nawożąc rośliny w sezonie. Aby się nie przechylała (sięga do 80 cm), warto ją podeprzeć lekko.

11 lutego 2013

Cierpliwość - rzecz nabyta

Uczę się cierpliwości, bo takiej cechy nie mam, niestety, a przydaje się chociażby w ogrodzie. Kilka dni temu, gdy się nieco ociepliło, poczułam wiosenny zew i już niecierpliwie zaczęłam porządkować ogród, rozgarniać osłony, cieszyć się młodymi listkami. Cieszyłam się bardzo z tego, że ta moja niecierpliwość została nagrodzona. A okazało się, że nie do końca. Teraz znowu jest mroźno. Młode listki pewnie ostro dostaną w kość, o ile w ogóle przetrwają. Martwię się też o niektóre rośliny, które podobnie, jak ja, nie mogły się doczekać do wiosny i teraz wystawiły się na działanie minusowych temperatur. Mogą całe zmarnieć.
Pewnych rzeczy jednak nie należy przyspieszać, by potem nie żałować. Albo nie biegać w przyspieszonym tempie po ogródku i przykrywać to, co się wcześniej ładnie poodsłaniało. Dlatego warto mieć pod ręką geowłókninę czy korę, albo nie usuwać całkowicie osłon, tylko w cieplejsze dni lekko odsłaniać, by potem móc szybko zareagować i opatulić na nowo.
Cierpliwości lekcja druga - sianie. Jak wspominałam, już zasiałam jednoroczne z długim kiełkowaniem: lobelię, szałwię, tunbergię. Wiem, że na ich wzejście będę musiała jeszcze trochę poczekać, ale codziennie sprawdzam, czy już już coś widać. Otóż nie widać i jeszcze przez dwa trzy tygodnie widać nic nie będzie - muszę się z tym pogodzić i wam to samo radzę. Tymczasem jednak można rozplanować, gdzie te jednoroczne posadzimy.
 Zacznijmy od mojej ulubionej lobelii przylądkowej (Lobelia erinus). To wyjątkowo piękna i wdzięczna roślina jednoroczna. Pięknie wygląda w niemal wszystkich kompozycjach. Mi najbardziej podoba się w srebrzysto-fioletowych zestawieniach np. z szałwią lekarską, bakopą o fioletowych kwiatkach i lawendą.
Kwitnie od maja do października, a nawet pierwszych przymrozków. Na zdjęciu poniżej lobelia w listopadzie.

O ile kiełkuje bardzo powoli i trzeba ją już wysiewać w lutym, to później z małej sadzonki szybko rozrasta się do pokaźnej kępy o delikatnych pędach i mnóstwem jaskrawo niebieskich kwiatków. Zresztą kwiaty mogą być białe, fioletowe, różowe, ale i tak mi najbardziej odpowiada klasyczny błękit. Taki kolor rzadko trafia się wśród ogrodowych piękności.

Uwielbia słońce, ale i równomierne podlewanie. Gdy to się jej zapewni, ozdobi każdy słoneczny zakątek, donicę, skrzynkę balkonową na cały sezon. No i, co dla mnie jest ogromnym plusem - przyciągnie pszczoły oraz motyle.
Po pierwszym kwitnieniu warto ją przyciąć, wtedy zakwitnie ponownie ze wzmożona siłą.
Szałwię okazałą (Salvia splendens), a właściwie jej nasionka, kupiłam ze względu na fioletowy kolor kwiatów, które pasować będą do mojej "chłodnej" kolorystycznie rabaty w kącie ogrodu. Dotychczas nie miałam jej w swoim ogrodzie, bo jej, bardziej popularne czerwony siostrzyczki, jakoś do mnie nie przemawiały. Fiolet o wiele bardziej.
Szałwia to ładnie rozkrzewiająca się roślina do ok. 40 cm wysokości. Podobno jest łatwa w uprawie. Pewnie dlatego sadzi się ją często w zieleni miejskiej. Lubi przepuszczalne, ale żyzne podłoże. Najładniej wygląda w grupach i tak własnie zamierzam ją posadzić. M. in. już widzę oczami wyobraźni dużą białą drewniana skrzynię, która stoi przy tarasie, obsadzona fioletowym kwieciem. No i lubią ja pszczoły. Też ją lubię:)
A tunbergia (Thunbergia alata)? To będzie moje drugie do niej podejście. W ub. r. nawet nie wykiełkowała. Zobaczymy, czy tym razem mi się uda. Trzymajcie kciuki za nią i za moją cierpliwość, bym wcześniej nie zaczęła grzebać patyczkiem w ziemi w poszukiwaniu kiełkujących nasionek. Bo to też i się zdarza:)

