10 kwietnia 2013

Uprawa współrzędna - a co to jest?

Zaczynam planować, gdzie posadzę w ogrodzie jakieś rośliny na bieżącą przegryzkę.
Pierwsza główna zasada warzywna - prace w ogrodzie zaczynamy wtedy, gdy zakwitnie forsycja, pojawią się żółte kwiaty mniszka lekarskiego, czereśnie puszczą pąki, a kasztanowce liście. 
Trzeba jeszcze trochę poczekać, bo to nie temperatura powietrza jest w tym momencie ważna, ale temperatura ziemi. A przecież w niektórych miejscach jeszcze jest przykryta śniegiem. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć siew do skrzynek czy doniczek w domu:) Balkonowcy mają w tym momencie przewagę czasową:)
Co siać? najwcześniej można wysiewać marchew, rzodkiewkę, sałatę, szpinak, groch, rzodkiew i burak. 
Kusi mnie marchew w donicy, bo na grządkę nie mam miejsca. Wiem, że muszę być cierpliwa, bo wschodzić może nawet miesiąc. No i trzeba przerywać (albo kupić w taśmie:), ale chyba jednak wysieję:)
Poniżej inspirujące zdjęcie z bloga ekoparapet.pl Cały blog zresztą bardzo ciekawy. Polecam!

Kto ma ochotę (to szczególna gratka dla dzieci) może spróbować też uprawy ziemniaków w sporym wiadrze. Wystarczy plastikowy pojemnik. Do połowy wypełniamy go ziemią z kompostem, na wierzch kładziemy dwa podkiełkowane ziemniaki (te z marketów się nie nadają, lepiej kupić na ryneczku), przysypujemy 10 cm ziemi i podlewamy. Ustawiamy w ciepłe miejsce. Po 2 tygodniach powinny pojawić się pierwsze zielone pędy. Wtedy delikatnie przykrywamy je ziemią i tę czynność powtarzamy sukcesywnie, aż całe wiadro napełnimy ziemią. Cały czas umiarkowanie podlewamy, a raz  tygodniu nawozimy organicznie. Wkrótce ziemniaki zakwitną (bardzo ładnie wtedy wyglądają:), a z kwiatów zrobią się owoce - zielone kulki. Tu uwaga - są one trujące! Podobno po 10 tygodniach mamy już własne ziemniaki. Hmmm. Kto się skusi na taką uprawę?
Zamiast wiadra czy wielkiej donicy może być duża torba jutowa:

baaardzo elegancki pojemnik:


Jeszcze jedna ważna sprawa - uprawa współrzędna. A co to właściwie jest?

Planując warzywne zasiewy i sadzenia warto wziąć pod uwagę nie tylko ilość miejsca, nasłonecznienie ale też sąsiedztwo, bo rośliny, jak i ludzie, nie wszystkie się lubią, a niektóre ze sobą wręcz walczą. Są jednak i takie, które sobie pomagają.
To ważne szczególnie przy warzywach. I to bez względu na to, czy to zagony w wielkim warzywniaku czy w skrzynkach na balkonie. Animozje nie znikają wraz z ilością miejsca ani wprost proporcjonalnie, ani odwrotnie proporcjonalnie.
Oczywiście można siłować się z naturą, ale jeśli mamy możliwość zrobić coś tak, jak ona sobie wymyśliła, to po co męczyć. 

