Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sianie. Pokaż wszystkie posty

28 stycznia 2019

Jak nasiona mi się poukładały

Zima to wspaniały czas dla ogrodników i to nie dlatego, że mają wolne i mogą leniuchować - jak się niektórym wydaje. Zresztą większość z nas wręcz tęskni za plewieniem, kopaniem, przesadzaniem czyli tradycyjnym grzebaniem w ziemi. Doskonale rozumiem ten zew natury.

Jednak zima nie bez powodu jest naturalną częścią przyrodniczego kołowrotka. Ogród musi od nas odpocząć, po prostu.
Dzięki ujemnym temperaturom rośliny mają szansę na drzemkę i regenerację sił, by wiosną ruszyć z kopyta. Ale i dla ogrodnika to bardzo pracowity i potrzebny czas. Więc nie można omijać zimy w ogrodniczym planowaniu sezonu. Jeśli ktoś liczy sezon od wiosny do jesieni, po prostu gubi gdzieś ćwierć roku. Z wielką szkodą dla samego siebie i ogrodu.
Ale koniec teorii, czas na konkrety. 

11 marca 2016

Nasionami wiosna się nam zaczyna

Jeszcze dni kilka do tej kalendarzowej, jeszcze ranki mroźne nieco, ale już czuć ją w powietrzu, już słychać w zaroślach, pachnie nią podczas każdego spaceru, widać niemal na każdym skrawku ziemi i nieba.
Widziałam tydzień temu parę bocianów koło Krosna Odrzańskiego. No poczułam wiosnę. A na dokładkę tego samego dnia przyuważyłam pędzącą jak rakieta srokę z gałązką w dziobie. No wiosna jak nic.
Uwielbiam ten czas napięcia, gdy rankiem zaglądam w rabaty szukając kiełkujących tulipanów, pękających pąków bzów czy forsycji. Tę radość z każdego krokusika, który przebił się przez gąszcz innych roślin, każdego szafirka nieśmiało wychylającego swoją główkę z rozetki liści. Nie mogę doczekać się, kiedy pękną pąki pigwowca, które przyczaiły się przy furtce.
Ruszyłam w teren. Z sekatorem oczywiście. Dłonie grabiały, chociaż miałam podwójne rękawiczki. Ale czas na cięcie najwyższy. Zasada podstawowa, główna i w sumie jedyna: jeśli coś kwitnie przed czerwcem - NIE TNIEMY! Resztę i owszem, i tak. Szczególnie gdy chcemy mieć ładne kwiaty, duże liście, zgrabną formę, Cięcia się nie bójmy.
Ale najbardziej popalić mi dały trawy ozdobne. Modne są, piękne są, bezproblemowe są, dużo ich. No tak i teraz czas, by je ścinać. Ciężka praca, ale wiem, że potem mi to wynagrodzą. Wiem... ale dłonie i tak bolą od siekania sekatorem....
Teraz jest czas nie tylko na sprzątanie, grabienie, ale też na kreowanie, przesadzanie, rozsadzanie, dzielenie bylin, formowanie. Ta praca da nam efekty przez cały sezon.
W ramach relaksu gorąca czekolada na tarasie z widokiem na oblegany przez sikory i mazurki krzew kaliny bodnantskiej. Nie dosyć, że kwitnie magicznie, pachnie, to jeszcze pozawieszałam na niej kule z nasionkami dla ptaków. Już nie powinno się dokarmiać, a więc kul coraz mniej i coraz rzadziej, ale jakiż to relaksujący widok szarżujących sikor bogatek i czupurnych modrych.
A w tak zwanym międzyczasie sieję. Już kiełkują astry w pudełkach po mleku przeciętych na pół. I jeszcze "starcy" i cynie. I pojemników pojawia się coraz więcej. I wcale nie wyszukane, czaderskie szklarenki czy rozsadniki, ale takie, które mam pod ręką (i których mąż mój własny nie posprzątał z garażowych półek, bo już za dużo ich tam poskładałam:)
No i sieję rzeżuchę. Schodzi błyskawicznie.
Już planuję które byliny dzielę, rozsadzam, przesadzam. Lubie ten ferment, oj lubię:)

17 lutego 2016

Wiosenne wariactwo? Nie dajmy się zwariować!

