Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slow life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slow life. Pokaż wszystkie posty

07 listopada 2014

Co z tym czasem zrobić?

Dzisiaj robiłam zakupy ozdób świątecznych. A z Martą robiłyśmy wieczorem świecidełka na choinkę. Kartonowe serduszka i choinki obklejałyśmy folia aluminiową. Marta podśpiewywała świąteczna piosenkę, której się uczyła na rytmice w przedszkolu, a w kominku strzelały iskry. Poprzewracało się nam trochę w głowach, a na pewno w kalendarzach. Ale lubię ten czas wolniejszy, taki mający swój zapach ognia w kozie, smak czerwonego wina pod ciepłym kocem. Takie trywializmy, które czyta się w każdym kolorowym pisemku i niemal na każdym blogu. Dajemy się wtapiać w klimat świąteczny już w połowie listopada. Ale mi wcale z tym nie jest źle. O ile nie towarzyszy mu pęd konsumpcjonizmu i szaleństwo zakupów, a raczej właśnie wprowadza takie zawieszenie, jakby woda spokojnie nas niosła w bezpieczne miejsce (uczę się pływać i wciągnęłam się w wodną przygodę na całego:).
A za oknem ciepło. W połowie listopada mamy aurę rodem z połowy września. Z jednej strony to bardzo miłe, gdy słoneczko przygrzewa w gołe stopy wystawione na tarasie. Ale z drugiej strony już mnie ciągnie do tej szarugi jesiennej. Ona niby depresyjna, smutna, dołująca, ale mi potrzebna.
Na zamknięcie sezonu, na zatrzymanie się, zastanowienie się, poplanowanie, poleniuchowanie i pogapienie się w krople dżdżu za oknem.
A tu nadal jestem w pędzie, wprawdzie nie szaleńczym już, ale cały czas praca, praca, zobowiązania, bo jeszcze można sadzić, jeszcze trzeba uporządkować, jeszcze liście zgrabić, jeszcze trzeba...
I nie to, że moja praca mnie mierzi, bo absolutnie tak nie jest. Uwielbiam ją! Ale widzę, że i ogród nie może się zdecydować, czy zasypiać, czy może trochę jeszcze pobumelować. A wiadomo, jak dobrze wyspany, to z większą werwą i urodą pojawi się wiosną. I tak szarpiemy się trochę w tej listopadowej niewiadomej.
Może to stąd te zapędy Marty do robienia ozdób i chowania ich w pudełko z opisem "na choinkę". Może to dlatego oglądam zdjęcia inspiracje, szukam ciekawych pomysłów na kompozycje zimowe i świąteczne do ogrodów klientów. Chociaż czasu sporo, nie chcę się spieszyć potem.
Spowolnienia mi trzeba i spowolnienia życzę wszystkim wokół. Spokojnego spowolnienia zatem!

12 grudnia 2013

Piernikowe szaleństwo i lukier na ścianie

Bałam się tego popołudnia, ale w głębi serca od dawna mi się marzyło wielkie rodzinno-przyjacielskie pieczenie pierniczków. No i ozdabianie. Było nas dziesięcioro: pięć osób dorosłych i piątka dzieci. Małych dzieci. Te najbardziej nie mogły się doczekać całego tego pierniczenia.
No i akcja ruszyła: zagniatanie, wałkowanie, wykrawanie, układanie, pieczenie, wąchanie, czekanie na ostygnięcie i ozdabianiem lukrem, koralikami, lukrowymi pisakami, drobinkami czekolady i odciskami palców, no i pałaszowanie. Na dowód, że nie zmyślam, na ścianie w przedpokoju widnieją piękne perłowe fioletowe odciski palców i artystyczne mazy - cudna pamiątka miłego wieczoru. Taka współczesna lizawka:)
Marta wykrawa:)
Małe rączki, duże rączki - wszystkie pracują. 
Łoś to czy renifer?
Ciastek kolorowych coraz więcej...
I stos gotowy. Jeden z dwóch. Kolejne w przyszłości...