Oto ściąga: kto z kim żyje w zgodzie, a kto kogo nie lubi:
roślina
lubi
nie lubi
fasola
Kalarepa, sałata, ogórek, pomidor, ziemniaki, burak czerwony, cząber ogrodowy
Czosnek, groch, por, cebula
groch
Marchew, rzodkiewka, ogórek, sałata, kalarepa, koper
Fasola, por, cebula, ziemniak
ogórek
Fasola, groch, cebula, burak czerwony, sałata, por, koper
Rzodkiewka, pomidor, ziemniak
ziemniak
Kalarepa, szpinak, fasola, czosnek, nasturcja, mięta
Ogórek, groch, pomidor, burak czerwony
czosnek
Marchew, ogórek, burak czerwony, pomidor
Fasola, groch, kalarepa
kalarepa
Fasola, szpinak, ziemniak, por, sałata, groch, burak czerwony
Czosnek
marchew
Cebula, pomidor, rzodkiewka, czosnek, por, groch, sałata, koper
Burak czerwony
por
Cebula, marchew, pomidor, sałata, kalarepa, rumianek
Fasola, groch, burak czerwony
rzodkiewka
Sałata, fasola, szpinak, pomidor, kalarepa, groch, marchew, rzeżucha
Ogórek
burak czerwony
Cebula, kalarepa, sałata, czosnek, ogórek, koper
Por, fasola, szpinak, ziemniaki
sałata
Rzodkiewka, marchew, ogórek, cebula, pomidor, fasola, burak czerwony, groch, por, kalarepa, koper, mięta
-
szpinak
Pomidor, fasola, rzodkiewka, kalarepa, ziemniak
Burak czerwony
pomidor
Marchew, szpinak, kalarepa, burak czerwony, rzodkiewka, sałata, por, czosnek
Groch, ogórek, ziemniaki
cebula
Sałata, marchew, ogórek, burak czerwony, koper, cząber ogrodowy, rumianek
Groch, fasola, kalarepa


Roślinami zgodnymi są na pewno koper i szczypiorek. Mo zna je siać niemal wszędzie i nie będą się kłócić z sąsiadami. Z ziół jeszcze warto pamiętać, że pietruszka dobrze rośnie koło pomidorów i nie wolno jej siać dwa razy w tym samym miejscu w ogrodzie, a cząber nie kłóci się z fasolą i cebulą.

09 kwietnia 2013

Marcowe prace w kwietniowym ogrodzie

Pomieszało się trochę w naturze, wszystko zaczyna się dziać z opóźnieniem, ale o wiele intensywniej. Przyświeciło trochę słońce, prognozy na razie nie straszą nawet przymrozkami, a więc ludzie ruszyli do ogrodów. Podczas wczorajszego spaceru zauważyłam, jak w wielu ogrodach były już worki z korą, a nawet nowe rośliny w donicach czekające na sadzenie:)
A u mnie? Jeszcze trochę śniegu leży, ale część roślin już idzie w zielone:) Pojawiają się niebieskie cebulice, szafirki i tulipany. Na razie tylko liście, ale i na kwiaty przyjdzie czas:)


 A tawlina czaruje już swoimi młodziutkimi listkami. Jestem zauroczoną nią:)


Pracy przed nami sporo, bo i marcowa jeszcze nie wykonana, a i kwietniowa już kusi. Można się jeszcze trochę obawiać przymrozków czy małego śniegu, ale gdy krokusy już kwitną (mam jednego na dowód:) i przebiśniegi na dobre zdobią cieniste zakątki (wybieram się do koleżanki po rozsadę:) - znak to, że porządki czas zacząć robić.
Od czego zaczynamy?
- przycinamy krótko (10-15 cm od podłoża) trawy ozdobne. Ja już niektóre przycięłam, inne jeszcze w pełnej jesiennej suchej krasie czekają na nożyce.
- spulchniamy ziemię tam, gdzie planujemy rabaty,
- przyglądamy się drzewom i krzewom - usuwamy uszkodzone przez mróz pędy, czyli suche badylki.
- przycinamy krzewy ozdobne, ale tylko te, które kwitną na tegorocznych pędach. Jak to rozpoznać? to te, które kwitną latem (pięciorniki, tawuły japońskie, berberysy, śnieguliczki, derenie, róże, hortensje bukietowe) Tniemy wszystkie chore i uszkodzone, a resztę ok. 30 -40 cm od podłoża (nad 3 pąkiem skierowanym na zewnątrz korony). Nie należy się tego bać, bo roślinom to służy. Własnie ich oszczędzanie w naszym rozumieniu powoduje, że dziczeją i po kilku latach tracą pokrój, mało kwitną, wyglądają po prostu brzydko. Na początku będą wyglądać trochę marnie, ale jak rusza z wegetacją, puszczą mnóstwo młodych pędów, które obdarują nas mnóstwem kwiatów.
- UWAGA! nie ruszamy tych, które kwitną wiosną: migdałki, forsycje, wczesne tawuły. Te tniemy dopiero po przekwitnięciu.
- usuwamy okrycia zimowe
- zastanawiamy się, które byliny możemy podzielić, bo wiosna to dobry czas m. in. na rozmnażanie chociażby funkii, traw, rozchodników, nachyłków.