Ja wiem, wiem. Słoneczko nieco przygrzało, pierwsze kiełki się pojawiły, pączki nabrzmiały, ptaszki zaświergoliły i już ruszylibyśmy w ogrody, w ziemie, w nasiona, w rozsady.
Na wielu blogach aż roi się od porad jak siać, gdzie siać, co siać. Jak przycinać, co przycinać itp.
Już powoli wszyscy ogrodnicy zaczynają wiosenne wariacje: przycinanie, sianie, przesadzanie, rozsadzanie itp. Przyznaję, że sama też już z sekatorem wyszłam w ogród i, korzystając, że kubeł na śmieci był pusty), zaczęłam porządki z moimi trawami. A że mam ich sporo, postanowiłam rozłożyć na etapy.
Jednak radzę spokój. Nie dajmy się zwariować. Przede wszystkim wstrzymajmy się jeszcze z wysiewami do końca lutego chociaż. Chyba, że mamy profesjonalny ogród zimowy z dobrym światłem (sztucznym) czy wypasioną szklarnię. Na parapetach jest jeszcze za ciemno. Siewki nam się zmarnują. A przynajmniej prawdopodobieństwo jest większe, bo absolutnie Wam tego nie życzę.
Jeszcze poczekajmy z tym szałem prac, z tym wiosennym wariactwem. Jeszcze odpoczywajmy i ogrodowi tez dajmy odpocząć. Przecież sezon ogrodniczy tak niedawno się dopiero zakończył.
Ale to nie znaczy, że mamy odpoczywać w bezczynności. Podejrzewam, że i u Was jeszcze sporo zaległości do nadrobienia.
Zrobiłam więc rachunek sumienia i przyznaję - nie wyczyściłam narzędzi. Teraz mam na to czas. Jeszcze w planie na najbliższe dni mam przygotowanie drewnianych skrzynek na kwiaty, przygotuję hotel owadzi, może budkę lęgową.
Owadzi hotel z ub. r. powędrował do zaprzyjaźnionego ogrodu warzywnego przy Miejskim Przedszkolu nr 30 w Zielonej Górze.

Jeśli już nie możemy wytrzymać bez grzebania w ziemi i kwiatków, to postawmy na bratki. Niewielkie przymrozki im niestraszne. Po chłodniejszej nocy będą wyglądać trochę jak "wczorajsze", ale dojdą do siebie.

Można też próbować ze stokrotkami, chociaż tych jeszcze nie widziałam nigdzie do kupienia.

Podpędzane żonkile, hiacynty czy krokusy, których masa jest w marketach, do wystawiania na zewnątrz się nie nadają. Z nich możemy robić kompozycje domowe, tarasowe (na noc lepiej schować do domu). Po przekwitnięciu oczywiście można je przechować i jesienią wysadzić do gruntu, by w przyszłości (raczej nie w kolejnym roku) znowu pokryły się kwiatami.
Z przycinaniem też jeszcze trochę się wstrzymajmy. Odrobinkę. Jeśli sekator nam się po nocach śni, to można robić porządki z trawami, szczególnie mozgami i Trzcinnikami, które już zaczynają wypuszczać młode zielone liście, a przymrozki młodym nie zaszkodzą.
Z grubszych rzeczy to ewentualnie można ruszyć w stronę agrestu i porzeczek, czerwonej i białej. Czarną zostawmy w spokoju. Na razie:)

Co do siania. Cóż, jak mus, to mus. Na większości opakowań są dokładnie wyznaczone terminy, kiedy można siać. I warto ich przestrzegać, bo nie wzięły się z kapelusza.
Można się jednak do tych wysiewów przygotować. Oto kilka rad:
- NASIONA - o nasionach nie mówię, bo wiadomo, każdy sieje co chce:)


- POJEMNIKI - można siać w różne pojemniki. Wcale nie są nam potrzebne jakieś specjalistyczne krążki, szklarenki itp. Kiedyś ich nie było, a jakoś rozsady się robiło. Wykorzystać można to, co mamy w domu. Fajnie sprawdzają się pudełka po warzywach z marketów, pudełka po mleku czy sokach odpowiedni nacięte, tacki różnego rodzaju. Lepiej by nie były zbyt głębokie, bo kiełkujące maleństwa nie potrzebują wiele miejsca, a gdy będzie za dużo luźnej ziemi, nasionka opadną za głęboko i trudno im będzie wykiełkować.

