Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

04 grudnia 2015

Przygotowań do świąt ciąg dalszy

Nastała moda na własnoręcznie robione kalendarze adwentowe. A jeśli nie własnoręcznie, to przynajmniej odchodzące od sztampy kolorowych pudełek z wyrobem czekoladopodobnym na każdy dzień , które już od początku listopada można kupić w sklepach za kilka złotych.
Oczywiście wybór jest coraz ciekawszy i większy. Od materiałowych krasnali wielkości człowieka za kilkaset złotych po proste, drewniane konstrukcje ze zgrzebnymi woreczkami (wcale niewiele tańsze:).
Można też kalendarz przygotować samemu. Inspiracji w necie mnóstwo, nawet nie będę się siliła na podpowiedzi, bo wystarczy wpisać hasło i wyskakują setki propozycji. Wszystko zależy od umiejętności, ilości czasu i chęci, a nawet funduszy. No i miejsca, bo, nie ukrywam, to w moim przypadku też miało znaczenie - gdzie ten kalendarz będzie wisiał czy stał przez cały miesiąc.
O takim kalendarzu myślałam już w ub. r., ale spóźniłam się i nie zdążyłam, tym bardziej, że babcie obstawiły wnusię czekoladowymi kalendarzami.
W tym roku postanowiłam, że postanowienie zostanie zrealizowane. Oczywiście myślałam o realizacji na spokojnie dając sobie dużo czasu, ale wyszło jak najczęściej - nieco w pośpiechu i po nocach. Radości jednak miałam i tak mnóstwo przy przygotowaniach.
Oto efekt:
 Kalendarz, jak widać na załączonym obrazku, zrobiłam z niezawodnych rolek po papierze toaletowym, do tego patyk z ogrodu, trochę wstążek. W "cukierkach" niespodzianki (drobne ozdoby świąteczne, drobiazgi plastyczne, małe słodkości) oraz nieodzowne karteczki. Z jednej strony "zadanie" typu pieczenie ciasteczek, ubieranie choinki, przygotowanie kartek świątecznych czy upominków dla najbliższych, po roraty, rozmowa o dobrych uczynkach i zaplanowanie takich, mikołajkowa sesja zdjęciowa (u babci nad morzem - ciekawa jestem efektu:), przysmaki dla ptaków, spanie przy choince,nauka kolęd czy robienie piernikowego domku. Z drugiej strony coś, co chcieliśmy powiedzieć córce, by o tym pamiętała, że jest dla nas najważniejsza, że uwielbiamy się z nią wygłupiać, że wymyśla najlepsze piosenki na świecie itp. itd.
Jednym z zadań było przygotowanie papieru do pakowania świątecznych prezentów. No to było stemplowanie z ziemniaczanych pieczątek. Zabawy sporo:) Polecam!


 





 

Kolejne zadania przed nami. Chcecie relację?

28 listopada 2015

Dekoracje zimowe i świąteczne - łatwo, tanio, szybko

Dzisiaj rano przy porannej kawie przywitał mnie ogród przymrożony. Uwielbiam bowiem rano z kubkiem stanąć przy drzwiach tarasowych i pogapić się na ogród. Latem oczywiście w piżamie wędruję ścieżynkami między rabatami, w chłodniejsze czasy musi mi wystarczać tylko widok za szybą. Ten dzisiejszy (magiczny, mroźny, pobłyskujący w słońcu) nastroił mnie tak zimowo i klimatycznie, że postanowiłyśmy z Martą przystroić dom zimowo i świątecznie troszeczkę. Tak delikatnie na razie z myślą rozkręcenia się na dobre w miarę zbliżania się magicznej daty.
Zaczęłyśmy od śniegowych gwiazdek na oknie. Z papieru. Pojawiły się też elementy mikołajowe (żeby Mikołaj wiedział, że czeka na niego list na parapecie:).

Potem były stroiki na tarasie i na okno zewnętrzne:



Za "bazę" posłużyły donice, w których latem czy jesienią rosły rośliny jednoroczne. Przemarznięte jednoroczniaki można wyrzucić, ale byliny czy trawy zostawiamy. Może uda im się przetrwać do wiosny. Iglakowe gałązki będą bowiem nie tylko zimową ozdobą straszących pustką donic, ale też osłoną przed zimnem dla tych roślinek, które zostawiliśmy. Przyjemne z pożytecznym. 

 Jak pewnie łatwo zauważyć, użyłam tylko naturalnych "składników", które znalazłam w ogrodzie czy pobliskim lesie. Gałązki różnych iglaków (żywotników, świerków, cyprysików, sosen), szyszki, jabłuszka rajskie. Jeszcze kilka donic czeka na zimowe "ubrania".
Można wszystko oprószyć sztucznym śniegiem, bo na naturalny w wymaganej ilości możemy jeszcze trochę poczekać...
My jednak sztuczny śnieg postanowiłyśmy użyć do czegoś innego - zimowego miejskiego krajobrazu  na oknie kuchennym. Zwykle wisi tu tzw. zazdrostka. Dzisiaj zastąpiłyśmy ją śniegowymi domkami.  Najpierw taśmą wykleiłyśmy kontury domków z kominami, oknami, drzwiami. Potem "obsprejowałyśmy" wszystko tzw. mrozem w sprayu, ale efekt nie spodobał się nam za bardzo, więc całość poprawiłyśmy śniegiem. Z puszki.

