Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

12 lipca 2017

Letnie obrazki z ogrodu

Dzisiaj fotograficznie, bo padam po ogrodowych pracach. Ale satysfakcja z dobrze spędzonego czasu ogromna!
W wielu miejscach rabaty wyglądają niezwykle urzekająco  (przynajmniej dla mnie:). Są pełne, bujne, kwiaty się przenikają i łączą we wspaniałe kompozycje. Cześc roślin posadziłam jesienią na tzw. przechowanie. Ale zostały, bo wiosna zbyt szybko mi minęła. I tak obok siebie rosną liliowce, kosmosy, funkie, rudbekie, dalie, jeżówki, tojeść bulwiasta, gaura, trawy ozdobne... Czego tam nie ma ;)

25 sierpnia 2013

Wiejski, sielski i leniwy. A teraz powrót!

Budziły nas hałasy skrzydlatych stad bawiących się w berka wśród gałęzi starych lip. I zapach kawy parzonej. I świeżych bułek, jakich nigdzie indziej jeszcze kupić mi si nie udało. No i śmiechy dzieci, które ledwo śniadanie zjadły, już ciągnęły do ogrodu, po maliny, śliwki (do sąsiada, bo u nas jeszcze niedojrzałe) i gruszki. Potem kopanie z babcią ziemniaków, marchewki na obiad. Wybieranie główki młodej kapusty, która będzie najsmaczniejsza i konkurs na znalezienie największej dyni w gąszczu zielonych liści. (Wygrałam!!!).
Na zerwanie poczeka jeszcze kilka tygodni. Już planuję, co z niej zrobię :) 

Nie był to jednak czas całkowicie bezczynny. Bo oprócz ganiania, podjadania i wycieczek rowerowych robiliśmy z dzieciakami ciekawe rzeczy. Ze "śmieci" wyszperanymi w piwnicy i worku z makulaturą :)
Oto trzypiętrowy (bo każde piętro jednego z małych architektów) dom ze zjeżdżalniami do wielkiego basenu.
Kilka starych serpentyn przyklejonych do patyczka i zabawa na całego przez pół godziny. To się nazywa efektywne wykorzystanie materiału:)
A na deser monidło z kartonu po ... czymś sporym. Wstępnie w środku miał być smok, ale ze względu na moje ograniczone umiejętności ilustratorskie i niebezpieczeństwo, że o bycie smokiem będzie walka, powstał paź. Ostatecznie każdy był każdym:)
Sielski urlop w rodzinnej wsi za mną.
 Naładowana, wypoczęta, pełna pomysłów i z listą rzeczy do zrobienia wracam do domu, pracy i mojego ogródka. Przywitały mnie soczyste maliny w moim malutkim własnym zagajniczku i przesłodkie truskawki (mimo, że rosną w cieniu, bo maliny je zasłoniły).
I zapach heliotropu:)

14 sierpnia 2013

Hortensje - dlaczego nie kwitną?

Można ich nie lubić, mogą się komuś nie podobać, ale jedno trzeba przyznać - przyciągną wzrok każdego. Nie można bowiem obojętnie przejść obok ogromnych kwiatów, różnorodności liści. Tym bardziej, że kwitną przez całe lato do późnej jesienie. Każdy się na nie gdzieś natknie.
Zestawienie hortensji w Ogrodzie Botanicznym w Zielonej Górze

Przez wiele lat nie byłam zwolenniczką hortensji. Ale w dzieciństwie widziałam w ogrodach głównie hortensje ogrodowe (Hydrangea macrophylla). Pochodzą one z Japonii i Korei, nic więc dziwnego, że nasze zimy są dla nich za zimne. Zadziwiają tym, że można zmienić kolor ich kwiatów z różowego na niebieski. Wystarczy podlać specjalną odżywką.





Ale czasem kolor zmienia sama, szczególnie z niebieskiej na różowo. A że niebieski jest bardziej pożądany,
uchodzi to za typowa złośliwość natury:) Często się zdarza, że chociaż kupujemy piękność o błękitnych kulach, następnych latach mamy już tylko róż, róż, majtkowy róż, róż... Chociaż nie wiem, co byśmy robili.
Pojawiły się jednak w sklepach i szkółkach odmiany o pstrokatych liściach, kwiatach płonych, pełnych, przebarwionych z ciemnozielonymi naciekami czy też wręcz pstrokate. Jak się Wam podobają?



Często niestety jest tak, że zamiast dorodnych kwiatów w następnych latach hortensje tylko rozrastają się w wielkie kępy zielonych liści, a po kolorowych kulach ani śladu. Powód - przemarzanie. Pąki tej hortensji zawiązują się już jesienią, więc podczas naszych zim przemarzają. Czasem nie pomaga nawet przykrywanie, okrywanie i chuchanie.
Nie dosyć, że przemarzały, to wo dodatku ich "majtkowy" kolor jakoś do mnie nie przemawiał. Poza tym, często widywałam je na cmentarzach no i w kościele przy Bożym Grobie przed Wielkanocą. Raczej mało sympatyczne skojarzenia...
Potem poznałam jednak inne hortensje: krzaczaste (Hydrangea arborescens) i bukietowe czy tez inaczej - wiechowate (Hydrangea peniculata).

Krzaczaste szeroko się rozrastają, a latem mają mnóstwo ogromnych kwiatów w kształcie białych kul wielkości głowy. najbardziej znana do 'Annabelle' czy o nieco mniejszych kwiatach 'Grandiflora'. Krzewy te nawet przekwitając wyglądają ładnie, bo ich kwiaty z czasem zielenieją:), a i suche ładnie wyglądają w oszronionych ogrodzie.

Ważna uwaga - trzeba je podpierać, bo łatwo się łamią pod ciężarem kwiatów, szczególnie po deszczu. Najlepiej podpory zrobić już wiosną, gdy nie ma jeszcze gęstwiny liści.
Z kolei hortensje wiechowate dorastają do 2 m. Można je prowadzić w formie drzewka, mają sztywne pędy, a kwiaty w kształcie stożków. Wiele odmian dodatkowo cieszy tym, że przekwitające kwiaty, zwykle białe lub kremowe, zmieniają kolor na różowy, czasem bardzo intensywny.
Krzewy są mało kłopotliwe, rosną w słońcu i cieniu, ale trzeba im zapewnić sporą ilość wody, szczególnie tym rosnącym w słońcu. Najlepiej jednak czują się osłonięte koronami drzew lub w sąsiedztwie sporych krzewów w półcieniu.
Ważne jest przycinanie krzewów na wiosnę - krzewiaste można przycinać nisko nad ziemią - wtedy roślina odwdzięczy się nam dorodniejszymi jeszcze kwiatostanami. Bukietowe zaś przycina się w młodości, by krzew się zagęścił. Wtedy też zaczynamy formować ewentualne drzewko. Potem pędy ścinamy każdej wiosny do ok. 1/3 długości.
A oto kilka obrazków tych pięknych roślin:




No i została jeszcze hortensja pnąca. Nie, nie zapomniałam o niej, ale o pnączach innym razem...
 

09 sierpnia 2013

Siane, siane i wyrośnięte? Co wyszło z nasionek

Pamiętacie opowieść starszej pani o białej ślazówce? Przekonywała mnie, że mnie ta roślina nie zawiedzie. I rzeczywiście nie zawiodła. 
Z jednego nasionka wyrosła mi spora roślina obsypana mnóstwem wielkich białych kwiatów wyglądających bardzo elegancko na tle ciemniejszych liści. 
Jestem urzeczona i na pewno pozbieram nasionka, a dodatkowo kupię jeszcze co najmniej z paczkę wiosną przyszłego roku.
 "Wynalazków" nasienno-roślinnych miałam jeszcze kilka. Pierwszy raz siałam lobelię. Zwykle przerażało mnie to, że trzeba wysiewać ją bardzo wcześnie, długo trzymać, pikować. A gdy zobaczyłam maleństwa, jakie wyrosły, skazałam niemal na zagładę. Wreszcie ulitowałam się i popikowałam. Aby się zabezpieczyć, kupiłam na ryneczku dwie sadzonki. No i teraz dwie podpędzane sadzonki zmarniały już na amen, a moje, po dłuższej chwili zastanowienia, ruszyły z kopyta. Są silne, bujne, kwitną mocno, chociaż to jeszcze nie koniec ich możliwości. Jestem z siebie dumna patrząc na nie:)  

Mniej zadowolona jestem z groszku pachnącego. Wprawdzie pnie się, po czym może i zaczyna kwitnąć, ale w porównaniu z ubiegłorocznym, to jakoś mizernie wygląda. Może dlatego, że to z nasion zebranych własnoręcznie, a nie kupionych? Ale w czym moje miałyby być gorsze od sklepowych, no w czym?

Posiałam też groszek czerwony. Eksperymentowałam na nim baaaardzo. Najpierw musiał sobie radzić w rolkach po papierze toaletowym, a potem wybujałe siewki wsadziłam pod wierzbę między inne byliny znacznie rozrośnięte. Miał się z założenia piąć po pniu i palikach podtrzymujących. Ale bez wielkich nadziei sadziłam. Wytrzymał twardziej. I zakwitł. Na czerwono:)
Pozostając jeszcze przy tej rodzinie, to muszę wspomnieć o fasoli ozdobnej, która rośnie jak oszalała i owija się o wszystko, co napotka. Walczy z nią jabłonka ozdobna, śliwa wiśniowa 'Pissardi', liatria chyba się poddała. A kalina wygląda, jakby zakwitła po raz drugi:)


Nagietki w tym roku z kolei jakieś biedne. Te podpędzone z domowego siania nawet posadziłam w donicy, by ładnie zapomarańczowiły taras, ale jakoś biednie wyglądają. Wyciągają się nienaturalnie, kwiaty jakieś mniejsze, mączniak się rzucił na potęgę. Połowę plantacji więc już wyrwałam. Reszta podcięta. Zobaczymy, co pokaże. Ale podchodzę bez sentymentów.
 Podobnie zresztą do nasturcji. Nie wiem, czy to mi się upodobania zmieniają, czy ten rok dla niektórych roślin mniej przyjazny jest, a przez to nie pozwala im się rozwinąć w pełnej okazałości, by nacieszyły me oko. Otóż przy tarasie ustawowo nasturcja została pożarta przez gąsienice jakiegoś motyla. Na inne rzuciły się mszyce. Wiem, że taka jest zwykle ich rola w warzywniaku, ale na kwietnej rabacie mszycowe rośliny mnie już chyba nie bawią. Mam wrażenie, ze gdyby ich nie było, to mszyc też by nie było. Byłyby u sąsiadów lub na działkach za płotem... No ale kolor kwiatów nadal mnie urzeka na potęgę...
No i tytoń ozdobny jeszcze siałam. Jest cudny. Cudnie pachnie, ubarwia mi zieloną trochę obecnie rabatę. Wprawdzie wiatry i ostatnie ulewy położyły biedaka, ale i tak jestem na "tak". Tylko dotykać go nie lubię, bo się klei do rąk i potem dłonie są lepkie.
 Zawiodłam się natomiast na dzwonki irlandzkim. Miał mieć 70 cm kwiatostany o ciekawym kolorze. A są? rachityczne roślinki, bez wyrazu, wykrzywione, niemrawe, chwastowe. Większość już wyrzuciłam. Kilka zostawiłam dla spokoju sumienia i z ciekawości, co tez jeszcze może się z nimi wydarzyć. Płonne nadzieje, że cokolwiek.


 No i teraz czas, by się przyznać, że zapomniałam wysiać dwuletnie. A tak chciałam malwy i łubin. Ech. Ale wysieję jeszcze, może akurat w dobrym momencie fazy księżycowej to zrobię i wyrosną jeszcze na dorodne okazy? Co jeszcze mogłabym wysiać?

