Przyjazna człowiekowi przestrzeń to miejsce, gdzie czujemy się dobrze, swobodnie, wygodnie, miło, przytulnie, a jednocześnie daje nam ono energię i jest inspiracją. Takich miejsc szukam i takie staram się tworzyć. I właśnie o tym jest ten blog: małych uciechach, niespodziewanych pomysłach, ciągłych poszukiwaniach, działaniach, odczuciach i eksperymentach.

środa, 17 lutego 2016

Wiosenne wariactwo? Nie dajmy się zwariować!

Ja wiem, wiem. Słoneczko nieco przygrzało, pierwsze kiełki się pojawiły, pączki nabrzmiały, ptaszki zaświergoliły i już ruszylibyśmy w ogrody, w ziemie, w nasiona, w rozsady.
Na wielu blogach aż roi się od porad jak siać, gdzie siać, co siać. Jak przycinać, co przycinać itp.
Już powoli wszyscy ogrodnicy zaczynają wiosenne wariacje: przycinanie, sianie, przesadzanie, rozsadzanie itp. Przyznaję, że sama też już z sekatorem wyszłam w ogród i, korzystając, że kubeł na śmieci był pusty), zaczęłam porządki z moimi trawami. A że mam ich sporo, postanowiłam rozłożyć na etapy.
Jednak radzę spokój. Nie dajmy się zwariować. Przede wszystkim wstrzymajmy się jeszcze z wysiewami do końca lutego chociaż. Chyba, że mamy profesjonalny ogród zimowy z dobrym światłem (sztucznym) czy wypasioną szklarnię. Na parapetach jest jeszcze za ciemno. Siewki nam się zmarnują. A przynajmniej prawdopodobieństwo jest większe, bo absolutnie Wam tego nie życzę.
Jeszcze poczekajmy z tym szałem prac, z tym wiosennym wariactwem. Jeszcze odpoczywajmy i ogrodowi tez dajmy odpocząć. Przecież sezon ogrodniczy tak niedawno się dopiero zakończył.
Ale to nie znaczy, że mamy odpoczywać w bezczynności. Podejrzewam, że i u Was jeszcze sporo zaległości do nadrobienia.
Zrobiłam więc rachunek sumienia i przyznaję - nie wyczyściłam narzędzi. Teraz mam na to czas. Jeszcze w planie na najbliższe dni mam przygotowanie drewnianych skrzynek na kwiaty, przygotuję hotel owadzi, może budkę lęgową.
Owadzi hotel z ub. r. powędrował do zaprzyjaźnionego ogrodu warzywnego przy Miejskim Przedszkolu nr 30 w Zielonej Górze.

Jeśli już nie możemy wytrzymać bez grzebania w ziemi i kwiatków, to postawmy na bratki. Niewielkie przymrozki im niestraszne. Po chłodniejszej nocy będą wyglądać trochę jak "wczorajsze", ale dojdą do siebie.

Można też próbować ze stokrotkami, chociaż tych jeszcze nie widziałam nigdzie do kupienia.

Podpędzane żonkile, hiacynty czy krokusy, których masa jest w marketach, do wystawiania na zewnątrz się nie nadają. Z nich możemy robić kompozycje domowe, tarasowe (na noc lepiej schować do domu). Po przekwitnięciu oczywiście można je przechować i jesienią wysadzić do gruntu, by w przyszłości (raczej nie w kolejnym roku) znowu pokryły się kwiatami.
Z przycinaniem też jeszcze trochę się wstrzymajmy. Odrobinkę. Jeśli sekator nam się po nocach śni, to można robić porządki z trawami, szczególnie mozgami i Trzcinnikami, które już zaczynają wypuszczać młode zielone liście, a przymrozki młodym nie zaszkodzą.
Z grubszych rzeczy to ewentualnie można ruszyć w stronę agrestu i porzeczek, czerwonej i białej. Czarną zostawmy w spokoju. Na razie:)

Co do siania. Cóż, jak mus, to mus. Na większości opakowań są dokładnie wyznaczone terminy, kiedy można siać. I warto ich przestrzegać, bo nie wzięły się z kapelusza.
Można się jednak do tych wysiewów przygotować. Oto kilka rad:
- NASIONA - o nasionach nie mówię, bo wiadomo, każdy sieje co chce:)


- POJEMNIKI - można siać w różne pojemniki. Wcale nie są nam potrzebne jakieś specjalistyczne krążki, szklarenki itp. Kiedyś ich nie było, a jakoś rozsady się robiło. Wykorzystać można to, co mamy w domu. Fajnie sprawdzają się pudełka po warzywach z marketów, pudełka po mleku czy sokach odpowiedni nacięte, tacki różnego rodzaju. Lepiej by nie były zbyt głębokie, bo kiełkujące maleństwa nie potrzebują wiele miejsca, a gdy będzie za dużo luźnej ziemi, nasionka opadną za głęboko i trudno im będzie wykiełkować.

Pamiętajmy o oznaczeniu, co my tam wysialiśmy, bo pamięć można mieć doskonałą, ale takich rzeczy się po prostu nie pamięta:)


- ZIEMIA - najlepiej wybrać ziemię specjalistyczną do siania czy pikowania.
- SIANIE - lepiej siejmy mniej niż więcej, ale gdy nam za grubo ręka pójdzie, to przerwijmy rośliny, albo przepikujmy. Lepiej mieć mniej roślin, ale zdrowych i dorodnych, niż nieco więcej, ale rachitycznych, krzywych i byle jakich. Przynajmniej ja z takiego założenia wychodzę.

 Przykryjmy nasionka lekko, leciusieńko. Wiele roślin lubi, gdy nasionka niczym nie są przykryte, wtedy można je potraktować drobnym grysem lub wermikulitem. Przepuszcza światło, nieco przytrzymuje wilgoć i przytrzymuje na miejscu nasiona.
- PODLEWANIE - podlewamy spryskiwaczem, żeby nie zniszczyć młodych siewek albo nie zmyć nasion w jedno miejsce.
- ŚWIATŁO - siewki potrzebują dużo światła, inaczej będą się wyciągać, zrobię się wiotkie, marne.

- WIETRZENIE - po posianiu warto przykryć naczynie folią, by utrzymywała stałą wilgotność, ale gdy siewki wyjdą na powierzchnię, trzeba wietrzyć naszą szklarenkę. I nie przelewać naszej uprawy, bo ziemia zacznie pleśnieć, a roślinki gnić.

A za oknem? No zima nam wróciła:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz