Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

06 marca 2022

Czy istnieje idealny ogród?

 

Wszystko obecnie musi być idealne: domy, stylizacje, obiady, dzieci, fryzura, paznokcie i ogrody. W tych ostatnich to wydzieliłabym jeszcze dodatkowe kategorie: idealne kalosze (te z firmy na H.), czyściutkie rękawiczki w kwiatki zakładane na idealny pedicure, w dłoniach najnowszy sprzęt fungiel nówka, rabatki pod linijkę, idealny trawniczek jak z Wimbledonu, pełny makijaż i w efekcie ogród jak z obrazka. Wszystko samo rośnie, samo się robi, nic nie kosztuje i jest rewelacja! 

I wiesz co? Bullshit! Ogrody w przeważającej większości tak nie wyglądają. Oczywiście są przepiękne ogrody, które w każdym skrawku są dopracowane, zadbane i cudne po prostu. Ale czy wszystkie na kolorowych zdjęciach w gazetkach czy necie do nich należą?

Zdjęcia można podretuszować, zrobić pod odpowiednim kątem, wybrać te miejsca, które w danym momencie i od określonej strony dobrze wyglądają. Wiem, co piszę, bo „robię” w ogrodach, mam swój i…też robię czasem zdjęcia. I uwierz mi, że zdjęcie tego samego miejsca na rabacie zrobione pod odpowiednim kątem zbiera ochy i achy, ale już to samo miejsce z innej perspektywy wcale tak cudnie nie wygląda. 

I nic w tym złego!!!

Ogród ma być przyjemnością, ma dawać radość, satysfakcję, być dla jednych siłownią pod chmurką, dla innych polem do eksperymentów, a jeszcze innych darmową telewizją, ładnym obrazkiem czy naturalnym spa. Ogród może spełniać wszystkie te funkcje. Przede wszystkim jednak nie spinaj się, że musisz, że ogród musi, że przyroda powinna, a natura to już zupełnie ma chodzić jak w zegarku. 

Zacznijmy od siebie. Popatrz z odrobiną czułości na siebie w tych w starych kaloszach męża, gdy wyskakujesz po pietruszkę w deszczu. Na rozwichrzoną czuprynę podczas przerzucania kompostu czy odrobinę ziemi za paznokciami po akcji przesadzania wielkiego bzu. Nie przejmuj się, że wolałaś wypić kawkę na tarasie niż wyplewić ten cholerny podagrycznik pod drzewem i teraz buszuje na połowie rabaty (zrobisz sałatkę czy poddusisz jak szpinak i po kłopocie).

Wychodząc wczesną wiosną do ogrodu można się załamać. No można. Ale wcale nie trzeba. I z takim nastawieniem zaczynam w tym roku moją przygodę z ogrodem. 

Aby potwierdzić swoje słowa poniże zdjęcia z tego samego dnia tej samyj rabaty pod płotem. Pierwsze niemal jesienna idylla w pełni, wystarczyło tak zrobić zdjęcie, żeby nie było widać tej części, która już tak idyllicznie nie wyglądała. A widać ją na kolejnych zdjęciach. To ta sama rabata, różnica kilkunastu sekund. Ale inny kąt robienia zdjęcia. 

I jest ok. Tak wygląda ogród, który żyje. Kilka tygodni wcześniej było inaczej. I właśnie tę zmienność, ale i niedoskonałość uwielbiam w swoim ogrodzie. 


Jesienne ujęcie idyllicznej rabaty.

A tu nieco inne jej oblicze. Tzw. słabszy profil ;)


#bezspiny #ogrodbezspiny #ogródbezspiny #beastudiozieleni


15 marca 2020

Planowanie w ogrodzie

Gdy przychodzi wiosna czujemy zwykle zew natury. Wraz z pierwszym słoneczkiem i kawą na tarasie wracamy do naszej ogrodniczej pasji i postanowienia, że w tym roku to już na pewno zajmę się ogrodem. I często jest tak, że nawet mamy chęci, nawet odrobinę zapału, chwytamy za sekator czy grabie i .... zatrzymujemy się w pół kroku patrząc na ten busz. Bo od czego zacząć? Przecież ta jabłonka nie wygląda jak ta z książki, co robić? Jak się połapać w tym gąszczu, w który od kilku lat nie wchodziłam? Jak rozpoznać co ciąć teraz, a co nie? Jak to ogarnąć, żeby nie zepsuć rośliny?
I w tym półkroku robimy w tył zwrot i już nas nie ma. Ogrom prac nas przeraża, przytłacza, odbiera radość z ogrodu. A tego przecież nie chcemy.