08 sierpnia 2013

Królowe letnich rabat - liliowce

Łatwe w uprawie (urosną niemal wszędzie, chyba tylko skalniak odpada), kolorowe, czasem bajecznie upstrzone i chociaż nazywane są kwiatami jednego dnia (po jednym dniu kwiat rozkwitły usycha), to kwiatów jest na tyle dużo, że rabata przez całe lato mieni się kolorowymi trąbkami. Liliowce są po prostu niezawodne. A jeśli wykażemy choć odrobinę zainteresowania nimi (wody i nawozu), to odwdzięczą się z ogromną siłą. Warto liliowce w ogrodzie po prostu mieć. 
Są odmiany nieduże, do 30 cm, np. 'Stella d'Oro' dla tych, których przerażają teorie, że liliowce to się tak rozrastają, że okiełznać nie można. 
Ale są i wyższe znacznie wyższe (do 120 cm). Wszystkie jednak są bardzo wytrzymałe i radzą sobie doskonale nawet w ekstremalnych warunkach. Przykład? Jesienią ub. r. zauważyłam, że ktoś wyrzucił przy leśnej drodze karpy liliowców. Planowałam je pozbierać i posadzić, ale jakoś tak długo to trwało, że doszłam do wniosku iż już nic z nich pewnie nie zostało, bo korzenie na wierzchu wywalone, całe połamane. Potem śnieg je zasypał i zapomniałam. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy wiosną zauważyłam jak spod sterty liści wystają liliowcowe liście. Tym razem już nie czekałam długo. Wzięłam je do wiaderka (w sumie musiałam wykopać, by korzeniami z boku chwyciły się już mocno podłoża!!!) i przesadziłam do ogródka. Odwdzięczyły się pięknymi dużymi żółtymi kwiatami. Wprawdzie nie kwitły długo, ale bardzo ładnie. No i już widzę, że się zadomowiły na dobre, bo wypuszczają boczne liście. Pewnie za rok czy dwa będę nimi obdzielała sąsiadów i znajomych:) 
A wiecie, że liliowce bardzo łatwo się krzyżują i przy odrobinie szczęścia można wyhodować własną odmianę? Za bardzo nie wiem, jak to się robi, bo nigdy się w hodowle i krzyżówki hodowlane nie bawiłam (tylko na studiach w pracowni in vitro, ale tam "bawiliśmy" się bananowcami i muchołówkami), ale doczytałam, że od zapylenia do kwiatu czeka się nawet 3-4 lata i nigdy nie wiadomo, czy efekt będzie zadowalający. 
Zwykle w naszych ogrodach króluje liliowiec Hemerocallis fulva, odmiana pospolita i gęstej szybko rozrastającej się kępie liści i pomarańczowych kwiatach na wysokich łodyżkach. Znawcy twierdza, że to nieciekawa odmiana, tym bardziej, że do wyboru są tysiące odmian piękniejszych, ciekawszych z kwiatami o średnicy nawet 20 cm. 
Są odporne na choroby. Szkodników tez raczej nie zauważyłam na nich. Najlepiej wyglądają w kępach.
U mnie rośnie jeszcze  'Crimson Pirat' 
i 'Red Magic'. Tak przynajmniej były opisane w szkółce:). 
Warto się rozejrzeć, by cieszyły oko, ale i podniebienie. Kwiaty liliowców obsmażane na głębokim tłuszczu są przysmakiem kuchni orientalnej. Czyli piękne z pożytecznym. 

12 lipca 2013

Polnych kwiatów uroki niezaprzeczalne

Zachwycamy się wypielęgnowanymi rabatkami, trawnikami jak na w ogrodach angielskiej królowej, przystrzyżonymi żywopłotami... ale co rusz natura pokazuje nam pazurki, nie pozwala o sobie zapomnieć i wskazuje, że chyba nie tędy droga do równowagi. I niewidzialna ręka sieje w naszych ogródkach pokrzywy, lebiody, mniszki... Ich prawdziwy urok dostrzegli już niektórzy projektanci wplatając rośliny, uznawane dotychczas za chwasty, w kompozycje rabatowe. O ile w Anglii, mateczniku europejskiego ogrodnictwa, wielu chwastów już po prostu nie ma i ich obecność w ogrodzie może stanowić na prawdę oryginalny element, to u nas jeszcze (na wielkie szczęście) chwastów jeszcze trochę żyje w naturalnym środowisku. Wystarczy pójść na spacer na łąki, pola, do lasu. Teraz jest moment, gdy natura aż bucha różnorodnością i dzikością. Jest cudna...


Byłam na takim spacerze niedaleko Kożuchowa. Jechałam z jednej wioski do drugiej i nie mogłam się napatrzeć na kolorowe pobocza. Wjechałam w boczna dróżkę i nie zważając na poranną rosę i mokre do kolan spodnie (nie wspominając o przemoczonych butach) ruszyłam na spacer miedzą. Oto żniwo:)
Ależ potem pachniało w samochodzie rumiankiem. A ileż owadów przywiozłam przy okazji do domu:) Chociaż odchorowałam ten spacer w mokrych butach, to i tak się opłacało. Piękny czas, tylko dla mnie. A bukiet oszołomił i zachwycił wszystkich, którzy go widzieli. 

Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...