Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzewy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzewy. Pokaż wszystkie posty

14 sierpnia 2013

Hortensje - dlaczego nie kwitną?

Można ich nie lubić, mogą się komuś nie podobać, ale jedno trzeba przyznać - przyciągną wzrok każdego. Nie można bowiem obojętnie przejść obok ogromnych kwiatów, różnorodności liści. Tym bardziej, że kwitną przez całe lato do późnej jesienie. Każdy się na nie gdzieś natknie.
Zestawienie hortensji w Ogrodzie Botanicznym w Zielonej Górze

Przez wiele lat nie byłam zwolenniczką hortensji. Ale w dzieciństwie widziałam w ogrodach głównie hortensje ogrodowe (Hydrangea macrophylla). Pochodzą one z Japonii i Korei, nic więc dziwnego, że nasze zimy są dla nich za zimne. Zadziwiają tym, że można zmienić kolor ich kwiatów z różowego na niebieski. Wystarczy podlać specjalną odżywką.





Ale czasem kolor zmienia sama, szczególnie z niebieskiej na różowo. A że niebieski jest bardziej pożądany,
uchodzi to za typowa złośliwość natury:) Często się zdarza, że chociaż kupujemy piękność o błękitnych kulach, następnych latach mamy już tylko róż, róż, majtkowy róż, róż... Chociaż nie wiem, co byśmy robili.
Pojawiły się jednak w sklepach i szkółkach odmiany o pstrokatych liściach, kwiatach płonych, pełnych, przebarwionych z ciemnozielonymi naciekami czy też wręcz pstrokate. Jak się Wam podobają?



Często niestety jest tak, że zamiast dorodnych kwiatów w następnych latach hortensje tylko rozrastają się w wielkie kępy zielonych liści, a po kolorowych kulach ani śladu. Powód - przemarzanie. Pąki tej hortensji zawiązują się już jesienią, więc podczas naszych zim przemarzają. Czasem nie pomaga nawet przykrywanie, okrywanie i chuchanie.
Nie dosyć, że przemarzały, to wo dodatku ich "majtkowy" kolor jakoś do mnie nie przemawiał. Poza tym, często widywałam je na cmentarzach no i w kościele przy Bożym Grobie przed Wielkanocą. Raczej mało sympatyczne skojarzenia...
Potem poznałam jednak inne hortensje: krzaczaste (Hydrangea arborescens) i bukietowe czy tez inaczej - wiechowate (Hydrangea peniculata).

Krzaczaste szeroko się rozrastają, a latem mają mnóstwo ogromnych kwiatów w kształcie białych kul wielkości głowy. najbardziej znana do 'Annabelle' czy o nieco mniejszych kwiatach 'Grandiflora'. Krzewy te nawet przekwitając wyglądają ładnie, bo ich kwiaty z czasem zielenieją:), a i suche ładnie wyglądają w oszronionych ogrodzie.

Ważna uwaga - trzeba je podpierać, bo łatwo się łamią pod ciężarem kwiatów, szczególnie po deszczu. Najlepiej podpory zrobić już wiosną, gdy nie ma jeszcze gęstwiny liści.
Z kolei hortensje wiechowate dorastają do 2 m. Można je prowadzić w formie drzewka, mają sztywne pędy, a kwiaty w kształcie stożków. Wiele odmian dodatkowo cieszy tym, że przekwitające kwiaty, zwykle białe lub kremowe, zmieniają kolor na różowy, czasem bardzo intensywny.
Krzewy są mało kłopotliwe, rosną w słońcu i cieniu, ale trzeba im zapewnić sporą ilość wody, szczególnie tym rosnącym w słońcu. Najlepiej jednak czują się osłonięte koronami drzew lub w sąsiedztwie sporych krzewów w półcieniu.
Ważne jest przycinanie krzewów na wiosnę - krzewiaste można przycinać nisko nad ziemią - wtedy roślina odwdzięczy się nam dorodniejszymi jeszcze kwiatostanami. Bukietowe zaś przycina się w młodości, by krzew się zagęścił. Wtedy też zaczynamy formować ewentualne drzewko. Potem pędy ścinamy każdej wiosny do ok. 1/3 długości.
A oto kilka obrazków tych pięknych roślin:




No i została jeszcze hortensja pnąca. Nie, nie zapomniałam o niej, ale o pnączach innym razem...
 