Teraz też przesadzamy rośliny, które nie do końca nas przekonują na danym miejscu. Warto robić sobie przez cały rok dokumentację zdjęciową albo notatki, by potem wiedzieć, co się sprawdziło, a co nie i trzeba po prostu przesadzić.
Ja już taki plan sobie zrobiłam, tym bardziej, jak wiadomo powszechnie, ogród nigdy nie jest skończony i ogrodnik wiecznie w nim coś przesadza. Oto moja lista na już. Głównie dotyczy to jednej rabaty, bo robi się tam trochę za gęsto:)

- kosaćce muszę przesadzić dalej od ścieżki, bo na przedzie rabaty wybujały za mocno i zasłaniają mniejsze rośliny z tyłu,
- przesadzić piwonię, która schowała się za iglakiem i niewiele jej widać, zresztą ostróżki ją później przygniatają. Piwonie lepiej przesadza się we wrześniu, ale postaram się wziąć ogromną karpę ziemi, y nie przeżyła szoku.
- podzielić trawy i wsadzić między rudbekie, by szumiały razem i falowały:)
- ograniczyć dąbrówkę i tojeść rozesłaną. Obie ładnie wyglądają, nie potrzebują uwagi, szybko zadarniają puste pola, a przez to chwastom nie dają żadnych szans. Ale rozłażą się za mocno. Ktoś reflektuje na sadzonki?
- rozchodniki z rabaty podwyższonej przenieść do rabaty przy tarasie, bo to będą miały więcej słońca, a  i jesienią będzie piękny kolorystyczny akcent.

05 kwietnia 2013

Koniec zimowego lenistwa. Siejemy jednoroczne!

Przecież wiosna kiedyś musi przyjść, prawda? Według prognoz już w przyszłym tygodniu ma się ocieplić, więc nie ma na co czekać! Trzeba siać jednoroczne kwiaty, bo maj przyjdzie i tak, wiosna i lato też.
Nie patrząc na śnieg za oknem wyciągnęłam mój nowiutki zestaw doniczkowy:). Zakupiłam go wstępnie z myślą o mężu, by za bardzo nie męczyć go chaosem na parapecie. Ale ostatecznie doszłam do wniosku, że to bardzo dobry sposób na ekonomiczne wykorzystanie przestrzeni. Wiadomo, że tej za wiele nie mam, a jednak kasetoniki łatwiej ustawić niż dziesiątki pojedynczych doniczek.



Tak więc zabrałam się wieczorem ostro do pracy. Siałam, aż mi się... ziemia skończyła. Tego nie przewidziałam.
Co poszło w ziemię?
- nagietki - nie za wiele, bo większość wysieję po prostu do gruntu, ale żeby chociaż część szybciej zakwitła, to planuję podpędzić uprawę w domu.
- astry fioletowe - w ub. r. sprawdziły się tak sobie, ale może w złym miejscu je posadziłam... lubię jednak je w wazonie.
- cynie wytworne - nasiona zebrałam z dużych okazów, więc na okazałe efekty liczę:)
- heliotrop - uwielbiam jego miodowy zapach.
- tytoń narcyzowy - ciekawa jestem, jak się będzie komponował:)
- dzwonki irlandzkie - zaintrygowały mnie ich zielone kwiatostany.
- biała ślazówka - wspomnienie miłej rozmowy z myślą o zacienionych nieco fragmentach ogrodu.
- kobea pnąca, sępota pnąca (Cobaea scandens) - znalazłam ją przypadkowo na jednej z magicznych nasionkowych ścian. Fioletowe duże kwiaty w kształcie kielicha, dorasta do 3 m, okrywa pięknie pergole. Zakwita w lipcu, ale boje się, czy nie za późno ją wysiałam, bo wyczytałam w magicznym internecie, ze powinno się ją już siać w lutym. Cóż. Zobaczymy.
- groszek pachnący o kolorze czerwonym - w sam raz na boczna "ognistą" rabatę.