Pamiętajmy o oznaczeniu, co my tam wysialiśmy, bo pamięć można mieć doskonałą, ale takich rzeczy się po prostu nie pamięta:)


- ZIEMIA - najlepiej wybrać ziemię specjalistyczną do siania czy pikowania.
- SIANIE - lepiej siejmy mniej niż więcej, ale gdy nam za grubo ręka pójdzie, to przerwijmy rośliny, albo przepikujmy. Lepiej mieć mniej roślin, ale zdrowych i dorodnych, niż nieco więcej, ale rachitycznych, krzywych i byle jakich. Przynajmniej ja z takiego założenia wychodzę.

 Przykryjmy nasionka lekko, leciusieńko. Wiele roślin lubi, gdy nasionka niczym nie są przykryte, wtedy można je potraktować drobnym grysem lub wermikulitem. Przepuszcza światło, nieco przytrzymuje wilgoć i przytrzymuje na miejscu nasiona.
- PODLEWANIE - podlewamy spryskiwaczem, żeby nie zniszczyć młodych siewek albo nie zmyć nasion w jedno miejsce.
- ŚWIATŁO - siewki potrzebują dużo światła, inaczej będą się wyciągać, zrobię się wiotkie, marne.

- WIETRZENIE - po posianiu warto przykryć naczynie folią, by utrzymywała stałą wilgotność, ale gdy siewki wyjdą na powierzchnię, trzeba wietrzyć naszą szklarenkę. I nie przelewać naszej uprawy, bo ziemia zacznie pleśnieć, a roślinki gnić.

A za oknem? No zima nam wróciła:)



10 kwietnia 2014

Jak wiosna nam pędem ruszyła

Wystarczy spojrzeć raz w ciągu dnia za okno, by z całą stanowczością stwierdzić, że idzie nam w tym roku wszystko ze zdwojoną szybkością. Zdjęcia robione jeszcze kilka dni temu są dziś już niemal nieaktualne. A że dzieje się mnóstwo rzeczy i nawet na robienie zdjęć czasu za wiele nie ma, to tym bardziej zaskakuje mnie to, co widzę na ekranie (zgrane fotki) i to, co za oknem. Rośliny buchają wiosną na całego. Przez to i pracy w ogrodach mnóstwo: Od pielenia (chwasty ruszyły jako pierwsze), po zbieranie resztek liści, nawożenie, przycinanie, sadzenie, przesadzanie, dzielenie roślin, obsadzanie donic, wertykulowanie trawnika i... patrzenie na to wszystko.
No to należy się Wam małe sprawozdanie, co robiłam, gdy mnie nie było. Wcale nie leniuchowałam. I tak:
- w ogrodzie zasiane: pietruszka naciowa, rzodkiewka (trzymajcie kciuki, bo jeszcze ani razu mi się nie udała), buraczki, kolendra, sałata
- w donicach posadzone bratki (pomarańczowe pięknie pachną) komponujące się ładnie z turzycami włosistymi, posadzony też powojnik włoski przy tarasie, by osłonił głównie uczęszczany fotel, a u jego "nóg" posiałam nasturcje większe i pnące. Ciekawam ich bardzo.
- popikowane siewki tytoniu idą jak szalone, podobnie jak cynie białe i mieszane, astry białe i fioletowe,
- posiane w rozsadnikach kosmosy (już niektórym uszczknęłam czubki, bo się wyciągały za mocno, a lepiej nich się rozkrzewiają), nagietki (tabuny nagietków zresztą same mi się nasiały w ogrodzie. Będzie pomarańczowo:), buraki o czerwonych łodyżkach (bardziej w celach ozdobnych niż kuchennych),