24 marca 2016

Kwiaty tej wiosny

Śnieżyczki i przebiśniegi niby takie delikatne, a wytrzymałe jak rzadko które kwiaty. Pierwsze do kwitnienia się wyrywają. Chłody, mrozy, wiatry - nic ich nie powstrzyma. Na swej cieniutkiej łodyżce pokołyszą jedynie z dezaprobatą, albo i filuternie kielichami białymi i tyle.
Moje niestety się zmarnowały, bo nieopatrznie urządziłam ptasią stołówkę na krzewie nad nimi i zostały zniszczone przez ptaki i zakradające się, ale na szczęście bezskutecznie, koty.
Mam jednak pomysł, jak je uchronić w przyszłym roku. Trzeba je przesadzić.
Łatwo je przesadzać i rozsadzać. I to właśnie teraz jest tego pora - gdy kwitną. Nawet w tym są nietypowe, bo zwykle okres kwitnienia jest objęty ogólnym zakazem ruszania rośliny. A tu nie, wręcz przeciwnie. Jednak gdy chcemy je przesadzić, musimy zadbać o to, by były wilgotne cały czas, żeby cebulki nie przeschły.
Lubią miejsca wilgotne, zaciszne, pod koronami drzew. Wczesną wiosną nie mają one jeszcze liści, wiec słońce dociera do malutkich cebulek ukrytych w ziemi.
Przebiśniegi kiedyś były uprawiane w ogrodach przyklasztornych. Obsypywano nimi obrazy Matki Bożej. Ale z czasem wyrwały się z okowów i o wiele lepiej się czują w naszych ogrodach, na leśnych polanach, nieużytkach nawet. Rozsiewają się doskonale i wędrują, gdzie chcą.
Co roku kusi mnie wycieczka do Rezerwatu Śnieżycowy Jar w Wielkopolsce, ale jeszcze tam nie dotarłam. Musi być tam cudnie o tej porze roku.
www.lopuchowko.poznan.lasy.gov.pl
W Anglii są wielbiciele przebiśniegów, którzy za jakąś rzadką odmianę gotowi są zapłacić nawet kilkaset funtów brytyjskich za cebulkę. To się nazywa miłość do roślin.
Ale wiosna nie próżnuje. Tuż za przebiśniegami czy śnieżyczkami z ziemi wyłaniają się krokusy, potem  narcyzy, szafirki, hiacynty, tulipany... no i zaczyna się bal, feeria kolorów i zapachów.
Ale zanim to wszystko pojawi się w ogrodzie, na pewno wielu z Was, w tym i ja, umila sobie czas podpędzanymi cebulowymi z marketów. Z tych pierwszych zostały mi już tylko oklapnięte, przekwitłe kwiaty miotły.
Pamiętacie moje kompozycje z lutego?
Teraz wyglądają tak...


I co z nimi? Wysadzam w ogród, bo tam cebulki nabiorą wigoru i sił, by zakwitnąć ponownie w przyszłym roku. Jeśli nie mamy ogródka, a nie chcemy wyrzucać roślin to mamy dwa rozwiązania:
- wydajemy takie trochę wyeksploatowane rośliny komuś, kto ogródek ma
- trzymamy rośliny na balkonie czy tarasie, nawozimy, podlewamy, by się wzmocniły, gdy zżółkną liście wyciągamy cebulki i je czyścimy, bo zasadzić ponownie we wrześniu do pojemników.
Natura nie lubi jednak próżni. W miejsce przekwitłych cebulowych pojawiają się bratki, brateczki moje ulubione. Wybieram zwykle te o małych kwiatach, bo bardziej mi się podobają i są mniej wrażliwe na kapryśną przecież jeszcze pogodę. Deszcz po prostu ich nie niszczy tak szybko. W tym roku wykorzystałam trawy, które uświetniały już ubiegłoroczne donicowe kompozycje i wytrzymały zimę w pojemniku. Można je też łączyć z innymi wiosennymi kwiatami. Do tego pięknie wyglądają gałązki, mech, kamyki... Nic, tylko się bawić:)



 







Dla mnie zestaw najlepszy - prostota w czystej formie!