18 maja 2013

Cuda, czyli jak natura potrafi zaskoczyć człowieka

Chociaż wydawało mi się, że sporo już zaskoczeń sporządzonych przez naturę doświadczyłam i uważałam się za w miarę uświadomioną jej zmienności, cały czas czuje ogromny respekt przed jej siłą, uporem i witalnością. I nie chodzi tu tylko o wiosenne przebudzenia do życia obumarłych, jak by się zdawać mogło, roślin. Ani też o fenomen wyrastania wielkich roślin z małego nasionka i to w ciągu kilku miesięcy. Ani też o bazylię, która wielokrotnie już skazana na zagładę, po kilku dniach permanentnej suszy, braku światła i wszelkiego dobrego słowa, podnosi się jak feniks z popiołów rozchylając na nowo kuszące listki, które już były spisane na straty jako te, które do niczego się już nadać nie mogą.
Ale to, co zobaczyłam kilka dni temu w ogrodzie,wprawiło mnie w ogromne osłupienie. Zaprzeczało wielu tezom, które powielane w podręcznikach i powtarzane przez fachowców okazały się złudne. Pokonała je pęcherznica odmiany 'Diabolo' o bordowym wybarwieniu.
Swój pokaźny krzew cięłam dość mocno w marcu, przed drugimi śniegami:) Proste pędy oparłam o płot z myślą, że patyki mogą się przydać. Jeśli nie mi w ogrodzie, to pewnie Marta z koleżankami wymyślą dla nich jakieś zastosowanie. I stały tam prawie dwa miesiące.
Gdy na początku maja zaczęłam siać w różnych miejscach ogrodu rośliny jednoroczne, połamałam kilka patyków i pozaznaczałam obsiane miejsca.
Kilka dni temu zobaczyłam coś niezwykłego; patyki ożyły i z paków puszczają listki. Na dodatek, niektóre patyki wsadziłam do góry nogami przez przypadek. I to w niczym nie przeszkadza pąkom, by się rozwijać. Coś niesamowitego!
Zobaczcie sami!

12 maja 2013

Wiosenne piękności - co warto mieć wiosną w ogrodzie?

Ciepło, sporo deszczu i mamy - feeria barw, zapachów, smaków jeszcze nie, ale patrząc na kwitnące jabłonie i poziomki - i tych się wkrótce doczekamy:)
Co warto posadzić w ogrodzie, by wiosna wyglądał cudnie?
Zacznę od tulipanów. To królowe sezonu. Odmian tysiące, kolorów tyleż samo. Jak ktoś się uprze, to może nimi zakwiecić ogród dobrych kilkanaście tygodni dobierając wczesne i późne odmiany. Sprawdzają się w pojemnikach, na rabatach, ale też na rondach i w pasach oddzielających jezdnie. W Zielonej Górze ostatnio mamy szaleństwo tulipanowe. Rosną na każdym rondzie, a że ich sporo w naszym mieście, to i wiosenny efekt jest.
Wróćmy jednak do ogrodu. Planowałam różowe smukłe na rabacie, by komponowały się z zamysłem pastelowego zakątka. Z pół godziny chyba wybierałam cebulki na ryneczku. Ale gdy zakwitły - okazały się żółtymi i czerwonymi klasycznymi tulipanami. Hmmm. No trudno. W sumie żółte też fajne.

Chociaż cebulki sadzimy we wrześniu, to właśnie teraz jest dla nich najważniejszy okres. Za to, że cieszą nasze oczy, oczekują dobrej opieki i mnóstwa smakołyków. Nie zapomnijmy więc sypnąć im nawozu podczas kwitnienia. niech nie zwiodą nas ich piękne kwiaty jako dowód, że niczego im nie trzeba. Bo właśnie trzeba: nawozu i ogławiania przekwitłych kwiatów. Tylko wtedy ich cebule się wzmocnią, nabiorą wigoru. Pamiętajmy też, ze tulipany wykopujemy dopiero wtedy, gdy liście zżółkną i zaczną obsychać. Cebule suszymy, wietrzymy i chowamy w ciemne suche miejsce aż do września. Niektórzy rezygnują z tej zabawy. Można, ale proszę się nie dziwić, że w następnych latach tulipany są mniej dorodne, albo nie kwitną wcale. Bo w mroźne zimy cebule lubią "uciekać" w ziemię i potem trudno ich liściom się przebić na powierzchnię.
Kolejne wiosenne "must have" to oczywiście szafirki.