- czeka mnie popikowanie lobelii. Ci, którzy widzą drobinki i nie wiedzą, jak to pikować, radzę się nie przejmować małymi listkami i cieniutkimi łodyżkami, W małym drzemie wielka siła, na prawdę. Po kilka siewek do pojemników i czekamy. Wyrosną cudnie. Zapewniam:) Sprawdziłam w ub. r.
- czekam z utęsknieniem na kwitnące jabłonki (pąków  tym roku mnóstwo)
Zapowiada się też rabarbarowe rekordowe zbiory. Liście nabierają wigoru, a co dopiero pędy:)
No i na koniec informacja, a raczej pochwalenie się nowym nabytkiem. Od niedawna nie schylam się już nad donicami, nie klęczę czy kucam przy przesadzaniu i pikowaniu. Zażyczyłam sobie urodzinowy prezent (wprawdzie urodziny za ponad miesiąc, ale co tam). I w tym szalonym pędzie zmian ogrodowych, on na razie się nie zmienia:) Oto on - wymarzony stół ogrodniczy:)

23 marca 2014

Sianie, sienie, sianie...

Niemal cały dzień stał pod znakiem nasion, siewek i siania. Ekipa Zielonogórskiego Towarzystwa Upiększania Miasta siała dzisiaj kwiaty z myślą o działaniach partyzanckich w najbliższych miesiącach. Nie mogłam dotrzeć z prozaicznej przyczyny (wyłączyłam dzisiaj z użycia kalendarz i po prostu... zapomniałam). Sianie wzięłam jednak sobie do serca i w domowych pieleszach nadrobiłam zaległości. W plastikowe pojemniki po pyzach, kluskach na parze, cebulkach tulipanów, rozsadniki, doniczki, czyli we wszystko, co miałam pod ręką, poszły nasionka: nasturcji, astrów, nagietków, cynii, kosmosów, a nawet złocienia maruny i buraka naciowego. Parapety zawalone do maksimum.
Przy okazji popikowałam też to, co mi już wyrosło. Głównie to astry i tytoń ozdobny.
O ile z astrami jeszcze jakoś sobie poradziłam, to tytoń mnie dobił. Przekonałam się po raz kolejny, że rada, by siać lepiej mniej niż więcej, jest zasadna. Setki, o ile nie tysiące siewek z lepkimi listkami, poplątane i delikatne jak nie wiem co, nie były łatwym partnerem przy przesadzaniu. Oj nie.

Zresztą na całą paletę rozsadnika zużyłam zaledwie 1/20 siewek. Może ktoś chętny?
Sadzenie i sianie rozpoczęło się już wczoraj, gdy podczas akcji Kolorowe Miasto organizowanej przez Fundację Lyada sadziłam z dziećmi kolorowe kwiatki do kolorowych puszek, siałam nasturcje i wtykałam cebulki na szczypiorek do różnych pojemników robiących za doniczki. W ten sposób powitaliśmy wiosnę w Zielonej Górze. Pozytywnych emocji mnóstwo! Relacja i więcej zdjęć tutaj.
Fot. Mścisław Brak Nazwiska
A na dokładkę Marta i jej puszka z bratkami. U nas też kolorowa wiosna:)

06 marca 2014

Magiczne nasionko - marzec czas siania

No i zaczęło się. Jeszcze nie na całego, jeszcze nie bez opamiętania, jeszcze z odrobiną obaw, czy nie za wcześnie, ale zaczęło się. Sianie. Adrenalina niemal na maksa. Dziwicie się? Dla mnie sianie nie jest czynnością uspokajającą, oj nie. Patrząc na te maleństwa wielkości główki od szpilki a czasem o wiele mniejsze i mając świadomość (z doświadczenia lub przeczytania na etykiecie), że z tej drobinki wyrośnie okazała roślina z liśćmi, kwiatami, nasionami. Będzie pachnieć, będzie mieć kolorowe kwiaty, będzie wabić owady. A wszystko zaklęte w takiej drobince.
Natura mnie oszałamia momentami. I chwila, gdy nasionko pada na ziemię, jest jednym z takich momentów. I potem to oczekiwanie, kiedy wykiełkuje, kiedy puści pierwsze listki, kiedy będzie można pikować, potem przesadzać. Całe to koło natury, mądrość każdej rośliny jest dla mnie czymś nieogarnionym, tajemniczym, przepięknym.
No to siejemy. Marzec aż woła, krzyczy - zasiej, wysiej, posiej! Bo nawet jeśli nie do końca wierzymy, że nam się uda, że dotrwamy do pikowania, sadzenia i cieszenia się efektami pracy, to warto wysiać. Nawet jeśli nie mamy ogrodu, a nawet balkonu, to warto wysiać. Coś. Cokolwiek. W mieście i najbliższej okolicy na pewno mnóstwo miejsc, w których jakaś roślinka by się przydała. Na pewno się nie zmarnuje. Tylko nie traćcie ochoty, tej wiosennej, najlepszej do działania!
Bo sianie, to cała magia ogrodnictwa - obserwacja rośliny od jej początku.
Siejemy do pudełka czy skrzynki lub tacki, wytłoczek po jajkach, puszek, tekturowych ruloników (aż dziw bierze, ile przedmiotów ukrywa swą role doniczki:). Wsypujemy kompostu z piaskiem lub grysem albo można kupić specjalną mieszankę do siewu w sklepach ogrodniczych. Wsypujemy jej do pełna. Uciskamy deseczką (lub palcami) ziemię, delikatnie rozsiewamy w miarę równomiernie nasionka. Lepiej za rzadko niż za gęsto.