 Polecam każdemu, czy małemu czy dużemu.

25 sierpnia 2013

Wiejski, sielski i leniwy. A teraz powrót!

Budziły nas hałasy skrzydlatych stad bawiących się w berka wśród gałęzi starych lip. I zapach kawy parzonej. I świeżych bułek, jakich nigdzie indziej jeszcze kupić mi si nie udało. No i śmiechy dzieci, które ledwo śniadanie zjadły, już ciągnęły do ogrodu, po maliny, śliwki (do sąsiada, bo u nas jeszcze niedojrzałe) i gruszki. Potem kopanie z babcią ziemniaków, marchewki na obiad. Wybieranie główki młodej kapusty, która będzie najsmaczniejsza i konkurs na znalezienie największej dyni w gąszczu zielonych liści. (Wygrałam!!!).
Na zerwanie poczeka jeszcze kilka tygodni. Już planuję, co z niej zrobię :) 

Nie był to jednak czas całkowicie bezczynny. Bo oprócz ganiania, podjadania i wycieczek rowerowych robiliśmy z dzieciakami ciekawe rzeczy. Ze "śmieci" wyszperanymi w piwnicy i worku z makulaturą :)
Oto trzypiętrowy (bo każde piętro jednego z małych architektów) dom ze zjeżdżalniami do wielkiego basenu.
Kilka starych serpentyn przyklejonych do patyczka i zabawa na całego przez pół godziny. To się nazywa efektywne wykorzystanie materiału:)
A na deser monidło z kartonu po ... czymś sporym. Wstępnie w środku miał być smok, ale ze względu na moje ograniczone umiejętności ilustratorskie i niebezpieczeństwo, że o bycie smokiem będzie walka, powstał paź. Ostatecznie każdy był każdym:)
Sielski urlop w rodzinnej wsi za mną.
 Naładowana, wypoczęta, pełna pomysłów i z listą rzeczy do zrobienia wracam do domu, pracy i mojego ogródka. Przywitały mnie soczyste maliny w moim malutkim własnym zagajniczku i przesłodkie truskawki (mimo, że rosną w cieniu, bo maliny je zasłoniły).
I zapach heliotropu:)

21 czerwca 2013

Jak ściągnąć zdrowe warzywa na swój stół - kooperatywa spożywcza

Dzisiaj dowiedziałam się, że w Zielonej Górze działa już coraz prężniej i prężniej Kooperatywa Spożywcza. Idea jest taka, że grupa zapaleńców najpierw szuka w okolicy gospodarzy, którzy produkują warzywa i owoce bez chemii, a potem co tydzień odbierają sezonowe plony.
Dotychczas o takich inicjatywach słyszałam tylko w większych miastach (więcej na stronie http://kooperatywy.pl/ ), a w naszym mieście tylko słuchy chodziły, że by się przydało, że niby chętni by byli. Ale wiadomo, jak to czasem z chęciami bywa. A tu abstrakcyjne wydawałoby się planowanie stało się realne.
Co tydzień zbierane jest zamówienie na aktualnie rosnące warzywa, które potem do odbioru są w Zielonej Farmie na ul. Żeromskiego 21. To tymczasowa miejscówka, bo już szykowane jest docelowe miejsce odbioru warzyw.
Zostałam wpisana na listę mailingową:) więc czekam na wieści, co jest w ofercie. Z dotychczasowych podobno szałowa była pietruszka. Pęczek okazał się wielgachnym pękiem pachnącym oszałamiająco. Były też truskawki, szczypiorek. W sumie za wiele jeszcze w warzywniaku nie ma, ale zaczyna się, oj zaczyna:)
Szczegóły pod nr. tel. 500 673 267 (Monika). Polecam!