A oto stroik wielkanocny, który przygotowałam z Martą jako upominek. Moim zadaniem było posadzenie roślin (miniaturowe narcyzy, białe bratki, trawa-chwast z ogródka, trochę mchu z zacienionej rabaty i kilka gałązek wierzby)

 A oto efekt końcowy z Marty wielkanocnym przystrojeniem.

No i tym akcentem życzę wszystkim wesołych świąt, wiosennego nastroju, samych miłych spotkań i życzliwych uśmiechów.

11 marca 2016

Nasionami wiosna się nam zaczyna

Jeszcze dni kilka do tej kalendarzowej, jeszcze ranki mroźne nieco, ale już czuć ją w powietrzu, już słychać w zaroślach, pachnie nią podczas każdego spaceru, widać niemal na każdym skrawku ziemi i nieba.
Widziałam tydzień temu parę bocianów koło Krosna Odrzańskiego. No poczułam wiosnę. A na dokładkę tego samego dnia przyuważyłam pędzącą jak rakieta srokę z gałązką w dziobie. No wiosna jak nic.
Uwielbiam ten czas napięcia, gdy rankiem zaglądam w rabaty szukając kiełkujących tulipanów, pękających pąków bzów czy forsycji. Tę radość z każdego krokusika, który przebił się przez gąszcz innych roślin, każdego szafirka nieśmiało wychylającego swoją główkę z rozetki liści. Nie mogę doczekać się, kiedy pękną pąki pigwowca, które przyczaiły się przy furtce.
Ruszyłam w teren. Z sekatorem oczywiście. Dłonie grabiały, chociaż miałam podwójne rękawiczki. Ale czas na cięcie najwyższy. Zasada podstawowa, główna i w sumie jedyna: jeśli coś kwitnie przed czerwcem - NIE TNIEMY! Resztę i owszem, i tak. Szczególnie gdy chcemy mieć ładne kwiaty, duże liście, zgrabną formę, Cięcia się nie bójmy.
Ale najbardziej popalić mi dały trawy ozdobne. Modne są, piękne są, bezproblemowe są, dużo ich. No tak i teraz czas, by je ścinać. Ciężka praca, ale wiem, że potem mi to wynagrodzą. Wiem... ale dłonie i tak bolą od siekania sekatorem....
Teraz jest czas nie tylko na sprzątanie, grabienie, ale też na kreowanie, przesadzanie, rozsadzanie, dzielenie bylin, formowanie. Ta praca da nam efekty przez cały sezon.
W ramach relaksu gorąca czekolada na tarasie z widokiem na oblegany przez sikory i mazurki krzew kaliny bodnantskiej. Nie dosyć, że kwitnie magicznie, pachnie, to jeszcze pozawieszałam na niej kule z nasionkami dla ptaków. Już nie powinno się dokarmiać, a więc kul coraz mniej i coraz rzadziej, ale jakiż to relaksujący widok szarżujących sikor bogatek i czupurnych modrych.
A w tak zwanym międzyczasie sieję. Już kiełkują astry w pudełkach po mleku przeciętych na pół. I jeszcze "starcy" i cynie. I pojemników pojawia się coraz więcej. I wcale nie wyszukane, czaderskie szklarenki czy rozsadniki, ale takie, które mam pod ręką (i których mąż mój własny nie posprzątał z garażowych półek, bo już za dużo ich tam poskładałam:)
No i sieję rzeżuchę. Schodzi błyskawicznie.
Już planuję które byliny dzielę, rozsadzam, przesadzam. Lubie ten ferment, oj lubię:)

17 lutego 2016

Wiosenne wariactwo? Nie dajmy się zwariować!

Ja wiem, wiem. Słoneczko nieco przygrzało, pierwsze kiełki się pojawiły, pączki nabrzmiały, ptaszki zaświergoliły i już ruszylibyśmy w ogrody, w ziemie, w nasiona, w rozsady.
Na wielu blogach aż roi się od porad jak siać, gdzie siać, co siać. Jak przycinać, co przycinać itp.
Już powoli wszyscy ogrodnicy zaczynają wiosenne wariacje: przycinanie, sianie, przesadzanie, rozsadzanie itp. Przyznaję, że sama też już z sekatorem wyszłam w ogród i, korzystając, że kubeł na śmieci był pusty), zaczęłam porządki z moimi trawami. A że mam ich sporo, postanowiłam rozłożyć na etapy.
Jednak radzę spokój. Nie dajmy się zwariować. Przede wszystkim wstrzymajmy się jeszcze z wysiewami do końca lutego chociaż. Chyba, że mamy profesjonalny ogród zimowy z dobrym światłem (sztucznym) czy wypasioną szklarnię. Na parapetach jest jeszcze za ciemno. Siewki nam się zmarnują. A przynajmniej prawdopodobieństwo jest większe, bo absolutnie Wam tego nie życzę.
Jeszcze poczekajmy z tym szałem prac, z tym wiosennym wariactwem. Jeszcze odpoczywajmy i ogrodowi tez dajmy odpocząć. Przecież sezon ogrodniczy tak niedawno się dopiero zakończył.
Ale to nie znaczy, że mamy odpoczywać w bezczynności. Podejrzewam, że i u Was jeszcze sporo zaległości do nadrobienia.
Zrobiłam więc rachunek sumienia i przyznaję - nie wyczyściłam narzędzi. Teraz mam na to czas. Jeszcze w planie na najbliższe dni mam przygotowanie drewnianych skrzynek na kwiaty, przygotuję hotel owadzi, może budkę lęgową.
Owadzi hotel z ub. r. powędrował do zaprzyjaźnionego ogrodu warzywnego przy Miejskim Przedszkolu nr 30 w Zielonej Górze.

Jeśli już nie możemy wytrzymać bez grzebania w ziemi i kwiatków, to postawmy na bratki. Niewielkie przymrozki im niestraszne. Po chłodniejszej nocy będą wyglądać trochę jak "wczorajsze", ale dojdą do siebie.

Można też próbować ze stokrotkami, chociaż tych jeszcze nie widziałam nigdzie do kupienia.

Podpędzane żonkile, hiacynty czy krokusy, których masa jest w marketach, do wystawiania na zewnątrz się nie nadają. Z nich możemy robić kompozycje domowe, tarasowe (na noc lepiej schować do domu). Po przekwitnięciu oczywiście można je przechować i jesienią wysadzić do gruntu, by w przyszłości (raczej nie w kolejnym roku) znowu pokryły się kwiatami.
Z przycinaniem też jeszcze trochę się wstrzymajmy. Odrobinkę. Jeśli sekator nam się po nocach śni, to można robić porządki z trawami, szczególnie mozgami i Trzcinnikami, które już zaczynają wypuszczać młode zielone liście, a przymrozki młodym nie zaszkodzą.
Z grubszych rzeczy to ewentualnie można ruszyć w stronę agrestu i porzeczek, czerwonej i białej. Czarną zostawmy w spokoju. Na razie:)

Co do siania. Cóż, jak mus, to mus. Na większości opakowań są dokładnie wyznaczone terminy, kiedy można siać. I warto ich przestrzegać, bo nie wzięły się z kapelusza.
Można się jednak do tych wysiewów przygotować. Oto kilka rad:
- NASIONA - o nasionach nie mówię, bo wiadomo, każdy sieje co chce:)


- POJEMNIKI - można siać w różne pojemniki. Wcale nie są nam potrzebne jakieś specjalistyczne krążki, szklarenki itp. Kiedyś ich nie było, a jakoś rozsady się robiło. Wykorzystać można to, co mamy w domu. Fajnie sprawdzają się pudełka po warzywach z marketów, pudełka po mleku czy sokach odpowiedni nacięte, tacki różnego rodzaju. Lepiej by nie były zbyt głębokie, bo kiełkujące maleństwa nie potrzebują wiele miejsca, a gdy będzie za dużo luźnej ziemi, nasionka opadną za głęboko i trudno im będzie wykiełkować.

Pamiętajmy o oznaczeniu, co my tam wysialiśmy, bo pamięć można mieć doskonałą, ale takich rzeczy się po prostu nie pamięta:)


- ZIEMIA - najlepiej wybrać ziemię specjalistyczną do siania czy pikowania.
- SIANIE - lepiej siejmy mniej niż więcej, ale gdy nam za grubo ręka pójdzie, to przerwijmy rośliny, albo przepikujmy. Lepiej mieć mniej roślin, ale zdrowych i dorodnych, niż nieco więcej, ale rachitycznych, krzywych i byle jakich. Przynajmniej ja z takiego założenia wychodzę.