Przesiewamy najlepiej sitem cienką warstwę ziemi na nasionka. Z tym sitem mi nie wyszło, bo moje kuchenne ma za małe oczka, a innego się nie dorobiłam jeszcze. Podrobiłam więc ziemię palcami.
Warto jednak pamiętać, że są takie nasionka, które tego nie potrzebują, a nawet nie lubią. To m. in. pomidory. Wtedy nasionka przykrywamy cienką warstwą perlitu, wernikulitu czy żwirku.
I wkładamy skrzyneczkę do pojemnika z wodą, żeby przez dziurki w spodzie woda wsiąkła w ziemię.
Podlewając z góry możemy po prostu zmyć nasionka i całe nasze misterne rozkładanie na nic.
Namoczone skrzyneczki nakrywamy folią, kawałkiem szyby, by było wilgotno. Wietrzymy codziennie, by pozbyć się zbierającej się wody. Zdejmujemy całkowicie folię gdy pojawią się pierwsze młodziutkie siewki. A gdy pojawią się pierwsze liście właściwe (nie liścienie) - pikujemy.
Nie trzymamy za łodyżkę przy przesadzaniu, ale za listek. To bardzo ważne, by nie zniszczyć delikatnych korzeni ani nie zgnieść łodyżki. Podważamy patyczkiem roślinę i przesadzamy.
Oto moje pierwsze siewy sprzed kilkunastu dni: tytoń ozdobny i astry (za bardzo na razie się nie różnią, ale już niedługo....):


Na parapecie grzeje się jeszcze lobelia, a w kolejce już niemal wszystkie letnie kwiaty. Oj, będzie się działo!

06 lutego 2014

Zwariowałam!

Czy to normalne? Czy ja jeszcze nie postradałam zmysłów? Mam trzy pudła pełne nasion! A dzisiaj kupiłam kolejne! Ograniczam się, jak mogę, ale...
No to w zapasie mam:
astry (3 rodzaje), słonecznik, firletkę, wilec, powój, ślazówkę różową, slazówkę białą, chaber bławatek, czarnuszkę, firletke chalcedońską, gipsówkę wytworną, malwy, maki, goździki ogrodowe, goździki brodate, żagwin różowy i niebieski, szałwię fioletową, szałwię muszkatołową, groszek ozdobny różowy, czerwony i mix, fasolnik egipski, facelię len trwały niebieski, len wielkokwiatowy czerwony, ogórecznik lekarski, złocień maruna, tytoń oskrzydlony, dzwonek brzoskwiniolistny, rącznik, tyroń narcyzowy, heliotrop, lobelie niebieska i różową, anagalis. No i pudło ze swoimi zbiorami nasiennymi, a tam paczuszki z nasturcją, nagietkiem, cyniami małymi i cyniami dużymi, firletką, fasola ozdobną, tytoniem ozdobnym, ślazówką, no i kosmosem, kosmosem i kosmosem:) Nie wypisuje tu juz rodzajów sałat, bazylii, ziół innych wszelakich i warzyw na wysiewkę.
Ufff
Tylko gdzie ja pomieszczę wszystkie rozsadniki i skrzyneczki z siewkami? hmmm Godne zastanowienia...