20 kwietnia 2013

Jak sianokosy w mieście urządziliśmy

Trawnik. Poważna sprawa. Wiadomo. Zwykle to panowie biorą sobie za punkt honoru pielęgnację zielonego dywanika. Koszą, nawożą, doglądają. Czasem skaczą wokół niego bardziej i częściej niż wokół ... (wpiszcie sobie sami, co chcecie:).
U nas tez trawnikiem zajmuje się pan mąż. A jakżeby inaczej.
No i przyszła dłuuugo oczekiwana wiosna. Panom aż ręce drżą i rwą się do pracy. A że modna ostatnio staje się wertykulacja, to każdy chce wertykulować. Nawet kilka metrów kwadratowych niektórzy chcą.
Nie żebym się śmiała z wertykulacji, bo jest bardzo potrzebna: przede wszystkim usuwa mnóstwo suchych liści, mchu, źdźbeł itp. To po prostu mocne wygrabienie trawnika. Robi się to metalowymi grabiami, albo grabiami z ostrymi nożami, bo są takowe, są.
Na większych areałach, a tych przecież w naszych ogrodach nie brakuje, przyda się jednak maszynka. Dzisiaj na naszej ulicy, krótkiej bardzo - dodam, chyba w trzech ogrodach buczał wertykulator. Hmmm. A ile na działkach?
Nasz skrawek trawnika malutki, co jednak nie znaczy, że wertykulacji nie potrzebuje. W ruch poszły specjalistyczne grabie. Ręczne. Napocił się mąż, oj napocił, ale za to jaki ubaw był przy okazji.
Gdy Marta zobaczyła kupy suchej trawy na trawniku, postanowiła, że się będzie bawić w gospodynię, a tata będzie gospodarzem. No i że będą robić sianokosy, bo siano potrzebne dla koni (wcześniej pytała czy czasem zebry nie jedzą też siana, ostatecznie stanęło na koniach).
No i w kapelusiku zbierała wyczesane suche liście w różowy kosz, podśpiewywała przy tym, a nawet tańczyła. Tacie też kazała, ale się wybronił:).
Przy ryczącej maszynie z sianokosów byłyby nici, a tak popołudnie minęło pracowicie i wesoło.
Nawet przyszedł pierwszy wiosenny deszczyk, a w nagrodę dla moich gospodarzy przygotowałam prawdziwie letnie ciacho - biszkopt z kremem i porzeczkami, malinami, borówkami. W zamrażalce miałam. Prosto z ogrodu sprzed kilku miesięcy:)
Spałaszowany błyskawicznie. Nawet zdjęcia nie zdążyłam zrobić mu w pełnej okazałości:)

19 lutego 2013

Codzienna lista do zrobienia

Ogród ma właściwości lecznicze, zdolność poprawiania nastroju, koncentracji, sprzyja dobremu samopoczuciu. Wystarczy pozbierać owoce czy warzywa, przekopać czasem grządkę, pogrzebać w ziemi. Naukowcy udowodnili, że nawet samo przebywanie w ogrodzie powoduje uwalnianie do mózgu dopaminy.
O hortiterapii, coraz głośniej również w Polsce. Nadal trochę za mało. Warto pomyśleć, jak można to zmienić zaczynając od swojego balkonu, parapetu czy ogródka.
Gdy za oknem zalegają śniegi i na dodatek z nieba cały czas biały puch leci, robię więc plan działań na ten rok, by nie był to tylko rok korzystny dla mnie.
Aby do zadania zabrać się w dobrym humorze, a w ogrodzie pogrzebać trudno, ratuję się innymi sposobami.

Oto moja codzienna lista do zrobienia (oprócz oczywiście długiej listy innych spraw):
- ubierz co najmniej jedną bardzo kolorową rzecz
- przeczytaj dobrą historię (krótka też może być dobra)
- potańcz trochę
- dużo się śmiej
- śpiewaj, nuć, pogwizduj
- oddychaj głęboko
- idź na spacer
- zrób coś kreatywnego
- ciesz się z małych rzeczy

Dobra, przyznaję, nie wszystko udaje mi się codziennie spełnić, ale staram się. I pomaga:)

12 lutego 2013

Natura wie, co dla nas najlepsze

Ględzę o wiośnie od dłuższego czasu. A dzisiaj... znów zrobiło się biało. Uświadomiłam sobie, że natura daje mi czas. Czas na odpoczynek, zregenerowanie sił i przygotowanie się do wiosny, nowych działań. By nie zwariować od tempa. Bom jeszcze nie gotowa. Zbieram siły. Polecam każdemu pogapienie się przez okno na wirujące płatki śniegu, na które nie mamy najmniejszego wpływu. Bo i po co.

28 stycznia 2013

Zima w pełni, czyli czas planować... letnie wyjazdy

Dzisiaj Marta, po odśpiewaniu cyklu czterech piosenek o zimie, zapytała, gdzie pojedziemy, jak będzie ciepło. Za oknem śnieg, zima w pełni, słoninka dla ptaszków dynda na gałązce, a w kozie tli się ogień. No dobrze, widać nie tylko ja chcę już zmiany aury na bardziej kolorową, no dobra - zieloną:) Pikników mi się chce, jak nie wiem, co!

No i zaczęłam się zastanawiać, gdzie warto się wybrać w tym roku i co mogłabym polecić na wycieczkę z kilkuletnim dzieckiem. I przyznam, że jest kilka miejsc na mojej liście - "tam must be". Oczywiście ogrodowe "must be". Chociaż w niektórych już byłam, to chciałabym je pokazać innym i samej zobaczyć jeszcze raz, bardziej wnikliwie, dociekliwie, ciekawsko i efektywnie. Bo, tak szczerze, miejsca, które mam na myśli, wykorzystałam tylko wizualnie, a można je wykorzystać na wiele sposobów, głównie zabawowych. Warto zatem zabrać dziecko, bo samemu czasem głupio się wygłupiać na wielkiej huśtawce. Mnie przynajmniej trochę było...
Oto jedno z tych miejsc: Ogrody Świata w Berlinie.
Sam park otwarto w 1987 r. na 750-lecie Berlina. Nie różnił się niczym od innych typowych parków. Po upadku muru zaczął nabierać nowych kształtów. bardzo pieczołowicie odtworzono tam ogrody charakterystyczne dla różnych kultur. Każdy znajdzie coś dla siebie: od labiryntu, po ogród marokański, chiński, włoski, czy najmłodszy - chrześcijański.

 Na powitanie spacer w cieniu kwitnących wiśni piłkowanych 'Kanzan'.
 Ogród japoński z misternie czesanym żwirowiskiem.
 Ogród marokański - od wpatrywania się w mozaiki można było nabawić się oczopląsu:)

Ich zwiedzanie to nie lada gratka dla miłośników ogrodnictwa, ale miało być coś dla dzieci. No to jest. Wśród ogrodniczych popisów jest mnóstwo miejsca na doskonałą zabawę dla dzieci i dorosłych. Od wspomnianego już labiryntu, po proste elementy przestrzenne, które są doskonałym pretekstem do podskoków, turlania się, czy wygłupów. Jest też ogród wodny, gdzie można się do woli taplać, zakątek bajkowy z postaciami znanymi z książek ukrytymi w zaroślach, a przede wszystkim ogromne trawniki, na których można leżeć, spać, zrobić sobie piknik, wszystko, na co tylko macie ochotę.




  
Powyższa ławka urzeka pełzającym ślimakiem na poręczy. Niech was to nie zmyli w żaden sposób. Aby usiąść na tej ławce, trzeba się nieźle natrudzić, bo to ławka dla olbrzyma. Siedzisko jest na wysokości ok. 1,5 m.


Polecam, gdybyście mieli wolny dzień bez względu na to, czy z dziećmi, czy bez, czy jesteście maniakami ogrodów, czy po prostu lubicie poleniuchować w pięknych okolicznościach przyrody. To miejsce przyjazne, bardzo przyjazne ludziom.

31 grudnia 2012

Pomarzmy...

Zamiast życzeń, postanowień i planów, takie motto na ten rok:
"Jeżeli marzy jedna osoba - pozostanie to tylko marzeniem. Jeśli będziemy marzyć wszyscy - będzie to początek nowej rzeczywistości."
(Helder Camara)

30 grudnia 2012

Muszę - chcę - zrobię:)

Znalazłam to w internecie - lista rzeczy, które musisz zrobić z dzieckiem (lub bez dziecka). Lista była o wiele dłuższa, ale te punkty spodobały mi się najbardziej. Niektóre już zrobione, ale podaję dalej tym, którzy na przykład nigdy jabłka prosto z drzewa nie zjedli:) Czas zacząć odhaczać zrobione!
- wspiąć się na drzewo
- sturlać się z wysokiego wzgórza
- rozbić obozowisko w lesie
- zbudować szałas
- puszczać kaczki na rzece czy jeziorze
- biegać w deszczu
- puszczać latawiec
- złapać rybe w sieć
- zjeść jabłko prosto z drzewa
- przejść się na szczudłach
- stoczyć bitwę wodną
- brać udział w poszukiwaniu skarbu na plaży
- zrobić bardzo dużą babkę z piasku
- wziąć udział w budowaniu tamy na strumieniu
- bawić się hula hop
- zakopać kogoś w piasku na plaży
- przejść po zwalonym pniu drzewa
- huśtać się na linie
- bawić się w błotnej ślizgawce
- zjadać jeżyny prosto z krzaka
- zajrzeć w dziuplę drzewa
- nakarmić z dłoni ptaka
- polować z aparatem na robaki
- znaleźć żabi skrzek
- śledzić dzikie zwierzę
- zagrać na źdźble trawy
- szukać skamieniałości
- zobaczyć wschód słońca
- zagrać w gumę
- pójść w nocy na spacer przyrodniczy
- rozpalić ogień bez użycia zapałek
- odnaleźć drogę z mapą i kompasem w ręku
- zorganizować piknik
- ugotować posiłek nad ogniskiem


Zmienność natury

Staram się umieszczać tu tylko swoje zdjęcia, ale to mnie urzekło. To zdjęcie znalazłam na facebooku podpisane jako GC Gabriela Cimpoaie. Oddaje całą istotę natury, przemijania, ale też zmian, które są niezaprzeczalnie interesujące, ale i nie da się ich powstrzymać. W sumie - po co? Niech nowy rok pełen będzie takich zmian, które przynoszą nowe jutro i zapowiadają przepiękną całość.

29 grudnia 2012

Przednoworocznie

Miał być koniec świata. Nie było. Chyba. Mam wrażenie, jakby się coś kończyło, a może właśnie zaczynało? Z tym drugim to nawet jestem pewna. Zaczyna się u mnie nowy okres, zmiany szykują się na całej linii. Dobre zmiany, wierzę w to. Tego sobie też życzę: żeby te zmiany przyniosły mi to, czego dotychczas mi brakowało lub na co czasu było za mało. Niech nauczą mnie nowych rzeczy i uważności na każdy niuans codzienności.
Wam też życzę, żeby spełniło się to, czego sobie sami życzycie i to, czego życzą Wam wasi przyjaciele.

21 października 2012

Chwile

Taka cicha jesień dzisiaj, mgła najpierw opatuliła wszystko w zasięgu wzroku. Lekkie niedopowiedzenie rzeczywistości o poranku. Potem słońce gorące, kuszące, by ściągnąć ciepłe swetry, a przez to zdradliwe nieco. Złote miasto pełne liści i spacerujących ludzi. Herbata w miłym towarzystwie, radość, opowieści mimo kaszlu i kichania. I znowu mgła na pożegnanie ostatniego chyba dnia Złotej Polskiej Jesieni. Teraz wieczór, cisza, jesienny chłód i zapowiedź deszczu w powietrzu. Lubię takie chwile.