Po wyschnięciu oderwałyśmy baaaardzo delikatnie taśmy.
 No i został jeszcze wieniec adwentowy. Jutro początek adwentu i okresu wyczekiwania z zapalanymi kolejno świecami. Na wieniec nie mamy miejsca, ale na stroik jak najbardziej:)
Wykorzystałyśmy stare pudło (przyjechało do nas z Hamburga kilka lat temu i już kilka razy ratowałam go przed unicestwieniem przez małżonka:). Do środka pianki florystyczne. Miałam tylko te na mokro, ale ich nie moczyłam, wykorzystałam na sucho.
 Aby świeczki nie przesuwały się nam w kompozycji, przymocowałam je wykałaczkami do pianek.
 Potem już tylko wtykanie gałązek. Marta okrasiła całość szyszkami i sztucznymi jabłuszkami.
 Na oknie prezentuje się tak, ale jutro podczas niedzielnego obiadu stanie na stole.
W poczekalni czeka jeszcze kalendarz adwentowy. Ale o nim nareszcie sza... kalendarzowe odliczanie zaczynamy we wtorek:)

22 marca 2015

Wiosenny zając, czyli dziecięce DIY

Przedszkolny konkurs po raz kolejny rozgrzał głowy niemal do czerwoności w poszukiwaniu pomysłów, co i jak zrobić. Tym razem tematem było zwierzątko świąteczne. Hmm, niby prościzna, ale człowiek chciałby być kreatywny nieco i wymyślić coś innego niż... sama nie wiem co. Marta wpadła pierwotnie na pomysł zajączka ze styropianowego jaja (które już mamy w domu), ale trzeba byłoby jeszcze dokupić drugie jajo lub kulę na głowę, a jakoś nie miałam po drodze do t=sklepu z takimi elementami. No to został internet i wyszukiwarka.
Kilka pomysłów mi się spodobało. Marta wybrała taki:

Wprawdzie mi osobiście bardziej podobały się szalony koguty, to decyzja córy była nadrzędna i nieodwołalna. Zabrałyśmy się do pracy.
Nie miałam białych torebek, ale miałam blok z białymi kartkami. Reszta też się znalazła i manufaktura białych zajączków ruszyła.





A to efekt ostateczny. Nam się podoba. Nawet bardzo:)


11 maja 2014

Jak owadom dobre lokum zrobić

Modne są ostatnio hotele owadzie. Modne. No i dobrze. Chociaż moda ogrodnicza przychodzi do nas z Zachodu zwykle z kilkuletnim opóźnieniem (i tak jest tym razem), to i tak lepiej późno niż wcale.
A o co w tym wszystkim chodzi?
Niektórzy dziwią się, że tak mi się spodobały te owadzie domki, bo po co w ogrodzie aż tyle robactwa, które bzyczy, gryzie i takie tam. A że tej zimy nie wymroziło owadów, to i tak będzie ich nadmiar. Ale to właśnie gdyby nie te bzyczące i z pozoru niebezpieczne owady, to nie byłoby jabłuszek, śliwek, gruszek, poziomek, porzeczek itd. itd. Z pędzelkiem chyba nikt nie ma zamiaru chodzić i zapylać kwiatków. Chociaż słyszałam, że w Chinach już tak się robi.
A wszystko to wina pestycydów. Coraz mniej pszczół, trzmieli, motyli i innych pożytecznych owadów. Stąd pomysł na domki dla nich, by miały się gdzie schronić i by zatrzymać je w ogrodzie jak najdłużej. Więcej o ratowaniu samych pszczół dowiecie się chociażby na stronie http://www.pomagamypszczolom.pl/
Korzyści są ogromne.
O zapylaniu już była mowa. Ale nie tylko owoce i nasiona zawdzięczamy owadom. Wiele z nich to także nasi sprzymierzeńcy w walce ze szkodnikami. Przykład? Złotooki czy biedronki. Ich larwy zjadają setki mszyc. Czy chociażby dlatego nie warto ich zaprosić do ogrodu? Ja tam wolę widok biedronek niż oblepionych pędów małymi obrzydliwymi mszycami (a już je widziałam na kalinach i na różach, brrr)
No dobra. Tyle gadania. Czas na robienie hotelu. Zdjęć w internecie jest mnóstwo. Pojawiły się też w marketach ogrodniczych i bardziej wyszukane z sklepach specjalistycznych. Można też je zrobić samemu. Wystarczy puszka, albo ucięta plastikowa butelka (chodzi o to by wnętrze nie zamakało), do której wkładamy patyki z dziurką w środku (kawałki bambusa, suche źdźbła traw) i domek dla pszczół murarek gotowy.
 Może to być też zwykła drewniana skrzyneczka, do której wkładamy patyki.
Albo konstrukcja może być większa. Wtedy łatwiej zadbać o więcej rodzajów owadów. Do poszczególnych skrytek można włożyć korę, słomę, szyszki, patyki, glinę ze słomą, w której robimy patykiem dziurki, pnie z nawierconymi otworami, pocięte puste łodygi malin, trzciny, bambusa. Warto zwrócić uwagę na to, że każdy z insektów lubi nieco inne schronienie. Różnorodność materiałów jest zatem dowolna (na pewno komuś coś przypadnie do gustu), ale tez nie warto z tą różnorodnością przesadzać, żeby się sąsiedzi nie kłócili. Aby tego uniknąć można zrobić kilka domków, każdy z innym "wkładem".
Domki zrobiłam i ja. No dobra, nie sama.
Najpierw zbijać pomagał mi starszy brat (dzięki:), a właściwie to on zbijał, ja tylko trzymałam.
Potem Marta pomagała mi przymocować z tyłu domków drobna plastikową siatkę (deska byłaby za ciężka przy takiej konstrukcji, a i tak wiedziałam, że hotel będzie przymocowany do ściany. Chodziło o to, by nie wypadało to, co do środka włożymy.
Do środka wkładałam już sama: szyszki zbierane w lesie, na spacerach i w ogrodach, słomę przywiezioną 300 km od rodziców, słomki z otworami w środku, które zbierałam wczesna wiosna przycinając trawy w ogrodzie i kosaćce, korę zebraną z ogródka. No i maż mój pomógł również, bo wiercił otwory w kawałkach drewna. Dla murarek.