08 lutego 2013

Nasionami zasypana

Mam nasion, mam sporo. Pokazywałam już. Ale przecież nasion nigdy za wiele, więc ilekroć jestem w jakimś sklepie, gdzie nieopatrznie, albo i opatrznie ktoś wystawił stojak z nasionkami, muszę się przy nim zatrzymać, no po prostu muszę. Stąd sterta nasionek u mnie rośnie.
Głównie to rośliny, które siać można już w lutym, o innych pomyśle później. Stąd m. in. lobelia, szałwia, mieszanka sałat, poziomki. Przy okazji są oczywiście i inne. Z tym, że pomyślę o nich później, nie zawsze się udaje. Bo jakże tu przejść obojętnie obok cudnych maków wschodnich, dzwonków irlandzkich czy rumianku. No bo i rumianek kupiłam.
Przy okazji chciałam polecić bardzo sympatyczne miejsce - sklep ogrodniczy przy ul. Stromej w Zielonej Górze (zjazd z ul. Sienkiewicza, równoległa do Morelowej). Niepozornie wciśnięty między budynki, w sumie w trakcie rozbudowy. Na podwórzu sporo krzewów, ale przede wszystkim urzekł mnie przemiły starszy pan, pewnie właściciel i ogromny, dosłownie, wybór nasion różnych warzyw i ziół. Wystarczy, że wspomnę o sześciu co najmniej odmianach bazylii, o stewii czy innych rarytasikach nie wspominając. Tam też kupiłam nasiona brokułów na kiełki:) Już je zalałam wodą.
No i przy wejściu zobaczyłam szereg doniczek z kiełkującymi już cebulkami. Jak się okazało nie były to narcyzy, jak myślałam, ale cebulka dymka zasadzona na szczypiorek. Można więc sobie kupić gotowca już z malutką zieleniną, albo samemu ją posadzić (bo obok trzy kosze pełne cebulek). Wybieram opcję drugą:)
Przy jednej babraninie w ziemi. Bo dzisiaj sieję:)

23 stycznia 2013

Nasionowo - fasolowo

No to zrobiłam porządek w nasionach. Jakoś tak nasionowo ostatnio, ale taki czas.
Czas, by zaplanować nasadzenia - jak to mówią fachowcy. No to wyciągnęłam moje pudło z nasionami, do którego wrzucałam zawiniątka z ręczników papierowych kryjące zebrane przez całe lato i jesień nasiona i nasionka. Nazbierało się tego tyle, że nagle miałam z pięć pakuneczków kosmosu, mnóstwo nagietków i cynii. Bo to ta trójca przeważa u mnie zdecydowanie. 
Poukładałam, przesypywałam, sprawdziłam co mam. 

A co mam? Ano wspomnianych już cynii sporo: zwykłe, duże i malutkie. Od wyboru do koloru. Nagietków mnóstwo. Chyba obsieję nimi wszystkie wolne skrawki, podobnie jak kosmosami. Będą się musiały podzielić przestrzenią kolorystycznie. Nasturcji mam trochę, nie za wiele, Ale mam nadzieje, że jakieś wykiełkują z tych, co się może zaszyły w ziemi. Jeszcze ślaz, firletka, groszek pachnący, fasola pachnąca. 
Trochę ziół, łubin, malwa, słonecznik. Ale to już gotowce sklepowe. 
Ale chciałabym wrócić do groszku pachnącego i fasoli ozdobnej, której mam mnóstwo, a zważywszy, że z jednego nasionka wyrasta olbrzym, to mam ogromny zielony oręż w ręku. Już się cieszę na te zielone ściany i  tipi z fasoli:) Zobaczcie ich ubiegłoroczne wyczyny.
Powyżej ściana groszku pachnącego. Jak nazwa wskazuje, pachniało przy tarasie pięknie przez całe lato. Potem trochę się pokazał mączniak, ale i tak długo zdobiły płot, bardzo długo. A kwiaty zrywałam namiętnie do wazonika. Wyglądają ślicznie. 