15 września 2013

Aby było co siać. O zbieraniu nasion słów kilka


No i znowu parapet obstawiony plastikowymi pojemniczkami z nasionkami. Bo zbieram. Tak. Znowu zbieram:) Co? Ano wszystko, co wydaje nasiona: nagietki, nasturcje,
 len czerwony
(bardzo mi się spodobały delikatne niby, ale niesamowicie wytrzymałe kwiatki),

tytoń ozdobny (zniewalająco pachnie, szczególnie wieczorami, ale ma nieprzyjemne lepkie liście. Cóż, coś za coś:)

cynie (cudnie dodają uroku i koloru zielonej o tej porze rabacie, nie przeszkadza im, ze rosną z tyłu, wyciągają się do słońca na ponad 1 m i wyglądają pięknie)
 no i ślazówka biała, która urzekła mnie na całego w tym roku.

Kiedy zbierać nasiona? Powinno się w słoneczny dzień, gdy już rosa obeschnie, a koszyczki z nasionami pięknie będą skrzyć się w słońcu. Kłopot w tym, że ostatnio zanim rosa obeschła już deszcz padał. Zatem gdy tylko trochę słoneczka ujrzałam, od razu w ogród z czym popadło i robiłam zbiory: malin (obradzają jak szalone, robię dżemiki na naleśniki, polewy, mrożę lub zjadamy na bieżąco), fasolki (reszta już, wyrwałam krzaczki i wrzuciłam na kompost, bo to wartościowe zielsko z azotem w korzeniach. Kto nie ma kompostu, to niech wytnie nadziemną część i wyrzuci, ale korzenie zostawi w ziemi z zgnicia) no i nasion. Suszyć po prostu będę dłużej i już.

Pierwsza partię nasion już dziś oczyściłam. Oczywiście ślazówka poszła na pierwszy rzut. Zachwycałam się misternością każdego koszyczka, który przypominał ślimaczka, kalafior, guzik. Pod podwójna firanką płatków schowany twardy guziczek kryjący pod sobą szereg małych ziarenek.
 Podobnie cudnie wyglądają beczułki z nasionkami lnu. Pękate z drobnymi rysami, jakby grzechotki dla niemowlaków.

 A kosmos? Najeżone kulki rozdziobywane przez ptaszki. Codziennie niemal obserwuję jak sikorki i mazurki, a czasem i kopciuszki bujają się na wiotkich przecież bardzo łodyżkach kosmosu i wydziobują nasionka. Chociażby dla tego widoku warto mieć kosmos w ogrodzie.

Zbieram nasion dużo z myślą o bombach nasiennych, przypadkowych wysianiach w mieście... zbieram się do tego od dłuższego czasu. Może wreszcie się zawezmę:) Kto zatem ma co i jak, niech zbiera, zbiera, zbiera:) 


09 sierpnia 2013

Siane, siane i wyrośnięte? Co wyszło z nasionek

Pamiętacie opowieść starszej pani o białej ślazówce? Przekonywała mnie, że mnie ta roślina nie zawiedzie. I rzeczywiście nie zawiodła. 
Z jednego nasionka wyrosła mi spora roślina obsypana mnóstwem wielkich białych kwiatów wyglądających bardzo elegancko na tle ciemniejszych liści. 
Jestem urzeczona i na pewno pozbieram nasionka, a dodatkowo kupię jeszcze co najmniej z paczkę wiosną przyszłego roku.
 "Wynalazków" nasienno-roślinnych miałam jeszcze kilka. Pierwszy raz siałam lobelię. Zwykle przerażało mnie to, że trzeba wysiewać ją bardzo wcześnie, długo trzymać, pikować. A gdy zobaczyłam maleństwa, jakie wyrosły, skazałam niemal na zagładę. Wreszcie ulitowałam się i popikowałam. Aby się zabezpieczyć, kupiłam na ryneczku dwie sadzonki. No i teraz dwie podpędzane sadzonki zmarniały już na amen, a moje, po dłuższej chwili zastanowienia, ruszyły z kopyta. Są silne, bujne, kwitną mocno, chociaż to jeszcze nie koniec ich możliwości. Jestem z siebie dumna patrząc na nie:)  

Mniej zadowolona jestem z groszku pachnącego. Wprawdzie pnie się, po czym może i zaczyna kwitnąć, ale w porównaniu z ubiegłorocznym, to jakoś mizernie wygląda. Może dlatego, że to z nasion zebranych własnoręcznie, a nie kupionych? Ale w czym moje miałyby być gorsze od sklepowych, no w czym?