Jak sama nazwa wskazuje, szafir ich kwiatków przyciąga wzrok z daleka, ale są i białe, i liliowe szafirki. W swoim ogrodzie mam ich zaledwie kilka (cebulki pochodzą z pędzonych w sklepie wiosennych zestawów). Ale u mojej mamy szafirkowa wstęga od lat zachwyca.
Lubią próchniczną zasobną glebę, ale na dobrą sprawę, poradzą sobie niemal wszędzie. Najlepiej wykopywać je w czerwcu, by posadzić we wrześniu, a nawet październiku. Jeśli tego nie robimy (jak ja:), to chociaż nie zapomnijmy zasilić czymś dobrym tych maleństw, by im dobrze było.

O bergenii już wspominałam tutaj. Teraz jednak jest w pełnym rozkwicie. No urocza jest i już. Mąż też się przekonał:)



Serduszka okazała (Dicentra spectabilis) lubi cień i półcień. Do wielkoludów nie należy (do 60 cm), ale wiosną widoczna jest z daleka, bo wyrasta dużo wcześniej niż inne rośliny. Jej piękne kwiaty w kształcie serduszek delikatnie wirują na długich pędach poruszane podmuchami wiatru. Doskonale komponują się z niezapominajkami, tulipanami. Odmiana podstawowa ma kwiaty różowo-białe, ale jest tez odmiana 'Alba' o całych białych kwiatach.
Pamiętam rozłożystą kępę z dzieciństwa. Sąsiadka, starsza pani, miała ją pod oknami. Co roku wyczekiwałam, kiedy zakwitnie. I zakwitała, chociaż nie miała ani zbyt troskliwej opieki, ani nikt na nią nie dmuchał czy chuchał specjalnie.  Bo serduszka to roślina bardzo długowieczna. Jeśli się zadomowi w jakimś miejscu, to sobie poradzi sama przez wiele wiele lat.

Postrzegałam ja jako kwiat niemal magiczny, bo piękny, elegancki, ale i niemal zakazany oglądany przez płot, bo w naszym ogrodzie jej nie było.
Teraz ją mam:) Trzeba jednak pamiętać, że latem roślina powoli zamiera. Trzeba jej znaleźć zatem dobre towarzystwo, które zasłoni suche badylki. U mnie to zadanie dla zawilców. Radzą sobie.
Kolejne moje odkrycie, które zdobywa moje serducho, to gajowiec żółty w swej odmianie najbardziej podstawowej czyli Lamium galeobdolon. Nie wiem dlaczego, ale zawsze mi się miesza z jasnotą. Może dlatego, że trochę podobne?  
W każdym razie gajowiec to bylina doskonała na zadarniania, we wszelkich możliwych warunkach (chociaż ucieszy się, gdy będzie trochę cienia). Jego żółte kwiaty przyciągają owady, a pędy w szybkim tempie zasłonią wszystko, co chcemy zasłonić (a nawet nieco więcej:).
Jak wspomniałam, podobna do gajowca jest jasnota plamista (Lamium maculatum). Kwitnie bardzo długo od maja, a nawet gdy nie kwitnie, zdobi. Jest pół zimozielona, czyli nawet w lekkie zimy trzyma fason (zresztą podobnie jak gajowiec). Lubi półcień i wilgotną glebę.

Mam jedną z kilku odmian: 'Beacon Silver'. Na początku wiosny listeczki miała malutkie, aż się zastanawiałam, czy coś z nią nie tak. Ale gdy ruszyła... kwiatami zaskoczyła na całego:)
 I jeszcze mam fiołki w zanadrzu. Kolejny pachnący element w ogrodzie. No chociaż te akurat  w odróżnieniu od fiołka powszechnie znanego czyli Viola odorata (fiołek wonny) nie pachną, tylko zdobią kwiatami białymi, fioletowymi, delikatnym lila. To fiołki motylkowate (Viola sororia). Kwiaty mają większe, ale bez zapachu. Coś za coś:(. Niby nie ma rozłóg, wiec nie rozrasta się za mocno, ale za to rozsiewa się na potęgę. To malutkie jeszcze dwulistkowe wokół dorosłych osobników to właśnie siewki fiołka.

 No i kwitną jabłonie. Zarówno te typowo owocowe w sadach, na działkach, jak i ozdobne. Moja 'Ola' trochę wprawdzie strajkuje i tylko kilka kwiatów miała w tym roku (urokiem nadrabiają młodziutkie miedziane liście).

Za to odmiana palowa (nie znam nazwy, niestety) obsypana po raz kolejny różowym kwieciem. Wprawdzie owoców z drzewa tego jeszcze nie jadłam (w ub. r. były trzy jabłuszka, ale nie utrzymały się na drzewie do momentu dojrzałości), za to wiosna mam ucztę dla oczu. Prawdziwą.
 