Są rewelacyjne w obsadzaniu pergoli, płotów, robienie zielonych ścian sezonowych wprawdzie, ale zawsze dających cień i miłą intymność. 
Fasola ozdobna potrafi urosnąć nawet do kilku metrów. U mnie wiła się po płocie, ciesząc oko kwiatkami, a potem solidnymi strąkami na ponad 20 cm. W dodatku wybarwione liście fioletowej fasoli pięknie wyglądały na białym tle. Strąki tez były cudnie fioletowe. Po ugotowaniu jednak (bo są jadalne) stają się zielone. Trudno. Nie można mieć wszystkiego.
W tym roku planuję obsadzić cały płot i zrobię Marcie szałas obrośnięty fasolą. A tymczasem w styczniu można już siać tunbergię, pnącze o pięknych żółtych kwiatach z czarnym oczkiem. W ub. r. mi się nie udała. Nawet nie wykiełkowała. Spróbuję jeszcze raz. 

19 stycznia 2013

Gdy ogrodnik się nudzi, to..

...przesadza kwiatki w domu. No może przesada, bo nie wszystkie, które w domu się ostały, tylko zapowiadane już sadzonki, które aż się prosiły, by je porozdzielać, dać więcej miejsca, trochę podkarmić i dopieścić. Tym ostatnim zajęła się Marta, która delikatnie każdą sadzonkę powitała w nowej doniczce głaszcząc listki.
Mam jednak jeden kłopot: wizualno-estetyczny.  Nie mam fachowych doniczek do sadzonkowania, ani miejsca na palety sadzonkowe. Więc, uznając wyższość recyklingu nad konsumpcjonizmem, posadziłam moje sadzonki do doniczek z odzysku, a nawet pojemnikach po jogurcie. Za podstawki służą styropianowe tacki po mięsie czy warzywach. No i nie wygląda to zbyt pięknie, aż wstyd pokazywać (stąd małe zdjęcia:).

 A to przecież dopiero przedbiegi. Gdzie wiosenne sianie warzyw i kwiatów jednorocznych? Gdzie tłumy popikowanych roślinek czekających na "zimną Zośkę", by po niej wreszcie trafić do ogródka. Do połowy maja jeszcze szmat czasu. Więc mam szansę, aby się przygotować i wymyślić, jak poradzić sobie z brakiem miejsca na siewki i sadzonki, co zrobić, by te, które się gdzieś zmieszczą, wyglądały co najmniej przyzwoicie no i przy tym wszystkim nie stracić majątku na wymysły producentów mających jakoby pomóc ogrodnikom, szczególnie tym początkującym i małorolnym.
Ale, gdy wrzuciłam we wszystko wiedzącą wyszukiwarkę hasło "sadzonki na parapecie", to wyskoczyły różne cuda, m. in. dokładne instrukcje, jak hodować marihuanę. Większość informacji okraszonych było jednak zdjęciami, które łączy jedno - sadzonki czy siewki chyba nigdy nie będą super ładni wyglądać na parapecie. Chyba, że ktoś zrobi rewelacyjnie artystyczne zdjęcie. Ale na co dzień artystycznie i przez oko aparatu nie patrzymy, więc po co:)
Oto jak radzą sobie inni (zdjęcia z przeróżnych różnych stron z internetu, nie mojego autorstwa). Mnie oglądanie tych zdjęć dodało otuchy, że nie tylko ja mam totalny chaos na parapetach:).
Za doniczki mogą "robić" rolki po papierze toaletowym. Plus tego taki, że taką "doniczkę" można wsadzić do ziemi razem z rośliną nie uszkadzając jej systemu korzeniowego. Pełna ekologia i ekonomia.
Podobnie można robić ze starymi gazetami. Robimy ruloniki i już mamy doniczkę.
 Głównie jednak ludzie bazują na plastikach, których przecież w domu mnóstwo.


Z taką półeczką na sadzonki mój mąż chyba by mnie przegonił. Ale podziwiam:)
A na zdjęciach poniżej, jakbym widziała swoje okno:)



A na koniec fachowa szklarenka z przykrywką, by sadzonkom było cieplutko i wilgotno, podwójnym dnem, by woda nie zalewała młodych roślinek. I w ogóle cacy.
Ja chyba jednak spróbuję z tymi rulonami po papierze toaletowym:)

Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...