Posiałam też groszek czerwony. Eksperymentowałam na nim baaaardzo. Najpierw musiał sobie radzić w rolkach po papierze toaletowym, a potem wybujałe siewki wsadziłam pod wierzbę między inne byliny znacznie rozrośnięte. Miał się z założenia piąć po pniu i palikach podtrzymujących. Ale bez wielkich nadziei sadziłam. Wytrzymał twardziej. I zakwitł. Na czerwono:)
Pozostając jeszcze przy tej rodzinie, to muszę wspomnieć o fasoli ozdobnej, która rośnie jak oszalała i owija się o wszystko, co napotka. Walczy z nią jabłonka ozdobna, śliwa wiśniowa 'Pissardi', liatria chyba się poddała. A kalina wygląda, jakby zakwitła po raz drugi:)


Nagietki w tym roku z kolei jakieś biedne. Te podpędzone z domowego siania nawet posadziłam w donicy, by ładnie zapomarańczowiły taras, ale jakoś biednie wyglądają. Wyciągają się nienaturalnie, kwiaty jakieś mniejsze, mączniak się rzucił na potęgę. Połowę plantacji więc już wyrwałam. Reszta podcięta. Zobaczymy, co pokaże. Ale podchodzę bez sentymentów.
 Podobnie zresztą do nasturcji. Nie wiem, czy to mi się upodobania zmieniają, czy ten rok dla niektórych roślin mniej przyjazny jest, a przez to nie pozwala im się rozwinąć w pełnej okazałości, by nacieszyły me oko. Otóż przy tarasie ustawowo nasturcja została pożarta przez gąsienice jakiegoś motyla. Na inne rzuciły się mszyce. Wiem, że taka jest zwykle ich rola w warzywniaku, ale na kwietnej rabacie mszycowe rośliny mnie już chyba nie bawią. Mam wrażenie, ze gdyby ich nie było, to mszyc też by nie było. Byłyby u sąsiadów lub na działkach za płotem... No ale kolor kwiatów nadal mnie urzeka na potęgę...
No i tytoń ozdobny jeszcze siałam. Jest cudny. Cudnie pachnie, ubarwia mi zieloną trochę obecnie rabatę. Wprawdzie wiatry i ostatnie ulewy położyły biedaka, ale i tak jestem na "tak". Tylko dotykać go nie lubię, bo się klei do rąk i potem dłonie są lepkie.
 Zawiodłam się natomiast na dzwonki irlandzkim. Miał mieć 70 cm kwiatostany o ciekawym kolorze. A są? rachityczne roślinki, bez wyrazu, wykrzywione, niemrawe, chwastowe. Większość już wyrzuciłam. Kilka zostawiłam dla spokoju sumienia i z ciekawości, co tez jeszcze może się z nimi wydarzyć. Płonne nadzieje, że cokolwiek.


 No i teraz czas, by się przyznać, że zapomniałam wysiać dwuletnie. A tak chciałam malwy i łubin. Ech. Ale wysieję jeszcze, może akurat w dobrym momencie fazy księżycowej to zrobię i wyrosną jeszcze na dorodne okazy? Co jeszcze mogłabym wysiać?

14 marca 2013

Nuda, ptaki w ogrodzie i siewki szukające słońca

Choć zestaw przeziębieniowy przygotowany i używany (o, jak ładnie się prezentuje:)
Marta chora kolejny dzień.
Między lekarstwami i bajkami ratujemy się malowaniem farbami co popadnie. Ostatnio padło na karton, który zamienił się w domek. Ciasny i zamykany na skobelek, ale jest. Zabawa przednia polecam, nawet tym bez chorujących dzieci:).