Jeszcze tylko siatka, już grubsza metalowa nierdzewna, z przodu i hotele gotowe:
Na zdjęciu przymiarka w ogrodzie:
Nagroda (uśmiech blogerki znad komputera:) temu, kto zauważy pszczółkę na zdjęciu! bo była i była bardzo zainteresowana domkiem (kwiatami czosnku oczywiście również:)

Jeden powędruje lada dzień do Miejskiego Przedszkola nr 30 w Zielonej Górze, a drugi już kusi owady w ogrodzie zaprzyjaźnionego przedszkola w Cottbus.
Teraz muszę podobny dla siebie zrobić:)

Ale samymi domkami ich nie zatrzymamy. Trzeba też dać im coś jeść. Odpowiednie rośliny dają owadom pożywienie. Dostarczają pszczołom surowca do produkcji miodu (nektar, spadź i pyłek). A że rośliny miododajne kwitną długo, mają barwne i wonne kwiaty, nie powinnam mieć kłopotu, by Was do nich przekonać.
Co jest najcenniejsze? Berberysy, chabry, dąbrówka rozłogowa, głóg dwuszyjkowy i jednoszyjkowy, kocimiętka, ligustr pospolity, lipy, macierzanka, malina, melisa, miodunka, nawłocie, orliki, przegorzan, pysznogłówki, róże, szałwia lekarska, tojad, wiciokrzew, jabłonie, mlecze, lobelia.
Motyle uwielbiają budleję, lilaki, wiciokrzewy, róże, maliny, astry, chabry, jeżówki, lebiodki, floksy, lawendę i miętę. Owady przyciągną też cynie, onętki (kosmosy), maciejka, smagliczki i żeniszki.
Im więcej skorków, pająków, biedronek, tym mniej mszyc, przędziorków i innych szkodników.
Dla bzyg dobre są: koper, pietruszka i arcydziągiel, cynie, nagietki, kosmosy, kwitnące drzewa. Chwasty, np. mlecze czy pokrzywy, też mogą być. Nie dajmy się więc zwariować idei idealnego ogrodu bez grama chwastów.

08 maja 2014

DIY - szklarnia ze starych okien

Bracia postawili w ogrodzie szklarnię ze starych niepotrzebnych już okien. Pomysł stary niemal jak świat. Pamiętam takie szklarnie z dzieciństwa, a i teraz na działkach ich sporo jeszcze stoi. Ale okazało się, że okna, które brat ma w zanadrzu, nie są z tych małych, zwykle widzianych, ale z tych dużych, masywnych, wielkich. Oto efekty:
 Dach oczywiście jest z lżejszej folii na drewnianej konstrukcji. A okna można otwierać i uchylać, żeby się szklarnia wietrzyła.
 Sałata już dorodna, rośnie też kalarepa, pomidory, ogórki...
Podobno nie ma nic lepszego, ze pomidory ze szklarni. Aby uzyskać odpowiedni pomidorowy smak, muszą mieć dużo ciepła i słońca. No to czekamy na zbiory:)


Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...