 Przykryjmy nasionka lekko, leciusieńko. Wiele roślin lubi, gdy nasionka niczym nie są przykryte, wtedy można je potraktować drobnym grysem lub wermikulitem. Przepuszcza światło, nieco przytrzymuje wilgoć i przytrzymuje na miejscu nasiona.
- PODLEWANIE - podlewamy spryskiwaczem, żeby nie zniszczyć młodych siewek albo nie zmyć nasion w jedno miejsce.
- ŚWIATŁO - siewki potrzebują dużo światła, inaczej będą się wyciągać, zrobię się wiotkie, marne.

- WIETRZENIE - po posianiu warto przykryć naczynie folią, by utrzymywała stałą wilgotność, ale gdy siewki wyjdą na powierzchnię, trzeba wietrzyć naszą szklarenkę. I nie przelewać naszej uprawy, bo ziemia zacznie pleśnieć, a roślinki gnić.

A za oknem? No zima nam wróciła:)



19 kwietnia 2015

Nie nadążam. Za wiosną

Natura buzuje. Na całego. Codziennie inny ogród, inne rośliny, inny czas. Jeszcze kilka dni temu niektóre ledwo wyrastały z ziemi, dziś pysznią się pakami kwiatów. A tych w ogrodzie już mnóstwo - na kalinach, na jabłonkach, na szczypiorku, na bzach, na dąbrówce, na aronii, na... wymieniać można i można. Nawet na jarmużu, którego badyle zostawiłam na zimę po zebraniu liści. I co? Wyrosły nowe i z nimi pędy kwiatowe. Będzie na obiad jak znalazł:)
Kilka dni temu zrobiłam kilka zdjęć poglądowych do tematu - co trzeba zrobić w ogrodzie. Ale zanim zaczęłam cokolwiek robić, minęło kilka dni i zdjęcia już nieaktualne. Zresztą zobaczcie sami.
Szczypiorek przed kilkoma dniami...
 Ten sam szczypiorek dziś..


Kalina bodnantska jeszcze niemal bez liści z resztą kwiatów...

I dzisiejsza jej krasa:

Jabłoń ozdobna 'Ola' kilka dni temu:


I dziś:


Rabarbar w poniedziałek:

Rabarbar dziś:


 I fiołków mi przybyło... A przyznam się, że przywiozłam miesiąc temu od mamy sporą kępę fiołków z przeświadczeniem, że mam tak mało...:)
 


Dodam tylko, że te maleństwa to też fiołki:) Szukają sobie miejsca, gdzie się da, nawet w szparach w chodniku...

I jeszcze kilka wiosennych obrazków:
Trzcinnik ostrokwiatowy 'Overdam' w wiosennej szacie. Kiedy inne trawy jeszcze śpią lub niemrawo zaczynają się budzić, on już na posterunku. 
 Podobnie jak hakonechloe z urzekającymi karminowymi łodyżkami:

A praca w ogrodzie? No tej mnóstwo. Praktycznie wszystko: przycinanie, nawożenie, karczowanie, sadzenie, pielenie. Lista zadań dłuuuuuga. Powoli się zabieram, a tymczasem siadam na tarasie lub przechadzam się z kubkiem kawy i gapię się oniemiała z zachwytu dla przyrody. Jak dobrze, że znów jest wiosna:)

23 lutego 2015

Cięcie traw - czas na sianokosy!

Już myślałam, że w tym roku sezon wybitnie szybko rusza z kopyta. Przecież jeszcze luty w pełni, a tu już wiosenne prace gonią jedna za drugą. Skąd to wiem? Wyszłam sobie na przechadzkę po moim ogródku w kawą w dłoni - tak lubię:) Chciałam zobaczyć, co mnie czeka, zaplanować rabaty, nacieszy się przy okazji słońcem. Gdy przechodziłam przy trawach, coś mnie tknęło. Zajrzałam w ich gąszcz, a tam już mnóstwo zielonych młodych liści! No to w połowie kawy ruszyłam pędem po sekator by ściąć trawy.