A poza tym? Siewki poziomek nabierają kształtów, podobnie jak lobelia, ale jeszcze maleństwa są takie, że boję się je ruszać.

A na innym parapecie robi mi się gąszcz werbeny patagońskiej. Zaskakuje mnie na każdym kroku. Dzisiaj tym, że... ma już paki kwiatowe:) Albo natura wariuje, albo wiosna przyjdzie szybciej, niż nam się wydaje.

Niechciani goście w domu, czyli szkodniki na ziołach

Wiosny wypatrujemy nie tylko my, nie tylko rośliny w grodach, ale i te na parapecie domowym. A niektóre z tego wyczekiwania marnieją. A jak marnieją, to słabną i padają ofiarą różnych choróbsk i szkodników. Niestety ta teza sprawdziła się i u mnie. Sama też do tego rękę przyłożyłam, przyznaję. Niby o nie dbam, ale przez święta je przesuszyłam, bo wyjechałam na 5 dni, a zdarzało się też je przelać. No i w sumie ani razu ich nie dożywiłam nawozem. Słońca im też przecież nie dam ponad to, co sama mam, a że ogólnie jest za mało, to i one cierpią.

No i stało się. Nie wystarczyło, że sama się rozłożyłam i łażę z nosem i gardłem zawalonym, to jeszcze dzisiaj zauważyłam maleńkie białe muszki latające nad szałwią. No to mnie trafiło! Jeszcze tylko mączlików szklarniowych brakuje, bo tak te maleńkie niby delikatniutkie i słodziutkie muszki się zwą. Ale niech was nie zwiedzie niewinna biel ich 2-milimetrowych skrzydełek, oj nie. Trudno je wytępić, a rośliny mogą zniszczyć bardzo szybko. Ich larwy wysysają soki z dolnej części liści. Roślina szybko pada.
Od razu przejrzałam wszystkie zioła na parapecie. Nie jest źle, ale na wszelki wypadek wszystkie poszły pod wodę, żeby zmyć co się da z liści. I co dalej?
Kłopot w tym, że większość preparatów do zwalczania szkodników (a mogą się pojawić i mszyce, i przędziorki, i tarczniki i inne szkaradziejstwo) jest toksyczna i nie używa się ich na ziołach, które przecież stosuje się "na żywca" w kuchni.
Oto kilka sposobów na niechcianych gości:
- mączliki wspomniane już nie lubią niskich temperatur. Podobno nie przetrwają w temp. poniżej 5 stopni, a i nawet 10 stopni to dla nich zbyt zimno. Więc wystawiłam szałwię i na wszelki wypadek tymianek do kompanii na taras. Wieczorem schowam, bo jeszcze może przymrozić, ale takie kilkudniowe wystawianie powinno sobie poradzić z intruzami.
- przędziorki (małe czerwone pajączki robiące malutkie pajęczyny) nie lubią wilgoci. Ich pojawienie się oznacza, że jest za sucho. Wtedy zaatakowaną roślinę skrapiamy wodą i nakładamy worek foliowy, ważne - przezroczysty i nie może dotykać liści rośliny. Podniesiemy wilgotność, robalom zrobimy saunę z komorą gazową przy okazji. Tak trzymamy roślinę z tydzień, ale codziennie chociaż na pół godziny wietrzymy, żeby przy okazji jakieś grzyby się nie pojawiły.
- mszyce (zielone coś) w niewielkiej ilości można zgniatać palcami i zmywać pod prysznicem. Podobno skutkuje też podlewanie wodą z rozgniecionym czosnkiem (miksturę najpierw zostawiamy na kilka godzin, by się "przegryzła"). Nie stosowałam, więc nie zaręczam o skuteczności, ale może warto spróbować.
- porażone liście mączniakiem (biały nalot) albo rdzą (brązowe plamy) można w początkowym stadium odrywać i wyrzucać, ale gdy roślinę wzięło na całego, trudno, trzeba chyba odżałować i wyrzucić zanim zarazi inne rośliny.
Zioła na szczęście szybko rosną.

26 marca 2013

Smutek po gruszy

Pięknie wyglądała wiosną obsypana kwiatami, a latem ozłocona owocami. Zawsze zadziwiała mnie swym ogromem i majestatem. Górowała nad zabudowaniami, widoczna z daleka, prowadząca do domu.
Zwykle dzikie grusze są nieduże, rosną gdzieś przy drogach polnych. A ta była wieeeelgachna. Owoców miała mnóstwo co roku. Wprawdzie korzyści miały z nich tylko owady, bo malutkie i bardzo cierpkie, ale życie pod nią zawsze aż kipiało. Gdy się na nią popatrzyło z dołu, to czuć było tajemnicę i wielki spokój. Potęgę natury.
Uczyłam się pod nią do matury. Do dziś pamiętam to słońce, zapach trawy i brzęczące roje. Myślałam, że będzie zawsze. Nawet nie mam jej zdjęcia (to poniżej to z zasobów Lasów Państwowych:).


Nie widziałam tego. Na szczęście. Brat nagrał filmik na pamiątkę jak pada. Wczoraj pod topór poszła ogromna dzika grusza w ogrodzie rodziców. Była bardzo stara, trzeszczała niebezpiecznie i od kilku już lat groziła przykrą niespodzianką. Tym bardziej, że rosła przy zabudowaniach gospodarczych i mogło być na prawdę nieszczęście.
Wiedziałam, że prędzej czy później tak się stanie, ale żal ogromny.
Smutno mi. Ale znajoma opowiedziała mi właśnie, że tez miała drzewo, pod którym uczyła się do matury. Brzozę pod domem. Zasadził ją jej brat. Ale gdy rodzice się wyprowadzili, sąsiad obciął ja do połowy.
Nie wiem, co gorsze. Ale wiem, że trzeba zasadzić swoje drzewo. Każdy powinien mieć swoje.
Moim będzie grusza.

20 marca 2013

19 marca 2013

Mój sposób na niekończącą się zimę

Nie, nie będę narzekać na aurę za oknem. Wprawdzie już nie widać, że odśnieżałam rano podjazd, bo znowu jest zasypany, a jadąc sąsiednią ulicą o mało nie wjechałam w rów, bo tak jest ślisko. Nic to, nic. Przecież tego ani nie przeskoczę, ani nie zamiotę pod dywan, a tym bardziej nie zmienię. A zaplanowałam dziś radosny dzień.
Z listy codziennych czynności do wykonania był już śpiew (wybaczcie sąsiedzi:), mały spacer (tu podciągnę odśnieżanie). Teraz czas na kolorowe myślenie, które odgoni w myślach monochromatyczną zimę. Więc przygotowałam sobie legowisko:

Powyciągałam kolorowe poduchy, stos "ogrodziarskich" gazet i książek (uzbierało się tego trochę, hmmm). Do tego zielona herbata i plan pracy: szukanie inspiracji, ciekawostek, połączeń i rozłączeń roślinno-konstrukcyjnych i pomysłów do ogrodu, nie tylko swojego:)
Polecam taką lekturę w ostatnie chwile zimy. Już same obrazki dodają niesamowitej energii.
Zatem miłego dnia!

p.s. Od kilku osób otrzymałam sygnał, że są problemy z wpisywaniem komentarzy na blogu (o jakże się niezmiernie cieszę, że ktoś to czyta i, co więcej, chce komentować:). Pozmieniałam co nieco w ustawieniach, mam nadzieje, że będzie lepiej, więc nie zrażajcie się i jeśli macie tylko ochotę, to komentujcie. Już dziekuję za wszystkie wpisy.

Zajrzyj również tutaj:

Naturalny ogród dla wszystkich

Ogrody naturalne to miejsca przyjazne nam ludziom. A jeśli są rzeczywiście przyjazne nam, to i innym stworzeniom. Niestety trudno za przyja...