A co tam u mojej skimii? Ano kwitnie sobie w najlepsze. Puszcza młode przyrosty. Jest dobrze. Kolejna zima z przygodami za nami:).

05 lutego 2013

Ziemia za paznokciami

Pracowałam bez rękawiczek, by poczuć wilgotność i strukturę ziemi, delikatność młodziutkich listków, które się już gdzieniegdzie pokazały, by nacieszyć się tym grzebaniem i przycinaniem. Ogłaszam wszem i wobec, że pierwszy dzień przedwiosennych porządków w ogrodzie za mną.
Było cudnie: słoneczko, lekki wietrzyk, śpiewające ptaki. A ja zbierałam suche liście, gałęzie, sprawdzałam stan okrycia, przyglądałam się pączkom i jak głupia cieszyłam się, że zawilce japońskie kiełkują, sasanki i angelica puszczają liście, bzy mają już pąki nabrzmiałe,  rozchodniki już wypuściły swe srebrne pączusie błyszczące w słońcu kroplami wody, hortensja, która marna była przez dwa lata, wreszcie się ocknęła chyba, kozłek lekarski się pojawił, krwawnik się ładnie rozrósł. Już się nie mogę doczekać, kiedy jego terakotowe (bo to odmiana Terracotta) kwiaty znów zaczną przyciągać pszczoły i motyle.
A największą niespodziankę sprawiła mi werbena patagońska. Bo... przetrwała. niczym jej nie okrywałam. Z premedytacją skazałam na wymarznięcie. Po to przecież brałam szczepki, by się nie martwić o to, czy będę miała swe ulubione kwiaty w tym roku, czy nie. A ona sobie spokojnie przezimowała:)
No i tak chodziłam po rabatach i co chwilę pochylałam się nad jakimś wystającym z ziemi patyczkiem czy badylkiem, albo tylko miejscem, w którym rośnie coś, o czym tylko ja na razie wiem. Śmiałam się przy tym niemal na głos, podśpiewywałam witając z moimi roślinami.
Ale to nie wszytko. Bo i pracowałam. W końcu jakoś ta ziemia za paznokcie musiała się dostać.
A co robiłam? Przede wszystkim usuwałam suche badyle i liście bylin, których nie uprzątnęłam do końca jesienią. Odkryłam nieco spod kory m. in. szałwię błyszczącą i siewki ubiegłoroczne goździka brodatego, bo już dla nich za ciepło i zaczynały przegniwać.
No i zajęłam się trawami, czyli przycięłam je kilkanaście centymetrów nad ziemią. To najwyższy czas na to zadanie, bo już rozplenice, mozga, miskanty i spartyna już zaczęły wypuszczać młode liście, więc trzeba je przyciąć jak najszybciej, by potem z suchymi nie obcinać młodziutkich. Pracy było sporo, bo i traw trochę u mnie jest.
Przycięłam już budleję, (ok. 20-30 cm od ziemi, kwiaty zawiązują się na tegorocznych pędach, więc powinna się ładnie zagęścić i zakwitnąć).
A do przycinania jest jeszcze sporo innych rzeczy, ale resztę zostawiłam sobie na kolejne dni. Trzeba sobie dawkować przyjemności.
Zasłużyłam teraz na dobra kawę:)

02 lutego 2013

Wypatrywanie wiosny ze śniegiem w tle

Po kilku słonecznych dniach poczułam wielką chęć (chociaż chęć to na prawdę mało powiedziane) grzebania w ziemi, przycinania, sadzenia i takich tam zboczonych dla niektórych czynności. Napaliłam się zatem na weekend - więcej czasu, wiadomo. A tu po późnym śniadaniu, gdy niemrawo zaczęłyśmy z Martą zastanawiać się, jak ułożyć sobie dzień bez męskiej części rodziny, zaczął padać śnieg. Wprawdzie synoptycy wielcy i mądrzy zapowiadali opady, ale jakoś mimo uszu puszczałam te kasandrowe przepowiednie. No to szybkie ubieranko i mały spacer po ogrodzie. Chociaż tyle.
Oto małe sprawozdanie:
- podmieniłam słoninki dla ptaków, poprawiłam worki geowłókniny na lawendzie, bo ostatnie wiatry pozrywały je, potańczyłam z Martą wśród wirujących płatków śniegu z suchymi kwiatami hortensji drzewiastej, które pourywał wiatr, a co:)
- pod domem pąki piękne zielone już ma hortensja pnąca. W ub. r. jakoś słabo się prowadziła, podsychała, marniała. Już ją miałam wykopać, ale że nie zawadzała zbytnio, a i nie widać jej za bardzo (cały czas jest w formie przyziemnej, bo za mała na wspinaczki), to zostawiłam. No i chyba w tym roku mnie zaskoczy. Oby. Na kwiaty nie liczę oczywiście, ale na dobicie do muru pionowego domu - jak najbardziej.