Za oknem zima w pełni: śniegi, mróz (dzisiaj nad ranem było -13 stopni!!!!), nieodpalone auto i zasypany podjazd. Sąsiad też zastrajkował i stwierdził, że odśnieżać nie będzie. I już. Do zimowej scenerii dołącza chmara ptaszków, głównie sikorek maści różnistej, która zlatuje się już nie tylko o poranku i w porze obiadowej, ale przez cały dzień. Dobrze, że mam zapas smalcu i słoninki, ale słonecznik właśnie mi się skończył i trzeba się zaopatrzyć w zapas. 
Wczoraj jednak nawiedził nad nowy gość. Leżałyśmy z Martą spokojnie na kanapie gapiąc się w telewizor, gdy nagle coś załomotało w tarasowe drzwi. Za firanką zobaczyłyśmy niewielkiego ptaszka z czarną przepaską na oczach, który wczepił się we framugę i tak wisiał chyba z 15 minut. Ne bał się ani nas zaglądających zza firanki, ani aparatu wymierzonego w siebie. Mrugał do nas w dodatku. Po jakimś czasie sobie poleciał.

Czy ktoś rozpoznaje delikwenta? Wcześniej go u nas nie widywałam, albo przynajmniej nie zauważyłam.
A tymczasem na parapecie robi się ciasno Rośliny walczą o światło, którego albo nie ma, albo jest tak ostre, że wypala delikatne listki. Werbena tak wyciągnęła w górę, że po raz drugi już poobcinałam wierzchołki i powsadzałam w ziemię. Chyba będę miała jej sporo w tym roku:)

Wzeszły poziomki, ale są tak drobniutkie, że nie wiem co z nich będzie. Podobnie lobelia, hmmm. I jak to pikować?

Radzi sobie szałwia w rulonikach i groszek pachnący, ale boje się, że wyciągnie się za mocno, bo ma mało słońca.

Musi jeszcze trochę odczekać i najwyżej będę przesadzać wcześniej niż powinnam. Ech, wiosno, gdzie jesteś?


04 marca 2013

Poziomki na start

Dzisiaj w planach mam zrobienie porządku z poziomkami. Tymi, które już rosną w ogrodzie, bo bardzo szybko opanowały sporą powierzchnię. Ale sumienia nie miałam jesienią ich wyrywać. Teraz pewnie też tylko je trochę poogarniam i niesforne zbyt ujarzmię odrobinkę. Bo szkoda mi ...
gaja99.folg.pl
Urokliwie wyglądają ze swoimi białymi kwiatkami przyciągającymi pszczoły. A gdy zaczną dojrzewać owoce - pachnie poziomkami w całym ogrodzie. Jeśli ktoś ma zacieniony kawałek, z którym nie może sobie poradzić, powinien posadzić własnie poziomki. Oczywiście, o ile lubi (ale chyba nie ma takich, co nie lubią:). Pięknie i użytecznie.
Mam też poziomki ozdobne. Te z kolei owoców mają malutko, ale za to mają bardziej wyraziste kwiaty, bo większe i różowe, a kwitną do pierwszych mrozów.
To łączy je z leśnymi? Inwazyjność, którą jednak szybko można poskromić kontrolując myszkujące we wszystkie strony odłogi. Można je tez zostawić lub obciąć i posadzić tam, gdzie chcemy. Przyjmują się z ogromną łatwością.
Chociaż spory fragment mojego ogrodu poziomki już opanowały, to zapragnęłam mieć takie dorodne, wielkie krzaczki, jak u sąsiada:) Rasowe hybrydy poziomkowe, by mieć choć odrobinę więcej owoców. Bo te, które miałam dotychczas, zanim dojrzeją, znikają w okamgnieniu w buzi Marty.
Wysiałam poziomki odmiany Regina (Fragaria vesca 'Regina'). To odmiana średnio wczesna, która podobno szybko rośnie tworząc kępy nawet do 30 cm. Owoce ma duże, stożkowate i pojawiają się przez całe lato i jesień. A tego mi właśnie trzeba.
Aby jednak jeszcze w tym roku móc się nimi cieszyć, trzeba wysiać je jak najszybciej, bo stosunkowo długo kiełkują (4-6  tygodni). U mnie na razie maluteńkie jakieś coś kiełkuje, że nawet moim aparatem za bardzo uchwycić nie daje rady, ale coś już jest:).
Gdy pojawia się siewki z 2-3 liskami - pikujemy.
Pierwsze owoce będę mogła zebrać już z czerwcu-lipcu, ale apogeum nadejdzie w przyszłym roku. Liczę na to!

Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...