Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

28 stycznia 2019

Jak nasiona mi się poukładały

Zima to wspaniały czas dla ogrodników i to nie dlatego, że mają wolne i mogą leniuchować - jak się niektórym wydaje. Zresztą większość z nas wręcz tęskni za plewieniem, kopaniem, przesadzaniem czyli tradycyjnym grzebaniem w ziemi. Doskonale rozumiem ten zew natury.

Jednak zima nie bez powodu jest naturalną częścią przyrodniczego kołowrotka. Ogród musi od nas odpocząć, po prostu.
Dzięki ujemnym temperaturom rośliny mają szansę na drzemkę i regenerację sił, by wiosną ruszyć z kopyta. Ale i dla ogrodnika to bardzo pracowity i potrzebny czas. Więc nie można omijać zimy w ogrodniczym planowaniu sezonu. Jeśli ktoś liczy sezon od wiosny do jesieni, po prostu gubi gdzieś ćwierć roku. Z wielką szkodą dla samego siebie i ogrodu.
Ale koniec teorii, czas na konkrety. 

13 stycznia 2017

Sól nasza powszednia, niestety!




Dzisiaj o soli trochę. Nie tej w zupie, ani nie soli ziemi, o której Wajda filmy tworzył. O takiej soli, co to na potęgę sypana jest na nasze chodniki, drogi, parkingi, podjazdy, ścieżki...
Ślisko przecież jest! - słyszę. No ślisko, w końcu to zima.
I tak sobie myślę, że może to i dobrze, że tak rzadko mamy tę zimę z prawdziwego zdarzenia, bo inaczej Wieliczka dawno stałaby pusta. I mam dylemat, bo z jednej strony porządna zima to zbawienie dla ogrodu, a z drugiej masakra dla natury, szczególnie w miastach, gdzie i tak nie ma łatwego zadania. Właśnie ze względu na sól.
Tony soli sypiemy wszędzie. A nie musi tak być.


Od kilku lat w Poznaniu trwa projekt "Mniej solę, dbam o Poznań". To pomysł Agnieszki Szulz z Zarządu Dróg Miejskich.
Mieszkańcy, ale i rady osiedli doszli do wniosku, że sól nie jest potrzebna, by zachować normy bezpieczeństwa (wystarczy piasek czy drobny żwirek, jak np. w Czechach nawet w partiach górkich). Chca mieć piękną zieleń i chodniki bez dziur.
Dlaczego ta sól jest taka straszna?
Abstrahując nawet od aspektów przyrodniczych (sól jest zabójcza dla wielu roślin, trawników, młodych drzew, krzewów), to jest ilka powodów czysto pragmatycznych, zeby nie stwierdzić - ekonomicznych:
- sól powoduje korozję samochodów, ale i lamp, latarni, barierek, koszy na śmieci
- niszczy obuwie (próbowaliście doprowadzić do porządku buty po zimowym spacerze w brei?), nawierchnię chodników, asfalt, a także infrastrukturę podziemną, czyli wszelkie rury, którymi płynie woda, gaz, ścieki
- zanieczyszcza wody gruntowe - w pasach przy jedni nie ma praktycznie życia
- podrażnia łapy psów

Tłumaczenie, że sól jest tańsza i nie ma w kasie miasta pieniędzy na nieco droższy piasek jest patrzeniem bardzo krótkowzrocznym. Bo niszczymy zieleń, za którą miasto też musiało zapłacić. Śnieżna breja z solą, która bryzga spod kół samochodów, wypala pąki drzew i krzewów. Ponadto sól wnika do gleby, i gdy ta jest za bardzo zasolona, roślina nie może pobierać wody i usycha. Ile takich uschniętych młodych drzewek jest w Zielonej Górze?

