Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prace. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prace. Pokaż wszystkie posty

28 stycznia 2019

Jak nasiona mi się poukładały

Zima to wspaniały czas dla ogrodników i to nie dlatego, że mają wolne i mogą leniuchować - jak się niektórym wydaje. Zresztą większość z nas wręcz tęskni za plewieniem, kopaniem, przesadzaniem czyli tradycyjnym grzebaniem w ziemi. Doskonale rozumiem ten zew natury.

Jednak zima nie bez powodu jest naturalną częścią przyrodniczego kołowrotka. Ogród musi od nas odpocząć, po prostu.
Dzięki ujemnym temperaturom rośliny mają szansę na drzemkę i regenerację sił, by wiosną ruszyć z kopyta. Ale i dla ogrodnika to bardzo pracowity i potrzebny czas. Więc nie można omijać zimy w ogrodniczym planowaniu sezonu. Jeśli ktoś liczy sezon od wiosny do jesieni, po prostu gubi gdzieś ćwierć roku. Z wielką szkodą dla samego siebie i ogrodu.
Ale koniec teorii, czas na konkrety. 

23 listopada 2013

Zimno wszędzie, wieje wszędzie - o okrywaniu roślin słów kilka

Co roku zastanawiam się, czy lubię tę porę roku, czy nie. W tym roku lubię. Ale różnie bywa.
Ogród robi się szary, sterty suchych badyli wynoszę częściowo na kompostownik (ale już go zapchałam), a resztę do śmietnika (muszę porcjować sprzątanie, by w kuble zostało trochę miejsca na śmieci tradycyjne, a wywożą go raz na tydzień).
Ogołocone rabaty cieszą jeszcze gdzieniegdzie koralami berberysów, kaliny, jabłoni ozdobnej, wiotkimi liśćmi i źdźbłami traw, zeschniętymi kwiatami hortensji i kwitnącą nadal krzewuszką. Witalnością tej ostatniej to jestem wprost oszołomiona. Rośnie pod kuchennym oknem, przy którym zmywam, więc widuję ją często i cieszę się, że ją mam. Kwitną też nagietki, i to na "grubo" czyli niemal pełnymi kwiatami.

Ale idą przymrozki, więc pojawia się dylemat - czy już okrywać rośliny, czy jeszcze nie. Ogólna zasada jest taka, że okrywamy je gdy temperatura spada poniżej minus 5 stopni. Gdy zacznie się robić chłodniej, warto się zatem przygotować do akcji.
Przede wszystkim pozwalamy roślinom zasnąć. Nie nawozimy i nie przycinamy (ewentualnie usuwamy połamane suche gałęzie). Wiem, że wiele osób stosuje zimowe cięcie. Ja osobiście tego nie preferuję z kilku powodów. Przede wszystkim zimą roślina odpoczywa, więc i zabliźnianie rany jest bardzo ograniczone, a co za tym idzie - otwieramy bramę do ataku różnym grzybom chorobotwórczym. Bo przecież zimy są u nas różne, często jednak wilgotne, co sprzyja atakom chorób. Najlepiej, moim zdaniem, ciąć rośliny wraz z końcem zimy lub bardzo wczesną wiosną (luty-marzec), gdy niby jeszcze śpią, ale już szykują do nowego sezony, mają wiele sił witalnych, są wypoczęte po zimowym śnie i ze zdwojoną siłą ruszą wiosną.
W ogrodzie najważniejsze są teraz liście, a dokładniej - ich usunięcie. O ile na rabatach można sobie pofolgować nieco i poleniuchować (liście ochronią niektóre wrażliwsze byliny, ale mogą być tez siedliskiem gryzoni czy pędraków - wybór należy do Was), to z trawnika liście usuwamy obowiązkowo. Inaczej wiosną będziemy mieć brzydkie żółte plamy na naszym trawniku.
Wykopałam już bulwy dalii i zabezpieczyłam w pojemnikach z piachem. Sadzonki w donicach nocują w kuchni, bo ranki bywają już u nas białawe i oszronione. Jeszcze część czeka na znalezienie im miejsca pod dachem. Muszą wytrzymać. W sumie lekkie przymrozki roślinom nie szkodzą (chyba że to rośliny ciepłolubne, które już dawno powinny były powędrować do garażu czy piwnicy, z oknem oczywiście). Zadołowałam też donice, w których posadziłam tulipany, konwalie i krokusy. Do ziemi poszły też rośliny, dla których jeszcze nie znalazłam odpowiedniego miejsca w ogrodzie, więc na przeczekanie wsadziłam w ziemię razem z donicą.
Poidełko dla ptaków też już oczyszczone i schowane w garażu, a woda w zewnętrznym kranie zakręcona, no i nawadnianie wyłączone. Polecam "przedmuchanie" linii, bo szczególnie zraszacze trawnikowe mogą pod wpływem mrozu popękać)
To też dobry moment na rozłożenie kompostu wokół krzewów i bylin, by miały cieplej zimą, były zasilone od samiutkiej wiosny, a i kompostownik powinnam trochę opróżnić, bo pełen. A poza tym podczas przesadzania, wysadzania i takich tam innych "kopań" w ogrodzie porobiłam trochę dziur. Kompostem zatem też ładnie wyrównałam nawierzchnie rabat.
Co jeszcze mnie czeka? Osłanianie. Do osłaniania używamy najlepiej białej włókniny (nigdy nie czarnej!). Jeśli chodzi o cieniowanie, czyli osłanianie głównie roślin zimozielonych przed ostrym zimowym słońcem i wysuszającymi wiatrami, wystarczy cienka włóknina o gramaturze 18 gram, ale jeśli ma ona jednak też trochę ochronić rośliny przed chłodem, lepiej wybrać tę o gramaturze 50 gram.
Przyznaję, że jestem wygodna i trochę leniwa. Sadzę zatem głównie takie rośliny, które sobie poradzą z naszymi zimami. Faktem jest, że Zielona Góra leży w łagodnej pod tym względem części kraju, co sprzyja mojemu lenistwu. Są jednak rośliny, które warto ochronić i u nas. Tak na wszelki wypadek.
- róże  - kopczykujemy ziemia lub korą. szczepione na pniu delikatnie przyginamy do ziemi i osłaniamy, ale robimy kokony chroniąc miejsce szczepienia, bo to ono jest najbardziej wrażliwe
- kopczykujemy też kalmie, pierisy, różaneczniki, wrzosy - a zatem większość roślin zimozielonych. Górę osłaniamy delikatna geowłókniną
- budleje i hortensje bukietowe tylko kopczykujemy, bo nawet jeśli pędy przemarzną, rośliny doskonale odbijają z korzeni
- ketmie, hortensje ogrodowe i piwonie krzewiaste osłaniamy zdecydowanie dokładniej (kopczyk plus włóknina)
- lawenda kilkuletnia powinna sobie poradzić bez osłony, ale gdy zapowiadany jest ostry mróz, a śniegu nie ma, to lepiej ją osłonic cienka warstwą włókniny.
- Dobrze też stroiszem (gałązki iglaków) czy korą osłonić trochę byliny, które posadziliśmy późną jesienią. Niech chociaż w pierwszym roku mają sobie cieplutko.

A na koniec trzeba oczyścić narzędzia, naoliwić, wyprać rękawiczki, zrobić porządek w środkach ochrony roślin i nawozach. I tylko ... czekać do wiosny:)

30 października 2013

Pokazowa werbena, czyli jak robimy sadzonki

Straszy przymrozkami, więc pobiegłam ratować to, co jeszcze mogłam, a że najbardziej zależy mi na werbenach patagońskich, przycinając je do samej ziemi (wątpię czy odbiją, ale nic nie zaszkodzi mieć nadzieję) porobiłam sporo sadzonek. Już się boję, co będzie, jak zaczną wszystkie bujać z braku światła i wyciągać się niemożebnie. Sposób jest jeden - trzeba obcinać przyrosty na kilka centymetrów, a obcięte końcówki znowu wsadzać w ziemie i mamy kolejne sadzonki. 
Ale od początku. 
Teoretycznie wydawałoby się, że sadzonkowanie nie jest trudne. Dla tych, co robią to jednak po raz pierwszy - mała obrazkowa podpowiedź: 
Na sadzonki wybieramy młode pędy najczęściej wybijające z kątów liściowych. Nie powinny mieć pąków kwiatowych. Jeśli je mają, należy je po prostu usunąć. Jak widać na powyższym zdjęciu, mają różne długości, bo przecież w naturze nikt z linijką nie chodzi. Najważniejsze, by każda z sadzonek miała po 2-3 węzły, kolanka, czyli miejsca, z których wyrastają liście. Z tych miejsc też najszybciej wyrosną też korzenie. Dlatego to takie ważne.
Usuwamy teraz dolne liście. Można je oberwać, ale żeby nie skaleczyć łodyżki, można też je obciąć ostrymi nożyczkami czy nożykiem.
Teraz wkładamy je do doniczek z lekką ziemią (dodajemy po prostu trochę piasku do ziemi ogrodowej, można też kupić specjalną mieszkankę do sadzonkowania). Dziurki na łodyżki najlepiej robić patykiem czy palcem, by nie uszkodzić delikatnych sadzonek. Wsadzamy je tak głęboko, by co najmniej dwa kolanka były pod ziemią.
Teraz podlewamy i dbamy, by ziemia była stale wilgotna. I gotowe!

Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...