19 października 2012

Halloweenowa dynia

Zrobiłyśmy z Martą dynię na konkurs do przedszkola. Chciałam wstępnie, żeby była wesoła, śmieszna, ale Marta się uparła, że musi być straszna. Trochę się zdziwiłam, bo moja córcia do najodważniejszych nie należy. No ale niech będzie w typowym stylu halloweenowym. Najpierw poprzeglądałam setki zdjęć w google, by jakieś pomysły ściągnąć. Wszystko na nic, bo Marta wymyśliła czarownicę, a takiej dyni w internecie nie znalazłam. Na szczęście dynia była z babcinego ogrodu i na szczęście miała dosyć miękką skórkę. Z wycinaniem nie było większych problemów. Co do ozdabiania, to Marta wymyśliła piegi i pieprzyk z suchego kwiatu rudbekii. Włosy zrobiłyśmy z suchej trawy (nawet nie wiem, skąd ją miałam w domu:), a kapelusz... zrobiłam z gazety i pomalowałam tuszem, o którym mi się przypomniało w nocy, ze powinien gdzieś być jeszcze z czasów studiów. Przy okazji powspominałam projekty kreślone tuszem i rapidografem. Ech, to były czasy. A dynia? Dostaliśmy dyplom i słodką nagrodę:)
Kolejny konkurs to szopki bożonarodzeniowe. Tak łatwo już chyba nie będzie...

12 października 2012

Siedliskowa sielskość

Już brama między bzami zapowiada, że miejsce jest szczególne: ciekawi ludzie, z pasją robiący to, co lubią. Byłam u państwa Wojnowskich w Siedlisku pod Nową Solą. Karmiłam stado kóz na łące, zjadłam sera (i zrobiłam zakupy:) i wąchałam mydełka z płatkami róż, z lawendą, z miodem. Wszystko robione ręcznie, domowymi sposobami, smaczne i zdrowe. No, polecam miejsce, jednym słowem. Qzko w Siedlisku
A przy okazji można zajrzeć do zamku rycerskiego w Siedlisku. Od kilku lat w miejscowości działa prężnie stowarzyszenie Karolat, którego jednym z założycieli jest Marcin Wojnowski. Organizują m. in. Święto Bzu na zamku. Tez byłam i się bawiłam:)

24 sierpnia 2012

Porzeczkowy zawrót głowy

Co roku latem z niecierpliwością czekam na moment porzeczkowych żniw. Gorące słońce i pękate kwaskowatym nieco, ale mocno orzeźwiającym sokiem koraliki porzeczki - to dla mnie synonim wakacji. Mama ma tylko jeden krzew porzeczkowy. Więcej nie było potrzeby sadzić, bo sąsiadka ma ich chyba z siedem. Więc chodzimy na legalny szaber do niej. Nie inaczej było w tym roku.

Słońce, pachnące dojrzewające zboże, hucząca od roju owadów miedza, wiklinowy koszyk na ramieniu. Stara drewniana furtka pochylona ku ziemi, zmurszała siatka, między której oczkami aż wychylały się w moją stronę ogromne grona porzeczek: dorodnych, pięknych i czerwonych jak nie wiem co. Aż wróciłam do domu po aparat, zanim zaczęłam je rwać.



Nazbierałam dwa pełne kosze. Nie mogłam ich tak zostawić. Zakorzeniony głęboko wstręt do marnotrawstwa się odezwał z podwójną siłą. Wprawdzie potem miałam nockę obierania i przetwarzania porzeczek, ale było warto. Chociażby dlatego, że dżemy, soki i słodkie polewy do deserów wyszły pyszne, a za każdym razem jak otwieram słoik, czuję zapach tego lata w starym ogrodzie wśród pól.






Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...