Nie jestem za kategorycznym zakazem używania soli, bo w przypadku gołoledzi jest potrzebna, by nikomu nie stała się krzywda. Ale jeśli spadnie trochę śniegu, warto złapać za łopatę i trochę posypać ścieżkę piaskiem, a nie od razu łapać za sól.
Tutaj dostępna jest nawet szczegółowa prezentacja na ten temat.

Ratunkiem dla drzew jest tez osłanianie ich przed szkodliwą breją. W Poznaniu większośc obsadzeń przydrożnych okryta jest matami czy gumowymi osłonami. To wcale nie jest drogie, a efekt już widać (można zobaczyc na zdjęciach).

To co? Nie solimy!

05 stycznia 2017

Przymroziło! Nadrabiam zaległości i to szybciutko!

Przyznaję, że staram się nie sadzić w ogrodzie swoim i klientów roślin, które są wrażliwe na mrozy. Powodów kilka, ale głównie to himeryczność naszej zimowej aury. Widziałam juz w listopadzie opatulone róże, hortensje czy inne wrażliwce. A przecież zdarzały się dni, kiedy słoneczko przygrzewało mocniej niż we wrześniu. A potem znów mały przymrozek i znów kilkanaście stopni na plusie. W takim okresie trzeba rosliny okrywać i odkrywać, okrywać i znów odkrywać, by w ciągu dnia się nie zgrzały, a przez to nie zwariowały i nie zaczęły się budzić, a na noc znów okrywać, by (chcąc nie chcąc) delikatne wychuchane roślinki nam nie zmarzły.
Dlatego wychodzę z założenia, że osłaniam tylko młode rosliny, posadzone w danym sezonie, a i tu nie wszystkie. Warto zadbać głównie o bryłę korzeniową, czyli obsypujemy co wrażliwsze byliny kompostem czy ziemią albo korą. Na nieduże krzewy czy krzewinki kładę stroisz z gałęzi iglaków (i znowu sie przydadzą. o ich innym zastosowaniu mozna przeczytać tutaj). Czasem wystarczą gałązki z podcięcia choinki zanim trafi do stojaka.
Na opatulenie biała agrowłókniną moga liczyć róże, hortensje ogrodowe, piwonie chińskie.
Oczywiście wszystko zmienia śnieg. Wtedy byliny mogą spać spokojnie pod biała kołderką, ale za to trzeba pilnować iglaków i innych roślin zimozielonych, by ciężkie czapy śniegu ich nie połamały czy nie powykrzywiały na wzór mioteł.
I jeszcze trzeba wspomnieć o donicach na tarasach czy balkonach. Tutaj też warto zadbać o rośliny. No chyba, że zakładamy coroczną ich wymianę. W ostatnim czasie jednak modne i bardzo korzystne jest obsadzanie donic bylinami, a te, przy odrobinie opieki, mogą przetrwać kilka sezonów.
Po pierwsze trzeba postawić donice na kawałku dewna czy styropianu, by odizolować donice od zimnego podłoża. Samą donicę warto opatulić workiem jutowym czy wsadzić w duży karton i wypchać gazetami.
A od góry można zabezpieczyć wspominanymi tu już gałązkami iglaków. No i nie zapominajmy o ich podlewaniu od czasu do czasu (gdy nie ma mrozu).
No i trzymamy kciuki. Ja za swoje trzymam!
 Hebe, ostnica, żurawka i piekna kalina zimozielona. Zależy mi głównie na niej, żęby przetrwała. Po przystrojeniu donica wygląda tak:
W kolejnej donicy po jesiennych kompozycjach ostał się przede wszystkim pieris. 

 Teraz donica wygląda tak:
Najmniej atrakcyjnie wyglądała donica przy tarasie. Fajnie by jednak było, gdyby zachowało się hebe, starzec i turzyca. 



Duża donica przy wejściu na taras też zyskała na wyglądzie dzięki kilku gałązkom rajskiej jabłonnki, laurowiśni i iglaków, a jakże. 




13 grudnia 2016

Do czego mogą się przydać iglaki w ogrodzie - czyli zimowe stroiki DIY

Nie przepadam za iglakami w ogrodach. Tak po prostu mam. Wiem, że są piękne odmiany roslin iglastych o różnorodnej fakturze, barwie, kształcie i wielkości. Wiem też, że sa one niezbędne w ogrodach chociażby z tego względu, że zimozielonych zamienników za wiele nie mamy, a ogród oparty tylko na bylinach i liściastych krzewach czy drzewach przez kilka miesięcy w roku może wyglądć po prostu smutno. Przynajmniej w naszej szerokości geograficznej.
Dlatego powoli się przełamuję i przekonuję do tych wszystkich iglastych, kłujących bardziej lub mniej, ale i przyjemnych w dotyku iglaków (zaznaczam jednak, że do szeregowców tujowych nigdy się nie przekonam).
Jednym z powodów mojego przełamywania jest chociażby okres przedświąteczny, kiedy to iglaki dostarczają nam materiału do zimowych i świątecznych kompozycji. Od kilku lat już wykorzystuję "dary ogrodu" do ozdabiania balkonów, tarasów, wnętrz. Nie inaczej było i w tym roku.
Oto efekty dwóch pracowitych dni.

 W dużych donicach w sezonie rosną kwiaty jednoroczne. Aby zimą nie straszyły pustką, stały się "wazonem" dla gałązek iglaków i laurowiśni. Nieco sztucznego śniegu, gałązek brzozy pomalowanych na srebrno i .... zimowy akcent gotowy.

 W wilkinowej skrzynce pomalowanej na biało (lekko zabielonej) znalazło się trochę "sztuczności", ale tylko odrobinę. Gwiazdy zupełnie naturalne z kory brzozy.

 W niektórych donicach orócz gałązek zadomowiły się na zimowy czas typowo świąteczne rośliny, jak ta urocza golteria.
 Przed wejściem do domu na poniższym zdjęciu aż prosiło sie o coś naturalnego. Na życzenie klientki miało być na strebrno, więc to kolor dominujący. Styropianowe kule pomalowane srebrzanką, drewniane gwiazdki, gałązki buka z suchymi liśćmi (również posrebrzonymi) doskonale komponują się z zimną szarością sosny.

 A teraz moja ulubiona (jak dotychczas) kompozycja świąteczna nazwane przeze mnie "rogi". To pomalowane na srebrno gałązki powtykane z gruby kożuch leśnego mchu. Kilka srebrnych dodatków i kompozycja gotowa.


 W tym roku coś ze srebrem poszalałam, bo kolejna kompozycja również w tej kolorystyce. Tym razem bazą jest cyprysik w doniczce. Opatula go wieniec z różnorodnych gałązek zimozielonych i srebrne dodatki.




A że kompozycja ustawiona będzie bo dwóch stronach drzwi wejściowych, donica ma swoją niemal identyczną siostrę.

 Poniżej moja pierwsza próba zrobienia choinki na kiju. Nie jest idealna, ale dla mnie i tak jest cudna. Zdobi taras od kilku dni.
 W ub. r. w tym miejscu wisiał ozdobny błyszczący wieniec z bombek. Tym razem postawiłam na naturalność. I chyba lepiej. Zdecydowanie lepiej...


Na malutkim podeście przy drzwiach nie było za dużo miejsca, ale wystarczyło go na jedną większą donicę. Ogród jest bardzo naturalny, stąd i kompozycja złożona wyłącznie z naturalnych elementów znalezionych w ogrodzie. Koloru dodają gałązki derenia białego i czerwone korale berberysu oraz irgi.  

