Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia 2013

Piernikowe szaleństwo i lukier na ścianie

Bałam się tego popołudnia, ale w głębi serca od dawna mi się marzyło wielkie rodzinno-przyjacielskie pieczenie pierniczków. No i ozdabianie. Było nas dziesięcioro: pięć osób dorosłych i piątka dzieci. Małych dzieci. Te najbardziej nie mogły się doczekać całego tego pierniczenia.
No i akcja ruszyła: zagniatanie, wałkowanie, wykrawanie, układanie, pieczenie, wąchanie, czekanie na ostygnięcie i ozdabianiem lukrem, koralikami, lukrowymi pisakami, drobinkami czekolady i odciskami palców, no i pałaszowanie. Na dowód, że nie zmyślam, na ścianie w przedpokoju widnieją piękne perłowe fioletowe odciski palców i artystyczne mazy - cudna pamiątka miłego wieczoru. Taka współczesna lizawka:)
Marta wykrawa:)
Małe rączki, duże rączki - wszystkie pracują. 
Łoś to czy renifer?
Ciastek kolorowych coraz więcej...
I stos gotowy. Jeden z dwóch. Kolejne w przyszłości...

 Polecam każdemu, czy małemu czy dużemu.

20 listopada 2013

Wino się poleje

Do lubuskich win i winiarzy mam wielka słabość. W obcowaniu z twórcami i ich trunkami zawsze jest zaskakująco, serdecznie miło i niezwykle aromatycznie. Ludzie z pasją robiący coś niezwykłego. Niby od nowa, ale jednak zakorzenione głęboko w tradycji miasta, regionu. Pięknie o tym pisze Krzysztof Fedorowicz w swojej książce "Grunberg" (rozmowa z autorem).
O lubuskim winie mówi się ostatnio sporo i to w różnych kontekstach. Że kwaśne, że drogie, ale również, że przyszłościowe. Nie bez kozery chyba w nasze strony ściągają Francuzi, podobno najlepsi znawcy win, by tutaj uprawiać winorośl i produkować szlachetny trunek. No i koło Zaboru powstaje największa winnica w Polsce.
Czy to świadectwo tworzenia symbolu na siłę? Chęci wyróżnienia się, by wreszcie przestano nas mylić z Lubelszczyzną, a Zielonej Góry z Jelenią Górą? A może interpretowania na wyrost poczynań dawnych mieszkańców?
Czy rzeczywiście wino tutejsze ma przyszłość, znajdzie swoje miejsce nie tylko na stołach koneserów, ale również zwykłych wielbicieli wina, którzy zwykle zaopatrują się w biedronkowe, wcale nie najgorsze trunki? Warto się o tym przekonać, a okazja jest nie byle jaka - Gala Lubuskiego Wina.

W piątek 22 listopada od godz. 18 będzie można skosztować dziewięć win rocznika 2012 z dziewięciu winnic: Cantina, Julia, Kinga, Ingrid, Miłosz, Na Leśnej Polanie, Equus, Pałac Mierzęcin oraz Krucza.
Do win podane będą przystawki specjalnie dobierane przez winiarzy do ich pokazowych trunków. Każdy z winiarzy opowie też historię tego, co będzie można skosztować.
Bilety w zielonogórskiej palmiarni. Ja już kupiłam:)
A tutaj na dokładkę o tym, jak lubuskie wino powstaje:)