- kalina bodnantska też już rozwija coraz szerzej swoje pąki kwiatowe. W lutym może zakwitnie. Oby nie zmarzły, bo podobno mają jeszcze przyjść mroźne dni.


- wychodzą już listki krokusów i tulipanów (te drugie jakoś dziwnie poobgryzane, hmmm).
W sumie już jesienią zaczęły wychodzić, więc zwątpiłam, czy dobrze je zasadziłam, czy nie. I tak się cieszę, że wyszły, bo to były cebulki z ubiegłorocznych pędzonych kupionych w hipermarkecie na przecenie. Taką radę zapamiętałam z licznych serwowanych przez "Miejskiego ogrodnika" swego czasu. I rzeczywiście, warto kupować wiosenne cebulkowe po przekwitnięciu, bo sklepy je wyprzedają za grosze. Podobnie jak późną jesienią niektóre byliny czy krzewy, które nie wyglądają już okazale, więc typowy klient nawet na nie oka nie zarzuci. A dla sklepów to za duży koszt, by przechowywać roślinę przez zimę.

- wiciokrzew pięknie zieleni się na domku ogrodniczym.
Wytrzymały, coraz bujniej się krzewi (to zasługa sukcesywnego przycinania), kwitnie cały sezon na żółto, pachnieć za bardzo nie pachnie jednak, ale i tak zastanawiam się poważnie, czy nie posadzić go przy tarasie, by było tu coś zielonego zimą. Szkopuł w tym, że wiciokrzewy są zimozielone, ale gdy jest mocny mróz i wiatr, gubi liście. Na tarasie jest wietrznie, a za domkiem cicho i ciepło. Ale chyba warto spróbować.

Większość roślin jednak jeszcze śpi. Więc chyba jeszcze na wiosnę za wcześnie. Trudno. Poradzę sobie jakoś inaczej - domowo.

12 stycznia 2013

Zimowy ogród jeszcze śpi


Po ostatnim wpisie obiecałam sobie, że przygotuję listę roślin, które dają sobie radę w każdych warunkach (czytaj: w naszym klimacie), by mieć gotowca wraz z rozpoczęciem sezonu ogrodowego. Tym bardziej, że kilka osób pytało mnie o takie rośliny ostatnio, stąd motywacja jeszcze większa. Jednak dzisiejszego ranka za oknem zobaczyłam biel powracającej zimy, w której się zatopiłam, rozanieliłam i odrealniłam nieco. Spacer po ogrodzie maleńki, bo i ogródek malutki, uświadomił mi, że jeszcze za wcześnie na ogrodowe zrywy i działania.
Ogród jeszcze śpi. Choć niektóre rośliny już wyjrzały dyskretnie spod zimowej otuliny, to jeszcze mają zaspane czy. Oby tylko zapowiadane mrozy nie zaszkodziły ciekawskim.
Tymczasem śpiący ogród wcale nie jest nudny. Zobaczcie.
 Berberys w kolczastej szacie.
 Liście bergenii sercolistnej zimą przybierają piękną bordowo-fioletową barwę.
 Drzewo w okresie bezlistnym też może urzekać. Na zdjęciu kora brzozy pospolitej.
 Bukszpan - mnie ten obrazek urzekł i już.
 Skimia japońska w zimowej odsłonie z różowymi paczkami kwiatów.
 Kalina Burkwooda już nie może się doczekać wiosny.
 Kalina wonna szykuje się do kwitnienia. Ma małe kwiaty, ale pachną przepięknie waniliowo. Szkoda tylko, że na tarasie za zimno, by siedzieć i się tymi zapachami delektować.
 Kalina koralowa i jej nieliczne już owoce.
 Laurowiśnia. W ub. r. mocno przemarzła, chociaż ją okrywałam. W tym radzi sobie bez kołder. Oby tak dalej.
 Mahonia pospolita też ma już pąki kwiatowe. Ale na te, żółte i również pachnące, trzeba jeszcze poczekać.
 Mahonia rosnąca w małym przeciągu rośnie gorzej, ale za to przebarwia się cudnie.
 Faktura, faktura, faktura - liście trawy pampasowej
 A to miskant cukrowy - jako jedna z nielicznych wytrzymała napór wiatru i grubej warstwy śniegu. prezentuje się cudnie.
Tawlina jerzębolistna.

Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...