 Kolejna aranżacja to również naturalne kompozycje w donicach, ktory przez niemal cały rok sa obsadzone innymi roślinami. Niektóre z nich, m. in. tawuła arendsa, dąbrówka rozłogowa czy żurawki, nadal w donicach rosną. Ozdobne gałązki iglaków pełnią zatem doskonałą okrywę ochronną przed zimnem. (TYLKO PAMIĘTAJMY, ŻEBY TAKIE DONICE PODLEWAĆ OD CZASU DO CZASU RÓWNIEŻ W ZIMIE)
 Duża donica z przodu została zapchana głównie pędami laurowiśni wschodniej, posrebrzanymi gałązkami brzozy i różnymi iglakowatymi fragmentami.
 Im bliżej domu, tym więcej czerwieni. Na początek nieco nieśmiało z kokardą i koralowymi gałązkami berberysu, który doskonale komponuje się ze złocistymi pędami cisa.
 Na żeliwnym ozdobnym stoliku na ganku stanęła nieco bogatsza kompozycja z błyszczącymi bombkami nietypowo jednak wetkniętymi na patyczki, a nie dyndającymi z gałązek.
 Dwie latarnie przy samych drzwiach wypełnione po cześci gałązkami i szyszkami czekaja jeszcze na świece
 A to kolejna propozycja. Podstawowym materiałem jest tutaj mech. W ozdobnej szklarence stanęły donice wypełnione mchem. Mchem wyściełana jest tez cała podłoga konstrukcji. Do tego kilka szyszek (częśc podmalowana na biało dla dodania elegancji:), kilka gałązek sosny, wianuszek dla zwieńczenia całości i gotowe.





 Do białej szklarenki jak ulał pasuje "biała" donica, w której doskonale jeszcze trzyma sie starzec. To on jest główną ozdobą kompozycji. Jeśli sie uda, może nawet w takim opatulającym towarzystwie wytrzyma do wiosny.
 Przy samym oknie doskonale trzymała się jeszcze jesienna kompozycja z ozdobną kapustą, żurawkami, turzycą ptasią. Aby nadać im troszkę zimowego kolorytu, donica zyskała kilka gałązek zywotnika, świerku i cyprysika.
Mam nadzieje, że zainspirowałam Was trochę i sami spróbujecie swych sił. Na pewno na balkonie czy tarasie straszą puste donice czy skrzynki. Wystarczy spacer do lasu czy ogrodu, sekator i do dzieła! Pochwalcie się swoimi kompozycjami świątecznymi.

17 stycznia 2016

O dopieszczaniu gości - ptaki w ogrodach

O dokarmianiu ptaków już pisałam w niemal analogicznym okresie w ub. r. Swój apel jednak powtórzę - dokarmiajmy ptaki! Powtarzania nigdy dość.
Nie wyobrażam sobie zimowego ogrodu bez ptaków - tych skrzydlatych wariatów, którzy pojawiają się w porze śniadania i wydzierają sobie nasionka, przeganiają, częstują, podskubują... telewizja się chowa, nawet się nie umywa. Kolorowe skrzydlate towarzystwo z żółtymi, czerwonymi czy rudymi brzuszkami podbija moje serce co roku od nowa.
Podtrzymuję też zdanie, że ptaki dokarmiać trzeba. Teorie, że kiedyś nie dokarmiano, a ptaki sobie radziły, więc teraz tez niech sobie radzą, należy między półki włożyć. Ptaki sobie nie poradzą przez nas, bo zajmujemy coraz bardziej ich terytoria, drenujemy je, wyjaławiamy trawnikami i tujami, betonami i ulicami. One potrzebują naszego wsparcia i już.
Jeśli ten argument równowagi w przyrodzie Was nie przekonuje, może przekona Was argument ekonomiczny. Wprawdzie zimą ptaki stołują się na nasz rachunek, jednak latem to one nas będą wyręczać z oprysków na szkodniki, bo wyzbierają wszelkie robactwo, komary, ślimaki itp. Jeśli teraz je przyzwyczaimy, ze w naszym ogrodzie zawsze jest coś do jedzenia, to latem, gdy zastana pusty karmnik zaczną się rozglądać dookoła i zauważą ślimaczka albo tłustą gąsienicę i skubną ją. Czyż nie piękna wdzięczność?
Zatem nie marudzimy, tylko zastawiamy sute stoły dla ptasiego towarzystwa.
Po najniższej linii oporu można kupić gotowe kule czy zestawy tłuszczowe z nasionami. Wiesza się i luz. Głodne ptaki skuszą się i na to, ale zauważyłam, ze jakoś z czasem, gdy maja inny wybór te kule nie cieszą się już takim zainteresowaniem. Dlaczego? Któż to wie. Podejrzewam jednak, że powodem jest tłuszcz, z jakiego wykonane są te kule. A mianowicie ich bazą jest łój wołowy, twardszy od tradycyjnego smalcu, a przez to łatwiejszy w obróbce technicznej.
Małym ptaszkom jednak w mrozy trudno wydłubać z nich nasionka. Jeśli mają pod dziobem coś łatwiejszego, to pójdą na łatwiznę - proste.
Może więc warto minimalnie się natrudzić i przyszykować naszym gościom na prawdę łakomy kąsek?
Wystarczy smalec wieprzowy, który jest delikatniejszy i bardziej miękki niż łój wołowy. Wsypujemy do miseczki nasiona, jakie mamy pod ręką: ja miałam nasiona słonecznika, łupanego i w łupinkach, dynie łupaną, siemię lniane i orzechy włoskie.

Wszystko razem wymieszałam, nałożyłam na dekielki od słoików, w których wcześnie zrobiłam gwoździem dziurki na sznureczek.

 Do tego czerwona wstążeczka, by dodać koloru, przywiązałam do wianuszka z gałązek derenia i już.

Takie proste elementy można też powiesić na gałązkach krzewów czyt drzew.
Pamiętajmy jednak, by powiesić w takim miejscu, by utrudnić, a wręcz uniemożliwić polowanie kotom. Bo takich gości też mam. Wylegują się pod świerkiem 'Conica' i... czekają:). Na razie się nie udało im - cokolwiek zamierzyły:)

Smalcowe ozdoby można zrobić też z foremek do ciastek. Miękką masą wypełniamy foremki, robimy jakimś patyczkiem dziurkę, przez która potem przeciągniemy wstążkę i wkładamy do lodówki, by stężało. Po kilku godzinach można już wieszać na zewnątrz. Piękne i pożyteczne. Moje gwiazdki i choinki jeszcze twardnieją w lodówce:)

No i karmniki! Jak ktoś ma i ma na niego miejsce - to jak najbardziej. Pamiętajmy jednak jedną, ale NAJWAŻNIEJSZĄ ZASADĘ - jak zaczynamy dokarmiać, trzeba to robić systematycznie - przyzwyczajone ptaszki czasem resztą sił swych zmarzniętych ciałek po wyczerpującej walce z zamieciami, wiatrami i śniegiem dotrą do naszego karmnika i... nic nie znajdą do jedzenia, mogą umrzeć, bo nie będą miały już sił szukać dalej. Nie róbmy im takich niespodzianek.

I jeszcze jedna ważna rzecz - woda! Wystawiajmy ptaszkom wodę na spodeczkach, w pojemniczkach, by mogły się napić. Kałuże teraz są zamarznięte, a przecież ptaszek nie wielbłąd, napić się też musi.


A gdy tylko przyjdzie wiosna posadźcie jak najwięcej roślin, które są naturalnym pożywieniem ptaków. O tym szerzej już pisałam, ale nigdy nie zawadzi przypomnieć. Dla zachęty dodam, że ostatnio w moim ogrodzie zadomowiła się parka kosów. U mnie podskubują owoce rajskiej jabłonki 'Oli', a u sąsiada ogniki. Aż miło patrzeć:)
Zresztą kolorowe koraliki pięknie wyglądają w zimowych ogrodach. Dlaczego się pozbawiać takich widoków?








Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...