27 października 2013

Brody - seminarium parkowe

To był wyjazd od dawna planowany, ale w przeddzień miałam małego lenia. Przyznaję się. Bo w końcu wiedziałam, że przez dwa dni będę harować wycinając, kopiąc, wyrywając, paląc itp. Nie, nie wybierałam się na wojnę, a może jednak trochę to i wojna była. Wojna z zapuszczeniem, do jakiego dopuściliśmy się my, Polacy, wobec poniemieckiego dziedzictwa, które zastaliśmy na tych ziemiach po II wojnie światowej. Tak górnolotnie trochę brzmi, a przyziemniej bardziej - zapuściliśmy wiele wspaniałych miejsc, które teraz z wielkim wysiłkiem i fizycznym, organizacyjnym i finansowym oczywiście staramy się przywrócić do jako takiego użytkowania.
Jednym z takich miejsc są Brody z pałacem i pięknym parkiem przypałacowym. Przez blisko 70 lat pałac popadał w ruinę, a park dziczał, zarastał. Prowadzone kiedyś wprawną ręką ogrodnika drzewa i krzewy wybujały tracąc swój czar. Pojawił się wreszcie odpowiedni człowiek - Claudius Wecke (wtedy jeszcze student z Cottbus, a dziś główny ogrodnik w parku Branitz) i podatny grunt w osobach ówczesnych włodarzy gminy. I zaczęło się... Do Brodów zaczęli zjeżdżać wolontariusze z Niemiec i Polski, by razem przywracać parkowi jego dawną świetność. Tak rozpoczęła się idea Seminariów Parkowych. W tym roku odbyły się one po raz czwarty. Efekty prac już widać. Z gąszczu zarośli wyłaniają się barokowe boskiety, salony ogrodowe, polanki z ciekawymi okazami drzew i krzewów. Pojawiają się na nowo odkrywane ścieżki, dróżki, mostki, zakamarki.
W miniony weekend 200 wolontariuszy z łopatami, szpadlami, grabiami, sekatorami ponownie ruszyło w teren. - Bardzo dużo udało się zrobić. Więcej niż planowaliśmy - mówił ochrypłym głosem Claudius Wecke na zakończenie dwóch dni prac.
Nikt się bowiem nie oszczędzał. Piły warczały, grabie i sekatory błyskały w słońcu, dym ognisk gryzł przysłaniał momentami monumentalny pałac, który zresztą też zaczął nowy etap swego bytowania - remontowany jest dach, a plany są o wiele śmielsze niż zabezpieczenie ruiny.

Na seminarium byłam po raz drugi. Miło było zobaczyć znajome twarze, które, chociaż widziane tylko raz, wryły się w pamięć z ogromną sympatią. Pojawiło się też sporo nowych osób, jak chociażby małżeństwo z Wrocławia, z którymi pracowaliśmy w grupie. - Urodziłam się w Brodach, potem wyjechaliśmy do Wrocławia, ale wakacje spędzałam tutaj. Mam ogromny sentyment do tego miejsca. Przyjechaliśmy z bratem i rodzinami, by też tu podziałać. To świetna inicjatywa - opowiadała wrocławianka.
Wróciłam zadowolona. Bardzo. Pojadę znów.

03 września 2013

Gdy jesień w okna zagląda...



Dwa ostatnie dni przypomniały nam, że czas biegnie, lato się kończy i chociaż synoptycy zapowiadają jeszcze ciepłe dni, jesień idzie malutkimi jeszcze krokami, ale idzie. W jeden z tych dni pojechaliśmy do Krosna Odrzańskiego kuszeni pokazami rycerskimi na zamku piastowskim i spacerem nad Odrą. Choć to niedziela była, zaszliśmy też do otwartej (na całe szczęście, bo zaczęło padać) piekarni paryskiej. Miejsce magiczne, przemiłe, a jeszcze znajomych spotkaliśmy, pysznych słodkości podjedliśmy (nasze eklery nie umywają się do tych francuskich). No i chleba zapas do domu zabraliśmy. Pachnący, na zakwasie, pszenny, mieszany, żytni i żytni z orzechami - nasz ulubiony.
- Nie umniejszając twoim piekarskim zdolnościom, twojemu chlebowi jeszcze daleko do tego - stwierdził nieśmiało mąż zajadając pajdę odkrojonego z krośnieńskiego bochenka. I chociaż w swoje chleby (też żytnie na zakwasie) wkładam wiele serca, to przyznałam mu rację. Co wcale nie oznacza, że składam chlebową broń, nie nie, ale że częściej chyba jednak do Krosna Odrzańskiego będziemy jeździć:)
A skąd paryskie wypieki nad Odrą? Historia baaardzo ciekawa, a i ludzie świetni. Poczytajcie:)
http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35182,13145140.html

Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...