Podejrzewałam, że mozga to już na pewno wychodzi swymi różowo - białymi listkami spod żwiru, ale żeby rozplenica? Przecież to jedna z najpóźniej budzących się traw. Gdy zajrzałam w miskanty, wręcz się przeraziłam.
A że mam ich sporo (urok szeleszczących i szumiących łanów mnie rozbraja), czeka mnie kilka porządnych godzin cięcia. Dzisiaj rozprawiłam się z kilkoma kępami. Resztę zostawiłam na jutro. Nie będę miała wymówki:)
Wracając jednak do tego, że w tym roku znów wiosna szybko do nas zawitała, sprawdziłam wpis o podobnej tematyce sprzed roku (z dodatkowymi radami, więc polecam). Data? 11 lutego! NO dobra, chociaż rekordów nie bijemy, to i tak czas iść w trawy! Koniecznie!

12 lutego 2015

Budzimy się, budzimy! Mamy już przedwiośnie!

Nie, przebiśniegów w ogrodzie nie mam, ani śnieżyczek. Chociaż Marta pytała już w ubiegłym roku i obiecałam posadzić. Ale jakoś się nie złożyło. Nadrobię. Za to tulipany i narcyzy na potęgę wychodzą z ziemi, kalina bodnantska kwitnie. Ale to już w sumie było i z miesiąc temu o tym pisałam.
A dzisiaj? Dzisiaj przekroczyłam kolejny próg do wiosny - ruszyłam w ogród z sekatorem. A jakże! Bo jak mogłoby być inaczej, gdy słońce ogrzewało, ocieplało, wręcz... waliło po oczach z intensywnością godną majowego popołudnia? Na balkonowym termometrze 16 stopni na plusie. Toż to prawdziwa wiosna:)
I chociaż świadomam przecież, że to jeszcze nie to, że to zdradliwa pora, że nie należy się spieszyć, postanowiłam zrobić mały rekonesansik. No i nie wytrzymałam. Musiałam przyciąć.

Pod sekator poszła krzewuszka i jabłonka ozdobna. Ta druga dlatego, że zrobiło się pod nią za ciasno, więc musiałam podkrzesać jej spódniczkę (czyt. obcięłam kilka spodnich gałązek zostawiając koronę bez cięcia). A ta pierwsza - bo jakaś taka nieforemna przez cały ub. rok mi się wydawała i mało kwitła. No to ją przycięłam dosyć mocno, by pobudzić jaśnie pannę do wydania mnóstwa kwiatów.
Bo taka to zasada. Dla niektórych bardzo trudna i zbyt rygorystyczna, ale większość roślin lubi cięcie i potrafi to okazać zdecydowanie większą ilością kwiatów. Tak z wdzięczności za odciążenie jej zbędnym balastem niewyrosłych witek, niepotrzebnie powyginanych i ocierających się (czyt. kaleczących się wzajemnie) pędów.
Miałam pomocniczkę, a jakżę:) 

No i pozbierałyśmy przy okazji trochę liści, posadziłyśmy szczypiorek do donicy, by w domu szybciej wyrósł. Pogapiłyśmy się na wyrastające tulipany i powsłuchiwałyśmy się w trele ptaków. Cudnie...
Ale przed nami wiele jeszcze pracy. Do przycięcia są derenie, krzewuszki, wierzby o pstrych liściach, hortensje. Z trawami jeszcze trochę poczekam, chociaż niektóre już wypuszczają zielone pędy, trzeba być więc uważnym, by nie przegapić dobrego momentu i by nie było za późno.
Ale powoli, powoli. Przede wszystkim nie należy wszystkiego robić szturmem. I radze to nie tylko ze względu na niespodzianki pogodowe, które mogą się zdarzyć, ale ze względu na Wasze zdrowie! Tak tak. Rozleniwione nieco ciała po zimie odzwyczaiły się pewnie nieco od ciągłego schylania, dźwigania, cięcia, grabienia. Odpowiednie mięśnie muszą na nowo sobie przypomnieć ten tryb pracy. Więc na spokojnie, wieczorkiem rozciągamy się, szczególnie dbając o kręgosłup. U mnie sprawdza się pilates i pływanie. Ale każde rozciąganie się i nieobciążający sport jest dobry.
Pochwalcie się, czy już ruszyliście do ogrodów?
Dla przypomnienie, tutaj kilka rad, co robimy w lutym.

Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...